• rozwiń

Strajk i demonstracje we Francji. Policja użyła gazu łzawiącego

Foto: PAP/EPA Foto: We Francji trwa strajk generalny

W całej Francji rozpoczął się w czwartek strajk generalny przeciwko reformie emerytalnej. 280 tysięcy ludzi wyszło na ulice w 40 miastach. W stolicy Francji sytuacja przybiera coraz bardziej dramatyczny obrót - policja użyła gazu łzawiącego - informuje CNN.

Jak donosi CNN, w Paryżu ubrani na czarno protestujący zaczęli podpalać kosze na śmieci i rzucać kamieniami. Policja odpowiedziała gazem łzawiącym i zaczęła zamykać niektóre ulice. Do godziny 15.30 czasu lokalnego policja zatrzymała 71 osób w celu przesłuchania i obszukała ponad 9 tysięcy kolejnych. Porządku na ulicach Paryża ma pilnować 6 tysięcy policjantów.

Jak informowała około godziny 17 z Paryża korespondentka TVN24 BiS Anna Kowalska, powołując się na francuskie media i służby, z policją w pobliżu Placu Republiki starło się około 500 chuliganów, którzy w ten sposób blokują pokojową manifestację.

Paraliż komunikacyjny

W ogólnonarodowym strajku biorą udział pracownicy sektora transportu, edukacji, strażacy, śmieciarze i adwokaci. Większość pociągów nie wyjechała na trasy. Zamknięte są szkoły, w Paryżu nie działa metro. Wielu pracowników postanowiło zostać w domu w obawie, że nie dojadą do pracy. Jak pisze Associated Press, zamknięcie metra zwielokrotniło poranne korki we francuskiej stolicy.

Koleje SNCF poinformowały, że odwołano około dziewięciu na 10 pociągów dużych prędkości, podobnie jak około 30 proc. lotów krajowych linii Air France. Linie Easyjet odwołały ponad 250 lotów. Na części dróg i autostrad (A21 oraz A1) ruch samochodowy jest utrudniony z powodu "akcji ślimak", polegającej na powolnym poruszaniu się.

Akcja protestacyjna sprawiła, że rano na drogi w regionie Ile-de-France wyjechało mniej samochodów. Około godz. 7 rano w regionie tym zanotowano w sumie 130 km korków, a godzinę później - 90 km w porównaniu z ok. 250 km korków, które występują tu w zwykły dzień. Duża część pracowników pozostała w domach, korzystając z możliwości wykonywania telepracy; wielu Francuzów wzięło od czwartku urlopy.

Przedstawiciele instytucji odpowiedzialnych za zabytki Paryża, w tym wieżę Eiffla, ostrzegli przed zakłóceniami związanymi ze strajkiem; wielu turystów odwołało w związku z tym swoje przyjazdy.

Potężne protesty

Pracownicy sektora publicznego obawiają się, że reforma emerytalna, sztandarowy projekt prezydenta Francji Emmanuela Macrona, zmusi ich do dłuższej pracy i będzie oznaczać mniejsze emerytury. Minister transportu zapowiedział, że spotka się w czwartek ze związkami zawodowymi, aby spróbować rozładować napięcie.

Związkowcy zapowiedzieli blokowanie niektórych dróg szybkiego ruchu. W sumie w całej Francji zaplanowano ponad 250 manifestacji związkowych, do których dołączą "żółte kamizelki" oraz organizacje anarchistyczne. Policja spodziewa się nawet tysiąca zamaskowanych bojówkarzy, których określa się ostatnio we Francji jako grupy Black Blok.

Według najnowszego sondażu Instytutu Elabe 58 proc. Francuzów popiera strajk. Przeciwnych jest 30 proc., a 12 proc. zadeklarowało, że nie ma zdania.

Wiele firm ogłosiło, że ich pracownicy będą w najbliższych dniach pracować z domu. Część pracowników zdecydowała się wziąć urlopy lub wyjechać z dużych miast, spodziewając się paraliżu komunikacyjnego.

Koszty strajku

Politycy partii rządzącej LREM obawiają się politycznego kosztu strajków. Deputowany Olivier Veran podkreśla, że "reforma jest zbyt trudna do wyjaśnienia". - To skomplikowana reforma, która nie jest jeszcze w pełni znana, a której koszty nie są jeszcze policzone i upublicznione, co sprawia, że jej obrona jest skomplikowana - powiedział Veran, cytowany przez francuskie media.

Przeciwna reformie jest m.in. Marine Le Pen, szefowa skrajnie prawicowego Zjednoczenia Narodowego, która podkreśla, że na "reformie stracą wszyscy Francuzi", ponieważ emerytury - poprzez ujednolicanie funkcjonujących we Francji 42 różnych systemów emerytalnych - zostaną obniżone. Wyjątkiem mają być emerytury rolnicze, które - jak podkreślają zwolennicy reformy emerytalnej - mają wzrosnąć.

Ekonomista Pascal de Lima poinformował w środę, że strajk może kosztować budżet państwa nawet 300 mln euro. Koszty protestów oszacował na podstawie danych dotyczących porównywalnych strajków w przeszłości.

Ustawienia

Zamknij ustawienia
Ustawienia zostały zapisane