• rozwiń
    • WIG20 2188.20 +0.70%
    • WIG30 2521.46 +0.73%
    • WIG 56753.79 +0.71%
    • sWIG80 11547.10 +0.62%
    • mWIG40 3939.78 +0.74%

Ostatnia aktualizacja: Wczoraj 17:15

Dostosuj

Saudowie szantażują Stany Zjednoczone. Grożą wycofaniem setek miliardów dolarów

Saudowie szantażują Stany Zjednoczone. Grożą wycofaniem setek miliardów dolarów
Foto: United States Department of State Foto: Minister spraw zagranicznych Arabii Saudyjskiej Adel al-Jubeir oraz sekretarz stanu John Kerry

Arabia Saudyjska wyprzeda należące do królestwa aktywa warte nawet 750 miliardów dolarów, jeśli Kongres przyjmie projekt tzw. ustawy 9/11 - donosi "The New York Times". Akt prawny zakłada, że saudyjski rząd bierze współodpowiedzialność za wydarzenia z 11 września 2001 roku i pozwoli na postawienie Saudów przed amerykańskim sądem. Zdaniem ekonomistów, jeśli groźby płynące z Królestwa się spełnią, doprowadzi to do "globalnej zawieruchy".

Administracja Obamy lobbowała w Kongresie, by zablokować ten akt prawny - donoszą urzędnicy i bliscy współpracownicy polityków należących do obydwu partii. Saudyjskie groźby stały się przedmiotem bardzo intensywnych dyskusji między legislatorami a urzędnikami Departamentu Stanu oraz Pentagonu. Urzędnicy ostrzegali senatorów przed dyplomatycznymi i gospodarczym skutkami tego prawa.

Osobisty komunikat

Adel al-Jubeir, minister spraw zagranicznych Arabii Saudyjskiej, w ubiegłym miesiącu podczas swojej wizyty w Waszyngtonie przekazał osobiście specjalny komunikat. Powiedział wówczas legislatorom, że Arabia Saudyjska będzie zmuszona do sprzedania nawet 750 mld dol. w papierach wartościowych i innych aktywach w USA, zanim pojawi się ryzyko, że zostaną one zamrożone.

Ekonomiści są raczej sceptyczni co do tego, że Saudowie wypełnią swoje zapowiedzi. Twierdzą, że taka „wyprzedaż” będzie trudna do wyegzekwowania i zakończy się paraliżem samej saudyjskiej gospodarki. Niemniej jednak groźba jest kolejnym symptomem eskalacji napięcia pomiędzy Arabią Saudyjską a USA.

Ryzykowny projekt?

Administracja Obamy przekonuje, że przepisy - nazywane potocznie 9/11 - narażałyby Amerykanów na ryzyko prawne za granicą, lobbuje zatem przeciwko projektowi ustawy.

Ale takie stanowisko spotyka się z oburzeniem wielu twórców prawa i członków rodzin ofiar z 11 września. Zarzucają administracji Obamy, że ta konsekwentnie obstaje po stronie królestwa oraz udaremnia wysiłki, by poznać prawdę o tym, jak wielką rolę niektórzy saudyjscy urzędnicy odegrali w spisku terrorystycznym.

- To zadziwiające myśleć, że nasz rząd popiera Saudyjczyków i stawia ich nad własnych obywateli - mówi Mindy Kleinberg, której mąż zginął w World Trade Center 11 września. Kobieta jest członkinią grupy rodzin ofiar, która optuje za wprowadzeniem przepisów.

Wkrótce spotkanie w Zatoce

Barack Obama uda się w środę do Rijadu, by uczestniczyć w szczycie Rady Współpracy Krajów Zatoki Perskiej. Spotka się także z królem Salmanem i innymi urzędnikami saudyjskimi. Wciąż nie wiadomo, czy wśród tematów rozmów znajdą się dyskusyjne kwestie dotyczące 11 września 2001 r.

Arabia Saudyjska przez długi czas zaprzeczała, że królestwo ma jakikolwiek udział w spisku z 11 września.  Tzw. Komisja 9/11 nie znalazła „żadnego dowodu, że saudyjski rząd jako instytucja czy też saudyjscy urzędnicy indywidualnie wspierali fundusze organizacji”.

Jak podaje „New York Times”, komisja pozostawia pewne niedopowiedzenia, które sugerują, iż istnieje możliwość, że w spisku jednak pojawia się saudyjski akcent.

Podejrzenia utrzymują się częściowo także z uwagi na wnioski z kongresowego zapytania z 2002 roku w sprawie ataków. Cytują pewne dowody, które świadczą o tym, że saudyjscy urzędnicy żyjący w tym czasie w USA, mogli brać udział w spisku. Wnioski te, zawarte w 28-stronnicowym raporcie, nie zostały do tej pory upublicznione.

"Anomalia" w Kongresie

W briefingu za zamkniętymi drzwiami, który odbył się 4 marca na Kapitolu wzięli udział Anne W. Patterson - asystentka sekretarza stanu oraz Andrew Exum - urzędnik Pentagonu odpowiedzialny za politykę na Bliskim Wschodzie. Przekazali oni członkom Senackiej Komisji Sił Zbrojnych, że wojska amerykańskie oraz cywile mogą znaleźć się w niebezpieczeństwie prawnym. Może to spowodować, że inne kraje zdecydują się na odwet i pozbawią Amerykanów nietykalności za granicą. Podjęli także temat saudyjskich gróźb oraz pojawienia się ich ewentualnych konsekwencji, jeśli będą wdrożone.

Jak czytamy w „The New York Times”, projekt aktu prawnego jest „anomalią” w Kongresie, który, zwłaszcza w roku wyborów prezydenckich, jest podzielony „gorzką stronniczością”. Projekt został przedłożony przez senatora Johna Cornyna, republikanina z Teksasu oraz senatora Chucka Schumera, demokratę z Nowego Jorku. Ma także wsparcie koalicji, która jest niespotykana. Składa się bowiem zarówno z liberalnych, jak i konserwatywnych senatorów. Projekt przeszedł w styczniu przez Komitet Sądowniczy (ang. Judiciary Committee) bez żadnego sprzeciwu.

- Jako że nasz naród spotyka się z nowymi i rozwijającymi się siatkami terroru, które za cel biorą naszych obywateli, zatrzymanie źródła finansowania staje się jeszcze bardziej istotne - powiedział senator Cornyn w zeszłym miesiącu.

"Jałowe groźby"

Edwin M. Truman, stypendysta na Peterson Institute for International Economics jest zdania, że skończy się najprawdopodobniej na „jałowych groźbach”. Sprzedaż setek miliardów dolarów amerykańskich aktywów będzie nie tylko trudna technicznie do przeprowadzenia, ale doprowadzi również do „globalnej zawieruchy”, za którą świat będzie winił Saudów.

Ponadto, w jego opinii, może to także zdestabilizować dolara - walutę, z którą saudyjski rial jest mocno związany. - Jedyny sposób na ukaranie nas, jest ukaranie ich samych - twierdzi Truman.

Ustawienia

Zamknij ustawienia
Ustawienia zostały zapisane