• rozwiń

Kryzys w Europie bezpośrednio uderzyłby w Polskę. Najnowszy raport

Kryzys w Europie bezpośrednio uderzyłby w Polskę. Najnowszy raport
Foto: Shutterstock Foto: Deloitte i DNB ostrzegają, że potencjalny kryzys w Europie bezpośrednio uderzyłby w Polskę poprzez eksport i inwestycje zagraniczne

Potencjalny kryzys w Europie bezpośrednio uderzyłby w Polskę poprzez eksport i inwestycje zagraniczne - wynika z raportu Deloitte i DNB. Na ewentualnych zawirowaniach gospodarczych w Niemczech, Włoszech i we Francji ucierpiałby polski sektor motoryzacyjny.

Jak wynika z zaprezentowanego we wtorek raportu "Kierunki 2017. Negatywne szoki gospodarcze. Stress–testy polskiej gospodarki w 2017 r.", przygotowanego przez DNB Bank Polska i Deloitte, niemal wszystkie analizowane sektory polskiej gospodarki wydają się odporniejsze na pogorszenie koniunktury niż podczas ostatniego kryzysu, z czego handel detaliczny - w mniejszym stopniu.

Kluczowe wybory w Europie

W ocenie autorów raportu, po referendum w sprawie Brexitu oraz wyborach prezydenckich w USA, globalna sytuacja polityczna jest nadal bardzo dynamiczna.

"Kluczowe dla przyszłości UE - w tym zwłaszcza strefy euro - będą wybory prezydenckie we Francji i parlamentarne w Niemczech, które odbędą się odpowiednio: wiosną i jesienią br. Nie można również wykluczyć przedterminowych wyborów parlamentarnych w innych państwach, w tym zwłaszcza we Włoszech. Spory polityczne koncentrują się wokół koncepcji federalizacji UE i dalszego napływu imigrantów, zwłaszcza z krajów islamskich, ale także zacieśniania więzów z Rosją" - czytamy w raporcie.

Podkreślono, że obok problemów UE, globalne zagrożenia wiążą się też z Turcją czy Rosją, w związku z konfliktem w Syrii i na Ukrainie. Niepokój budzą przemiany w strategii politycznej i militarnej Chin, a dodatkowo - ryzyko wojny handlowej pomiędzy USA i Chinami po wyborze Donalda Trumpa na prezydenta USA.

Polska gospodarka

Autorzy raportu wskazują, że nasza gospodarka powiązana jest z Unią Europejską głównie przez handel zagraniczny oraz bezpośrednie inwestycje zagraniczne. Eksport - według danych za 2015 rok - stanowi obecnie ponad 51 proc. PKB, z czego 79 proc. kierowane jest na rynki UE.

Jak wskazano w raporcie, "spośród krajów, z których negatywne szoki na polską gospodarkę zostały uwzględnione w symulacjach", najważniejszą rolę odgrywają Niemcy (27 proc. eksportu, 28 proc. importu), Wielka Brytania (7 proc. eksportu, 3 proc. importu), Francja (6 proc. eksportu, 4 proc. importu) i Włochy (po 5 proc.). Rola Rosji jest niewielka - 3 proc. eksportu, 7 proc. importu, podobnie waga bezpośredniej wymiany z USA czy Chinami - udział w eksporcie odpowiednio 2 proc. i 1 proc., a w imporcie 2 proc. i 7 proc.

"Nasze analizy pokazują, że biorąc pod uwagę wielkości nominalne eksportu, ewentualny kryzys gospodarczy w Niemczech, jak również we Włoszech i Francji byłby szczególnie dotkliwy dla naszego sektora motoryzacyjnego. Z kolei kryzys w Niemczech czy Wielkiej Brytanii w największym stopniu odczułyby także branże związane z produkcją żywności. Wartość sprzedaży żywności do Rosji, Chin i USA jest relatywnie niewielka, a najmniejsza na Ukrainę" - powiedział cytowany w komunikacie prezes DNB Bank Polska Artur Tomaszewski.

Bezpośrednie inwestycje zagraniczne

Autorzy raportu powołują się na dane Narodowego Banku Polskiego, z których wynika, że średnio w roku do Polski napływa ok. 40 mld zł z tytułu FDI (Foreign Direct Investment), czyli bezpośrednich inwestycji zagranicznych (łącznie ok. 501 mld zł w latach 2004-2015, tj. równowartość 15 proc. nakładów inwestycyjnych w gospodarce). FDI pochodziły niemal wyłącznie z UE (96 proc.) i przewyższyły otrzymane w tym okresie środki unijne strukturalne i spójności. Jednocześnie napływające FDI to w coraz większym stopniu reinwestycje osiąganych w Polsce zysków (60 proc.).

"Spośród analizowanych w raporcie krajów w największym stopniu napływ/odpływ FDI zysków z Polski mógłby ucierpieć w przypadku zaistnienia kryzysu w Niemczech i Francji (udział na poziomie odpowiednio 22 proc. i 12 proc. ogółu), ale jeśli wziąć pod uwagę bilans samego roku 2015, istotny negatywny wpływ na strumień FDI miałby - oprócz Niemiec - także kryzys w Wielkiej Brytanii i Hiszpanii. Spośród analizowanych branż niemała część FDI kierowana była do sektora motoryzacyjnego (9 proc., 2010-2015) oraz handlu hurtowego (9 proc.) i detalicznego (6 proc.), zatem w przypadku kolejnego globalnego kryzysu branże te mogłyby szczególnie odczuć wstrzymanie dopływu i/lub odpływ kapitału zagranicznego" - czytamy w raporcie.

Najmniejsze ryzyko

Według twórców raportu w roku 2017 spośród analizowanych państw najmniejsze ryzyko wystąpienia kryzysu wykazują: USA, Rosja, Turcja i Chiny, a największe: Hiszpania, Włochy, Ukraina. Średnie ryzyko kryzysu, na bardzo zbliżonym poziomie, występuje w Niemczech, Wielkiej Brytanii i Francji.

"Z uwzględnienia dodatkowo wyników stress-testów (w postaci skumulowanej reakcji polskiej gospodarki na negatywny impuls z danego kraju w okresie siedmiu pierwszych lat) wynika, że silnie oddziałujący na Polskę szok z USA jest najmniej prawdopodobny, ale nieco tylko mniej silny szok z Hiszpanii, czy Włoch stanowi obecnie relatywnie duże ryzyko. Ewentualny kryzys na Ukrainie, choć o dość wysokim prawdopodobieństwie zdarzenia, w 7-letniej perspektywie byłby źródłem pozytywnego szoku dla polskiej gospodarki. Kryzys w Niemczech i Francji o średnim prawdopodobieństwie wystąpienia nie ma silnie negatywnego wpływu na Polskę, ale już kryzys z Wielkiej Brytanii ma dla Polski dużo większe znaczenie" - wskazano.

PKB Polski

Jak zauważa ekonomistka, współautor raportu Katarzyna Piętka-Kosińska z Deloitte Consulting, stress-testy dla polskiej gospodarki wskazują, że najsilniejsze i najdłużej utrzymujące się odchylenie w dół dynamiki polskiego PKB od ścieżki bazowej nastąpiłoby w wyniku negatywnego impulsu z gospodarek globalnych, czyli USA i Chin.

- Jeśli skala impulsu zewnętrznego byłaby porównywalna z tą z roku 2009, większość analizowanych branż może obecnie liczyć się z mniejszym osłabieniem dynamiki przychodów ze sprzedaży, niż to miało miejsce w 2009 r., również dlatego, że w 2008 r. w kilku sektorach, takich jak opieka zdrowotna, telekomunikacja i informatyka, handel hurtowy obserwowaliśmy bardzo wysokie wzrosty i w związku z tym korekta wyników w kryzysie była znaczna - wyjaśniał Tomaszewski.

Jego zdaniem wyjątkiem jest produkcja artykułów spożywczych, której dynamika w 2009 r. uległa poprawie, ale przy obecnej strukturze gospodarki miałoby miejsce jej osłabienie.

 

Prezydent Donald Trump zabiera się do pracy. Zobacz materiał z "Faktów z Zagranicy" w TVN24 BiS (23.01.2017):

Ustawienia

Zamknij ustawienia
Ustawienia zostały zapisane