• rozwiń
    • WIG20 2319.10 -1.69%
    • WIG30 2669.43 -1.61%
    • WIG 60097.10 -1.44%
    • sWIG80 12009.31 -0.51%
    • mWIG40 4238.99 -0.95%

Ostatnia aktualizacja: 2019-03-22 17:15

Dostosuj

Zamieszanie z niedzielnym zakazem handlu. "Zafundowaliśmy sobie trzęsienie ziemi"

Knap: ustawa o zakazie handlu w niedziele jest niejasno napisana Odtwórz: Knap: ustawa o zakazie handlu w niedziele jest niejasno napisana
Knap: ustawa o zakazie handlu w niedziele jest niejasno napisana "Źródło: TVN24 BiS"

Dłuższe godziny otwarcia, sklepy działające nawet do północy - to odpowiedź niektórych sieci handlowych na zakaz handlu w niedziele. Z drugiej strony część sprzedawców detalicznych nie planuje żadnych zmian lub nowe przepisy wciąż "analizuje". W połączeniu z koniecznością pilnowania, które niedziele są handlowe, a w które obowiązuje zakaz, można spodziewać się zamieszania w pierwszych tygodniach obowiązywania prawa. - Zafundowaliśmy sobie trzęsienie ziemi w handlu - mówi Jeremi Mordasewicz z Konfederacji Lewiatan.

Ustawa ograniczająca niedzielny handel wchodzi w życie w czwartek 1 marca 2018 roku. Pierwsza niedziela z zakazem to 11 marca. Nowe regulacje zakładają, że do końca roku handlowe mają być dwie niedziele w miesiącu - pierwsza i ostatnia. Dla sklepów oznacza to konieczność dostosowania się do nowej sytuacji tak, aby uniknąć strat związanych z mniejszą liczbą dni handlowych.

Dłużej w piątki i soboty w Lidlu

Już wiadomo, że godziny pracy swoich sklepów w piątki i soboty wydłuży Lidl. Placówki będą czynne do 22.00. - W poniedziałki, jak i w kolejne dni tygodnia, sklepy będą czynne od godziny 7.00 rano - poinformowała Aleksandra Robaszkiewicz, PR Manager Lidl Polska w odpowiedzi na pytania tvn24bis.pl.

Choć niektóre ze sklepów Lidla już wcześniej pracowały do 22.00, to nie było to normą. W zależności od lokalizacji sklepy należące do sieci były czynne do 20.00 czy 21.00. Po wejściu w życie zakazu, godziny pracy wszystkich sklepów zostaną zrównane - tłumaczą przedstawiciele sieci.

Zmian nie wyklucza także Carrefour, jednak godziny pracy poszczególnych sklepów nie są narzucane odgórnie. "Decyzje o sposobie pracy sklepów będą, jak dotychczas, podejmowane lokalnie przez ich dyrektorów. Nie stosujemy nowej ogólnej reguły, a tylko wybrane sklepy zmienią godziny otwarcia dla klientów w piątki i soboty" - informuje biuro prasowe Carrefour Polska.

Wiadomo, że takim obiektem będzie na przykład Carrefour w warszawskiej Galerii Północnej. Jak poinformowała tvn24bis.pl Agnieszka Nowak, dyrektor obiektu, deklaracja wydłużenia godzin pracy hipermarketu trafiła już na jej biurko. W piątki sklep ma być otwarty aż do północy.

Godziny otarcia hipermarketów Auchan Polska w soboty są natomiast uzależnione od wyniku prowadzonych obecnie negocjacji. "Trudno na obecną chwilę powiedzieć, gdyż rozmowy z galeriami nadal trwają, ale część sklepów może być otwartych do 22.30 lub 23.00" - napisała w odpowiedzi na pytania tvn24bis.pl Dorota Patejko, dyrektor komunikacji tej sieci.

Wydłużania godzin pracy nie planuje Kaufland, który już teraz jest otwarty w godzinach 7.00-22.00.

W przypadku Żabki wiele zależy od decyzji franczyzobiorców, możliwy będzie także handel w niedziele. Jak poinformowało nas biuro prasowe sieci, "franczyzobiorcy Żabki będą mogli prowadzić działalność w niedziele objęte ograniczeniami, pod warunkiem realizowania sprzedaży osobiście i na własny rachunek".

Nocne zmiany

Niewykluczone, że dodatkowe nocne zmiany (z niedzieli na poniedziałek) wprowadzi największa sieć handlowa w Polsce - Biedronka. Wskazują na to sygnały, które otrzymaliśmy od działających w sieci związków zawodowych. Ma to związek z koniecznością przygotowania sklepów do poniedziałkowego handlu.

- Mamy informacje o planowanej pracy od godziny 0:15 w nocy z niedzieli na poniedziałek. Grafiki pracy, które otrzymaliśmy, zakładają plan pracy od północy do ósmej rano, a także do 12.00 (od 4.00 - red.). Na dzień dzisiejszy nikt nie powiadomił pracowników o jakiekolwiek zmianie regulaminu pracy, a już na pewno regulaminy pracy nie weszły w życie - tłumaczył w rozmowie z tvn24bis.pl Robert Jacyno z NSZZ Solidarność 80 przy Jeronimo Martins Polska (JMP), właścicielu Biedronki.

Mimo że wejście w życie zakazu zbliża się wielkimi krokami, tych informacji JMP na razie nie potwierdza. Przedstawiciele sieci ograniczają się do powtórzenia, że "trwają analizy" dotyczące zmian w godzinach pracy. Jak zapewniają, ich ewentualne wdrożenie nie odbędzie się bez konsultacji z pracownikami.

Sklepy całodobowe

Od lutego w trzech lokalizacjach w Białymstoku działają jednak całodobowe Biedronki. JMP zaprzecza, żeby wydłużanie godzin pracy w tych placówkach miało związek z wejściem w życie ograniczeń w handlu.

"Odnosząc się do całodobowych sklepów w Białymstoku informujemy, że ta decyzja nie ma żadnego związku z wchodzącą w życie ustawą o wolnych niedzielach, a wydłużenie godzin otwarcia sklepów dotyczy dni powszednich - od poniedziałku do piątku. Z naszych analiz bowiem wynika, że ze względu na specyfikę Białegostoku i jego przygraniczne położenie, klienci odwiedzają tam sklepy również w mniej standardowych godzinach zakupowych" - poinformowało nas biuro prasowe JMP.

Innego zdania są przedstawiciele związków zawodowych. - Sytuacja z Białegostoku jest nam znana, kwestia zbieżności obowiązywania ustawy (o zakazie handlu w niedziele - red.) i zmian w godzinach otwarcia sklepu nie jest przypadkiem - ocenił Jacyno.

Jeronimo Martins nie planuje natomiast zmian w godzinach pracy drogerii Hebe. "Zgodnie z ustawą drogerie Hebe będą nieczynne we wskazane niedziele. W pozostałe dni godziny otwarcia sklepów zlokalizowanych przy ulicach pozostaną bez zmian. Godziny otwarcia sklepów w galeriach handlowych, poza niedzielami, są zależne od godzin otwarcia galerii" - poinformowało tvn24bis.pl biuro prasowe JMP.

Nie będzie showroomów

Pomysłem na obejście zakazu handlu przez firmy odzieżowe miało być otwarcie w niedziele tzw. showroomów (ubrania będzie można jedynie obejrzeć). Taki pomysł rozważała m.in. sieć Top Secret.

Jednak z naszych informacji wynika, że firma wycofała się chwilowo z tego pomysłu. - W pierwszym okresie obowiązywania zakazu handlu sieć nie będzie podejmowała prób otwierania sklepów w niedziele objęte ograniczeniem - mówi prezes Top Secret Grzegorz Lipnicki w rozmowie z tvn24bis.pl.

W galeriach handlowych

Pytania o zakaz handlu to także kwestia funkcjonowania galerii handlowych w piątki, soboty i niedziele. Już wiadomo, że część centrów handlowych będzie otwarta dłużej w piątki i soboty. Tak będzie chociażby w centrach zarządzanych przez Unibail-Rodamco Polska, czyli Galerii Mokotów, Galerii Wileńskiej i Arkadii (wszystkie w Warszawie) oraz wrocławskiej Wroclavii.

- Od 9 marca próbnie wydłużymy godziny otwarcia centrów w piątki i soboty do godz. 23.00. Będziemy bacznie obserwować rezultaty zmian i na tej podstawie wprowadzać korekty, jeśli będą konieczne - powiedziała tvn24bis.pl Monika Lewczuk-Kuropaś, rzecznik prasowy Unibail-Rodamco Polska.

SZERZEJ NA TEMAT PRACY CENTRÓW HANDLOWYCH PISZEMY TUTAJ

W niedzielę galerie też mogą być otwarte, choć dostępne dla klientów będą raczej inne placówki niż handlowe. Chodzi o to, że dla wielu osób, jak ocenia rzeczniczka Unibail-Rodamco Polska, centra handlowe pełnią funkcję pozahandlową i służą jako miejsce do spotkań z bliskimi np. przy wspólnym posiłku, w kinie, sali zabaw czy klubie fitness.

Takie usługi są wyłączone spod ustawy ograniczającej handel, stąd punkty je świadczące mogą być czynne w niedziele.

"Trzęsienie ziemi w handlu"

Zdaniem Jeremiego Mordasewicza, doradcy zarządu Konfederacji Lewiatan, niedzielnymi ograniczeniami "zafundowaliśmy sobie trzęsienie ziemi w handlu". - Zmieni się organizacja czasu pracy nie tylko w sieciach handlowych, ale też w centrach produkcyjnych i usługach związanych z handlem. Pracownicy będą pracować dłużej w piątek i sobotę, a w poniedziałek przychodzić do pracy wcześniej - ocenił w rozmowie z tvn24bis.pl.

- Trudno jest oszacować, jak konsumenci będą się zachowywać, jeżeli tylko dwie niedziele będą wolne - dodał. - My się obawiamy, że to będzie bałagan, bo konsumenci zapomną, które niedziele są wolne, a które pracujące - wyjaśnił.

- Do tej pory kasy samoobsługowe nie były bardzo popularne. Teraz rośnie tempo ich instalowania, żeby sklepy nie zostały zupełnie zatłoczone przez kolejki w dni pracujące. Prawdopodobnie będzie też trzeba zainwestować w większe powierzchnie, sklepy będą musiały się rozbudować - prognozował Mordasewicz.

- Ceny wzrosną, bo ktoś za te inwestycje w kasy, powierzchnie, musi zapłacić - dodał.

Jednak nie tylko inwestycje sieci odbiją się na kieszeni klientów. - Wolne niedziele nie oznaczają, że my zakupów nie zrobimy. Owszem, zrobimy, ale będziemy musieli kupować drożej. Chyba nikt nie zaprzeczy, że na stacjach benzynowych, które nie są objęte zakazem, jest drożej niż w supermarketach. Nie tylko dostaniemy produkty w wyższej cenie, ale i będziemy mieć mniejszy wybór - stwierdził Mordasewicz w rozmowie z tvn24bis.pl.

Zdaniem Mordasewicza wolne niedziele odczują nie tylko konsumenci, ale także pracownicy. - Trudno oszacować, jakiej liczby osób dotknie problem zwolnień. W trakcie prac nad ustawą mówiło się o 30 tys. osób, ale liczba ta dotyczyła pełnego wejścia w życie zakazu, czyli czterech niedziel bez handlu w miesiącu oraz branż handlowych i innych, jak produkcja i usługi z tym związane - tłumaczy.

Pytany o to, czy ograniczenie handlu w niedziele zbliża polską gospodarkę do zachodnich, jak oceniał premier Mateusz Morawiecki, Mordasewicz odpowiedział: - Europa raczej idzie obecnie w drugą stronę, w stronę rozluźnienia zakazów związanych z handlem w niedziele.

Co na to gospodarka?

W trakcie dyskusji nad ustawą jej przeciwnicy zauważali, że ograniczenia w sprzedaży mogą mieć negatywny wpływ na gospodarkę. Jak ocenia Arkadiusz Pączka z Pracodawców RP, wcale nie jest tak, że Polacy będą tyle samo kupować, jeśli zabroni im się robić zakupy w niedziele.

"Sprzedaż żywności może istotnie nie zmaleje, ale np. ubrań czy elementów wyposażenia domu jak najbardziej. W weekendy takie sklepy generują ok. 40 proc. swojego obrotu. Zakaz będzie też zniechęcał do inwestycji w powierzchnie handlowe" - zwrócił uwagę w odpowiedzi na pytania tvn24bis.pl

"Wprowadzony zakaz oczywiście będzie miał negatywny wpływ na polską gospodarkę. Inwestycje kuleją, wkład eksportu we wzrost jest zmienny. W takiej sytuacji jedynym motorem wzrostu pozostaje konsumpcja, którą teraz zaczynamy podcinać" - dodał.

W obronie pracowników

Mniej obaw mają przedstawiciele NSZZ "Solidarność". Związek był inicjatorem projektu ustawy w sprawie niedzielnego zakazu.

"Na pewno będziemy mieli do czynienia z okresem przejściowym, w którym wszyscy możemy odczuwać niedogodności. Nie tylko sieci handlowe, ale również my konsumenci będą musieli zmienić swoje dotychczasowe przyzwyczajenia. To w początkowym okresie może powodować trudności" - skomentował dla tvn24bis.pl Marek Lewandowski, rzecznik prasowy przewodniczącego Komisji Krajowej NSZZ "Solidarność".

Jak dodał, "docelowo nie będzie to problemem i szybko docenimy wolną niedzielę. Szczególnie pracownicy handlu".

"W obecnej, dobrej sytuacji na rynku pracy i w gospodarce, nie spodziewamy się ujemnych skutków. Zarówno jeśli chodzi o zatrudnienie, jak i spadki obrotów. W pierwszym wypadku już dzisiaj brakuje w handlu ponad 10 tys. pracowników. Więc raczej to korzystne dla pracodawców, bo pozwoli bardziej zracjonalizować politykę zatrudnienia. Nawet wprowadzanie kas automatycznych, bezobsługowych, tylko może pomóc pracownikom, którzy są przeciążeni pracą" - ocenił.

"Wprowadzenie ograniczenia handlu w niedzielę to zdecydowanie krok w kierunku normalności. To niewielkie samoograniczenie nas, konsumentów pozwoli, aby kolejne 1,2 mln pracowników mogło cieszyć się wolną niedzielą" - argumentował Lewandowski.

W przypadku, gdyby sieci handlowe nadużywały możliwości obejścia przepisów, "Solidarność" zapowiada reakcję. "Będziemy aktywnie przyglądać się przestrzeganiu nowych przepisów i w razie potrzeby podejmiemy wspólnie z Państwową Inspekcją Pracy niezbędne interwencje, z ewentualnymi nowelizacjami, jeśli zajdzie taka potrzeba. Będziemy też dążyć do nowelizacji kodeksu pracy, aby w ogóle praca w niedzielę była trudna i wyjątkowa, a nie tak jak dzisiaj – powszechna" - zapowiedział.

Będzie nowelizacja?

Przedstawiciele pracowników mają nadzieję na pomoc rządu, gdyby przepisy ustawy obróciły się przeciwko osobom zatrudnionym w sklepach. Minister rodziny pracy i polityki społecznej zwróciła się w połowie lutego do wszystkich przedsiębiorców prowadzących działalność handlową z apelem o "respektowanie przepisów ustawy o ograniczeniu handlu w niedziele i święta". Powiedziała, że jeśli pojawią się jakieś problemy, wynikające z ustawy ograniczającej handel w niedziele, to zostanie ona znowelizowana.

Alfred Bujara, przewodniczący Sekcji Krajowej Pracowników Handlu NSZZ "Solidarność", już wcześniej mówił o potrzebie nowelizacji, bo ustawa nie spełniała wszystkich  oczekiwań związku. Zapowiadał, że "Solidarność" będzie walczyć o objęcie zakazem handlu także pracowników sklepów internetowych i centrów logistycznych.

- Jeżeli chodzi o centra logistyczne i dystrybucyjne, to jest wielka przegrana. Chciałbym powiedzieć osobom, które tam pracują, że my o was nie zapomnimy. Nie wyobrażam sobie, żeby (...)  ci pracownicy byli całkowicie wyjęci z zakazu (handlu - red.) - podkreślał na antenie TVN24 BiS w grudniu po uchwaleniu ustawy przez Sejm.

Ustawa

Prezydent Andrzej Duda podpisał ustawę o ograniczeniu handlu w niedzielę i święta pod koniec stycznia. Zgodnie z jej zapisami od 1 marca 2018 roku w każdym miesiącu będą dwie niedziele handlowe - pierwsza i ostatnia.

Od 1 stycznia 2019 roku będzie to tylko jedna niedziela w miesiącu - ostatnia, a od 1 stycznia 2020 roku będzie obowiązywał zakaz handlu we wszystkie niedziele z wyjątkiem siedmiu w roku. Od 2020 roku wolne od handlu będą tylko: dwie niedziele handlowe przed świętami Bożego Narodzenia, jedna przed Wielkanocą i cztery dodatkowo - ostatnie niedziele: stycznia, kwietnia, czerwca oraz sierpnia.

CZYTAJ WIĘCEJ O WYJĄTKACH OD ZAKAZU HANDLU

Ustawienia

Zamknij ustawienia
Ustawienia zostały zapisane