• rozwiń

Ceny szybko w górę, wskaźnik dobrobytu w dół. "Tak źle już dawno nie było"

Debata o wzroście cen w Sejmie. Wypowiedź Izabeli Leszczyny Odtwórz: Debata o wzroście cen w Sejmie. Wypowiedź Izabeli Leszczyny
Debata o wzroście cen w Sejmie. Wypowiedź Izabeli Leszczyny "Źródło: tvn24"

W lutym spadł wskaźnik dobrobytu odzwierciedlający ekonomiczną kondycję polskiego społeczeństwa - poinformowało Biuro Inwestycji i Cykli Ekonomicznych (BIEC). "Nadzwyczajna skala wzrostu cen uszczupla realne dochody gospodarstw domowych, zarówno tych pochodzących z pracy, jak i tych uzyskiwanych ze świadczeń społecznych" - napisali analitycy.

Jak ocenia BIEC, firma świadczącą usługi w zakresie analiz makroekonomicznych, "tak źle już dawno nie było".

Z jej opracowania wynika, że Wskaźnik Dobrobytu w lutym 2020 r. spadł o 3,6 punktu od poziomu 97,7 punktu.

"Tak głęboki jednorazowy spadek wskaźnika odnotowano po raz ostatni 11 lat temu, w lutym 2009 roku, kiedy to polska gospodarka w efekcie światowego kryzysu rozwijała się w tempie 1,5 proc., w skali roku, przedsiębiorstwa redukowały zatrudnienie a realne wynagrodzenia utrzymywały swą siłę nabywczą dzięki spadającej inflacji" - podkreślono w komunikacie.




Ceny w górę

"Obecnie, choć wzrost gospodarczy jest blisko dwukrotnie wyższy (niż 10 lat temu - red.), nadzwyczajna skala wzrostu cen uszczupla realne dochody gospodarstw domowych, zarówno tych pochodzących z pracy, jak i tych uzyskiwanych ze świadczeń społecznych" - czytamy w komunikacie.

BIEC zwróciło uwagę, że jednocześnie przedsiębiorstwa ograniczyły tworzenie nowych miejsc pracy, co w konsekwencji spowodowało, że roczna dynamika zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw zatrudniających powyżej 50 pracowników spadła z około 2,7 proc. w roku ubiegłym do 1,1 proc. w styczniu 2020.

Według ekspertów BIEC "to wyraźny sygnał dla poszukujących pracy, że rynek pracownika, który dominował w ostatnich latach wyraźnie traci na sile".

"Oznacza to, że coraz trudniej będzie znaleźć pracę czy zmienić dotychczasową. Trudniej będzie również negocjować z pracodawcą podwyżki wynagrodzeń" - podkreślono w komunikacie.

W piątek Główny Urząd Statystyczny (GUS) podał, że ceny towarów i usług wzrosły w styczniu 2020 roku o 4,4 procent w porównaniu do stycznia 2019. Miesiąc wcześniej, w grudniu 2019 roku ceny wzrosły o 3,4 procent.

Styczniowe dane o inflacji to najwyższy odczyt od ośmiu lat. W grudniu 2011 roku ceny wzrosły rok do roku o 4,6 proc.


W ubiegłym tygodniu Biuro Inwestycji i Cykli Ekonomicznych podało, że Wskaźnik Przyszłej Inflacji (WPI), prognozujący kierunek zmian cen towarów i usług konsumpcyjnych wzrósł w lutym 2020 r. o 0,8 punktu. Był to trzeci z kolei i jak dotychczas najsilniejszy wzrost wskaźnika.

Decydującymi czynnikami odpowiadającymi za tę tendencję jest znaczne nasilenie obaw zarówno konsumentów, jak i przedstawicieli biznesu o wzrost inflacji - wskazali w piątkowym komunikacie eksperci BIEC.

Zdaniem prezesa Narodowego Banku Polskiego Adama Glapińskiego ostatnie wzrosty inflacji są jednak przejściowe, a w 2021 roku nastąpi powrót inflacji w pobliże 2,5 procent.

"Dochody gospodarstw domowych rosną wyraźnie szybciej niż ceny, przez co Polaków i tak stać na coraz więcej" - ocenił w artykule dla "Rzeczpospolitej" Glapiński.

Posłowie o wzroście cen

"Drożyznę" i brak działań, które zapobiegałyby wzrostowi cen i wspierały rodziny, zarzucali rządowi podczas obrad w połowie lutego w Sejmie posłowie Koalicji Obywatelskiej.

Izabela Leszczyna (KO) mówiła, że rządowe programy to "działania proinflacyjne". - One uderzają w dochody ciężko pracujących Polaków, bo bogactwo bierze się z pracy. Tymczasem od czterech lat zniechęcacie ludzi do pracy - mówiła.

Jak dodała, odnosząc się do sejmowych wypowiedzi wiceministra rodziny, pracy i polityki społecznej Stanisława Szweda, minister powinien wiedzieć, że Narodowy Bank Polski odpowiada za stabilność cen. - Czyli chyba prezes Glapiński (Adam – red.) słucha dyrektyw partyjnych i zapomniał, że ma narzędzia, by dbać o to, by ceny nie rosły – powiedziała.

Odnosząc się do zarzutów opozycji dotyczących wzrostu cen, wiceminister Szwed mówił, że wynagrodzenia rekompensują wzrost inflacji. Jak tłumaczył, gdy wzrasta konsumpcja, wzrastają także ceny niektórych towarów, a co za tym idzie, wzrasta inflacja.

Argumentował, że wskaźnik ubóstwa i poczucie biedy zdecydowanie spadły dzięki programom, które rząd realizuje, a dochód rozporządzalny w ciągu 4 lat wzrósł o 10 procent.

Ustawienia

Zamknij ustawienia
Ustawienia zostały zapisane