• rozwiń

GW: klienci nie musieli tyle stracić. KNF wiedziała o nieprawidłowościach w GetBack

Kwiatkowski o raporcie NIK ws. GetBack Odtwórz: Kwiatkowski o raporcie NIK ws. GetBack
Kwiatkowski o raporcie NIK ws. GetBack "Źródło: tvn24"

Kontrola Komisji Nadzoru Finansowego w spółce GetBack ujawniła "poważne zastrzeżenia", ale mimo to zwlekała dwa miesiące z powiadomieniem prokuratury i Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Nie wpisała też GetBacku na listę ostrzeżeń publicznych, przez co naraziła inwestorów na straty - to główne tezy raportu Najwyższej Izby Kontroli o nieprawidłowościach w nadzorze KNF i organów państwa nad GetBackiem, do których dotarła "Gazeta Wyborcza".

Ustalenia raportu przedstawiał we wtorek na posiedzeniu sejmowej komisji finansów wiceprezes Najwyższej Izby Kontroli Tadeusz Dziuba. Część posiedzenia, pomimo protestów posłów opozycji, odbywała się za zamkniętymi drzwiami. Na salę nie wpuszczono też dziennikarzy oraz poszkodowanych przez spółkę GetBack.

- Zreferowaliśmy ustalenia Najwyższej Izby Kontroli przeprowadzone w sześciu podmiotach, które były wciągnięte w proces związany z działalnością spółki. Prezentowaliśmy pozytywne i negatywne ustalenia. Wszystko to znajdzie się w raporcie NIK, który prawdopodobnie będzie opublikowany za dwa tygodnie - mówił Dziuba po wyjściu z posiedzenia komisji.

Według zasiadającej w komisji finansów Pauliny Henning-Kloski nie było żadnych podstaw do utajnienia posiedzenia. - Wszystko to, co padło w zamkniętej części komisji mogło paść również przy osobach poszkodowanych, przy mediach, przy opinii publicznej. Sytuacja jest skandaliczna. Przyjechali tutaj poszkodowani z różnych miejscowości w kraju i mieli prawo posłuchać tego co mówił (Dziuba - red.) - podkreśliła posłanka KO.

"Poważne zastrzeżenia"

"Gazecie Wyborczej" już teraz udało się dotrzeć do bardziej szczegółowych ustaleń raportu. W artykule czytamy, że nad spółką GetBack nie było żadnej kontroli chociaż KNF dostawała sygnały, że spółka prowadzi ryzykowną politykę inwestycyjną.

"Gdy w końcu KNF wysłała tam kontrolę, ujawniła ona 'poważne zastrzeżenia'. Mimo to KNF nie powiadomiła prokuratury czy ABW, nie wpisała też GetBacku na listę ostrzeżeń publicznych. W ten sposób narażono inwestorów i opóźniono zamknięcie GetBacku. Nieświadomi inwestorzy do końca kupowali obligacje" - pisze "GW".

Według ustaleń dziennikarzy gazety zarząd Giełdy Papierów Wartościowych dopuścił do obrotu akcje GetBacku, opierając się na jednej opinii wystawionej przez pracownika spółki.

Dziuba, pytany we wtorek, czy KNF mogła zrobić coś więcej w sprawie GetBacku odparł krótko: "Tak. W ocenie Najwyższej Izby Kontroli KNF mogła zrobić więcej dla ochrony bezpieczeństwa inwestorów indywidualnych".

- Decyzja o przeprowadzeniu kontroli w sprawie tak zwanej afery GetBack w Najwyższej Izbie Kontroli została przeze mnie podjęta jako prezesa NIK-u w pierwszej połowie 2018 roku. To była bardzo szeroka kontrola, bo objęła Komisję Nadzoru Finansowego, giełdę, audytorów finansowych i Ministerstwo Finansów - powiedział w czwartek w rozmowie z TVN24 były prezes NIK, senator Krzysztof Kwiatkowski.

- Z uwagi na odwołanie się podmiotów kontrolowanych nie zdążyłem ogłosić tego raportu jeszcze przed zakończeniem kadencji. Wiem, że był on gotowy chwilę po tym jak odszedłem z urzędu. Raport ten ujawnił, że instytucje publiczne, na przykład Komisja Nadzoru Finansowego, nie dopełniły swoich obowiązków. Mówiąc instytucje, oczywiście mamy na myśli konkretne osoby. Także taka negatywna ocena była wystosowana w stosunku do Giełdy Papierów Wartościowych - dodał.

- Z raportu wynika jednoznacznie, że zarówno Komisja Nadzoru Finansowego jak i Giełda Papierów Wartościowych absolutnie nie dopełniły obowiązków. Te instytucje, a szczególnie KNF odpowiadają za bezpieczeństwo rynku finansowego. KNF naraziła prywatnych inwestorów na ogromne straty w wysokości 2,5 mld złotych - mówiła z kolei w czwartek Izabela Leszczyna (KO).

- Komisja Nadzoru Finansowego tłumaczyła się z dwumiesięcznej zwłoki tym, że nie może natychmiast podejmować niektórych działań ponieważ instytucje finansowe znajdujące się w jej zainteresowaniu mogą mieć krótkotrwałe problemy. I zbyt szybka reakcja mogłaby wywołać panikę na rynku - ocenił Zbigniew Girzyński z PiS. - To jest tłumaczenie komisji, ja nie twierdzę, że dla mnie jest to tłumaczenie akceptowalne - zaznaczył.

W sprawie ustaleń "GW" zwróciliśmy się do Komisji Nadzoru Finansowego. Jak jednak poinformował nas Jacek Barszczewski, dyrektor departamentu komunikacji społecznej "Urząd KNF opublikuje swoje stanowisko ws. informacji NIK o wynikach kontroli, w momencie, kiedy informacja ta zostanie opublikowana przez NIK, co dotychczas nie miało jeszcze miejsca".

O spółce

Spółka GetBack powstała w 2012 roku, a w lipcu 2017 roku jej akcje zadebiutowały na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. Zajmowała się zarządzaniem wierzytelnościami. Skupowała długi, głównie bankowe. Kupującym obligacje obiecywała wysokie oprocentowanie.

W kwietniu 2018 roku GPW, na wniosek KNF, zawiesiła obrót akcjami GetBacku. Stało się to po tym, gdy 16 kwietnia rano firma podała, że prowadzi negocjacje z PKO BP oraz Polskim Funduszem Rozwoju w sprawie finansowania o charakterze mieszanym kredytowo-inwestycyjnym w wysokości do 250 milionów złotych. Z komunikatu spółki wynikało, że informację uzgodniono "ze wszystkimi zaangażowanymi stronami" tymczasem PKO BP i PFR zdementowały informacje, że prowadzą takie rozmowy. To wywołało reakcję KNF.

Straty osób, którzy zainwestowali pieniądze w obligacje sięgają 2,5 mld złotych. Poszkodowanych może być nawet 18 tys. osób i instytucji.

Ustawienia

Zamknij ustawienia
Ustawienia zostały zapisane