• rozwiń

Temat: Frank szwajcarski

Przewalutować jak Orban, czy nie robić nic? "Czeka nas festiwal politycznych obietnic"

Co dalej z kredytami we frankach? Odtwórz: Co dalej z kredytami we frankach?
Foto: TVN24 Biznes i Świat | Video: TVN24 Biznes i Świat Foto: Co dalej z kredytami we frankach? | Video: Co dalej z kredytami we frankach?

Przewalutowanie kredytów we frankach szwajcarskich to coraz częściej powracająca kwestia. Czy to robić, jak, kiedy, po jakim kursie. Na razie spójnej wizji nie widać. - Trzeba sobie odpowiedzieć na trzy pytania: czy pomagać, a jeżeli tak, to w jakim celu oraz kto ma za to zapłacić - pytał w TVN24 Biznes i Świat Piotr Kuczyński z Xelionu. - To co nas czeka w najbliższym czasie to pewnie jakiś festiwal obietnic politycznych - ocenił z kolei Roland Paszkiewicz z CDM Pekao.

Jak podkreślił dziś Mieczysław Groszek, wiceprezes Związku Banków Polskich, przewalutowanie zobowiązań frankowych "rozwiąże jeden problem, ale stworzy inny i spowoduje załamanie systemu bankowego i finansowego".

Kto zapłaci?

Piotr Kuczyński zwrócił uwagę na ważne kwestie związane z przewalutowaniem kredytów. - Trzeba sobie odpowiedzieć na trzy pytania: czy pomagać, a jeżeli tak, to w jakim celu oraz kto ma zapłacić. Czy pomagać? Według mnie tak, ale nie wszystkim, tylko tym, którzy tego naprawę potrzebują. I nie tylko "frankowiczom", ale też tym, którzy w ogóle mają kredyty i z nie swojej przyczyny stracili pracę.

Cel generalny powinien być taki, żeby uchronić cały system przez zawaleniem się. W ciągu 10,15, 20 lat na pewno trafi nas następny kryzys. Wtedy frank może skoczyć do 5, 6, 7 zł. Wtedy to nie tylko ludzie zapłacą, ale cały sektor bankowy, a potem wszyscy w Polsce - podkreślił.

- Ostatnie propozycje ZBP systemowego ryzyka nie rozwiązują. Kto ma zapłacić? Na pewno nie budżet państwa, zapewne banki. Najlepiej byłoby przewalutować po kursie bieżącym  i tyle. Tak jak zrobił Orban. On nie przewalutował po kursie wziętym z nieba, tylko w listopadzie po kursie z listopada. Banki zwróciły zyski na spreadach i tyle. Gdyby tak to załatwiono, przymusowo, to systemowe ryzyko by znikło, ale 500 tys. ludzi pojawiłoby się na ulicach. Ludzie nie byliby z tego zadowoleni - dodał.

Także zdaniem Rolanda Paszkiewicza głównym pytanie jest to, kto za taki manewr miałby zapłacić. - To co nas czeka w najbliższym czasie to pewnie jakiś festiwal obietnic politycznych i próby kupienia wyborców posiadających kredyty frankowe. Ile z tego zobaczymy po wyborach, pewnie jak zwykle niewiele - zaznaczył.

- Mamy taką sytuację, że nasz regulator stara się dość mocno ten problem zaadresować. Widać to po zaleceniach w stosunku do banków mających duże portfele kredytów frankowych. To co politycznie się teraz dzieje, jest w przeciwfazie do tego co stara się zrobić KNF. Banki będą teraz patrzyły w kierunku państwa. To jest trochę niespójne. Banki są w podobnej sytuacji jak posiadacze mieszkań kupionych za franki - dają sobie radę na bieżąco, ale mogą sobie nie dać rady jeśli frank będzie kosztował 5 zł - ocenił.

Ustawienia

Zamknij ustawienia
Ustawienia zostały zapisane