• rozwiń
    • WIG20 2154.80 +0.29%
    • WIG30 2439.89 +0.34%
    • WIG 56781.82 +0.24%
    • sWIG80 11451.18 -0.23%
    • mWIG40 3620.92 +0.21%

Ostatnia aktualizacja: Wczoraj 17:15

Dostosuj

Zakaz handlu miał pomóc małym sklepom. Premier: niekoniecznie tak się stało

Premier Morawiecki o skutkach zakazu handlu w niedziele Odtwórz: Premier Morawiecki o skutkach zakazu handlu w niedziele
Premier Morawiecki o skutkach zakazu handlu w niedziele "Źródło: tvn24"

Jednym z celów, takim cichym marzeniem było to, żeby polskie małe sklepy rosły w siłę. Pierwsze analizy pokazują, że niekoniecznie tak się stało - mówił w rok po wprowadzeniu ograniczenia handlu w niedziele premier Mateusz Morawiecki. Szef rządu nie wykluczył zmiany w przepisach. - Wyobrażam sobie różne rozwiązania - zaznaczył Morawiecki w "Faktach po Faktach" w TVN24.

1 marca minął rok od wprowadzenia ograniczenia handlu w niedziele. Przepisy, które miały wyjść naprzeciw oczekiwaniom pracowników handlu, wciąż budzą duże kontrowersje. Organizacje zrzeszające pracodawców wytykają, że nowe przepisy przyniosły finansowe straty zarówno dla małych sklepów, jak i centrów handlowych. Z kolei związkowcy twierdzą, że wprowadzone zmiany przywróciły zatrudnionym w handlu godne warunki pracy.

Możliwe różne rozwiązania

- Zakaz handlu spełnia z jednej strony pewne funkcje społeczne związane z pracownikami, którzy w niedziele chodzili do pracy, a teraz nie muszą chodzić do pracy, przynajmniej w część tych niedziel. A z drugiej strony - pewne funkcje gospodarcze, a mianowicie na przykład promocja polskiego drobnego handlu - mówił Morawiecki w "Faktach po Faktach".

Jak stwierdził, w Polsce ewolucja gospodarcza w czasach III Rzeczpospolitej doprowadziła do tego, że niepolskie sklepy wielkopowierzchniowe i niepolskie galerie de facto dominują. - Jednym z celów, takim cichym marzeniem było to, żeby polskie małe sklepy rosły w siłę. Pierwsze analizy pokazują, że niekoniecznie tak się stało. Za parę tygodni będziemy mieli dokładniejsze analizy w tym względzie - powiedział.

Pytany, czy dopuszcza możliwość weryfikacji przepisów powiedział, że "jest w tej kwestii zaplanowana debata polityczna na kierownictwie politycznym, na Radzie Ministrów, żeby omówić skutki społeczne i gospodarcze".

- Moja wyobraźnia sięga głęboko. Wyobrażam sobie różne rozwiązania. Możemy podjąć różne decyzje, ale jakie, to trzeba jeszcze trochę poczekać - zaznaczył.

Zarobki w NBP

Premier pytany był również, czy jest zszokowany zarobkami w Narodowym Banku Polskim, szczególnie wynagrodzeniem dyrektor departamentu komunikacji i promocji Martyny Wojciechowskiej, która w ub. roku miesięcznie zarabiała przeciętnie 49 563 zł. - Niekoniecznie. Bo wiem, że podobne zarobki występowały w czasach Marka Belki (poprzedniego szefa NBP - red.). Szkoda, że wtedy różne ośrodki medialne nie interesowały się tą sprawą - odpowiedział szef rządu.

- Słowo "zszokowało" jest za mocne - dodał. - Być może dyrektor jakiegoś bardzo technicznego, finansowego departamentu mógłby zarabiać o kilka tysięcy więcej niż dyrektor innego departamentu. Te różnice pomiędzy departamentami nie są dla mnie problemem. Natomiast wysokość tych zarobków trzeba porównywać do rynku. W banku, w którym pracowałem (BZ WBK - red.), dyrektorzy departamentów, razem z premiami i innymi różnymi bonusami, zarabiają na podobnym poziomie jak w Narodowym Banku Polskim - mówił.

- Rozumiem, że ta wysokość zaskakuje, porównuję ją do porównywalnych wynagrodzeń w departamentach dużych instytucji finansowych. Pan prezes Glapiński, z grubsza rzecz ujmując, odziedziczył tę siatkę płac po prezesie poprzednim i zarządza tą instytucją. Dodatkowo chcę podkreślić, że jest to instytucja zupełnie niezależna od rządu polskiego - dodał premier.

Ceny prądu

Premier zapewnił, że dla gospodarstw domowych nie będzie żadnych podwyżek cen prądu. Miała je zamrozić specjalna ustawa, ale zastrzeżenia do niej zgłosiła Komisja Europejska.

- Mamy przygotowane mechanizmy kompensacyjne. Mamy uprawnienia, które normalnie wpłynęłyby do budżetu państwa, ale w budżecie państwa, pomimo "piątki PiS", mamy spore środki, konkretnie 5-6 mld złotych co najmniej, zagwarantowane na rekompensaty - tłumaczył Morawiecki.

- Jesteśmy bardzo dobrym krajem członkowskim Unii Europejskiej i chcemy zagwarantować, że to wszystko ma pozwolenie ze strony Komisji Europejskiej. Dlatego pan minister (energii) Krzysztof Tchórzewski jeździ do naszych kochanych komisarzy i przekonuje ich. Mam nadzieję, że będzie skuteczny. Jak tylko będzie stamtąd zgoda, to będziemy uruchamiać mechanizmy kompensacyjne. Jestem dobrej myśli, że pan minister wynegocjuje to, co zapowiedział w Brukseli - dodał.

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • Komentarze (9)

Dodaj Komentarz

Zaloguj się , aby dodać komentarz
Forum jest aktualizowane w czasie rzeczywistym
+0 nowe komentarze
sceptyk1944
Premier: niekoniecznie tak się stało

PiS już tak ma, że dość często dzieje się wbrew planom i oczekiwaniom - opartych na chciejstwie...
  • 2
  • 0
  • zgłoś naruszenie
zamknij
euro_kolchoznik
  • 3
  • 0
  • zgłoś naruszenie
zamknij
turwal
Małe sklepy urosły w siłę.
Na moim osiedlu było 9 sklepików a po 12 miesiącach został tylko 1 ( słownie :JEDEN).
Powstały 2 minimarkety (czynne zgodnie z wolą rządu i związków) i wystarczyło.
Pracują od 7 do 22.
  • 2
  • 0
  • zgłoś naruszenie
zamknij
graffiti50
jak sklepy były otwarte to ludzie z kościoła szli do galerii na zakupy,kina,ruszli się kupując potrzebne rzeczy teraz natomiast leżą na tapczanie piją piwo i oglądają telewizję drzemiąc
  • 9
  • 0
  • zgłoś naruszenie
zamknij
turwal
I o to chodzi rządowi.
Kiełbasę wyborczą dostaną przed wyborami ( piątka Morawieckiego )
  • 1
  • 0
  • zgłoś naruszenie
zamknij

Zasady forum

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN24BiŚ nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Ustawienia

Zamknij ustawienia
Ustawienia zostały zapisane