• rozwiń
    • WIG20 2321.52 -0.12%
    • WIG30 2665.88 -0.35%
    • WIG 60372.23 -0.26%
    • sWIG80 11904.75 +0.10%
    • mWIG40 4071.71 -0.90%

Ostatnia aktualizacja: Dziś 17:15

Dostosuj

Przewalutowania nie będzie. "Nie ma akceptacji społecznej"

Frankowicze o ustawie prezydenckiej Odtwórz: Frankowicze o ustawie prezydenckiej
Frankowicze o ustawie prezydenckiej "Źródło: TVN24 BiS"

Przewalutowanie kredytów poprzez ustawę, to dla banków koszty w wysokości około 50 mld zł. Prezydent bierze odpowiedzialność za system finansów publicznych, takie rzeczy trzeba robić ostrożnie - powiedział wiceszef Kancelarii Prezydenta Paweł Mucha.

Mucha skomentował w ten sposób wykreślenie z prezydenckiej ustawy zapisów dotyczących konwersji. Chodzi o nowelę, która 4 lipca uchwalił Sejm. Dotyczy ona wsparcia kredytobiorców znajdujących w trudnej sytuacji, którzy zaciągnęli kredyt mieszkaniowy, której projekt przedłożył w 2017 roku prezydent Andrzej Duda.

Wcześniej przyjęto poprawki klubu PiS, zakładające skreślenie przepisów regulujących tzw. Fundusz Konwersji, na który miałyby się składać banki, a z którego finansowano by przewalutowanie kredytów. Ustawą teraz zajmie się Senat.

Wszyscy kredytobiorcy

Mucha zwrócił uwagę, że uchwalona przez Sejm ustawa dotyczy wszystkich kredytobiorców, nie tylko posiadaczy kredytów denominowanych lub indeksowanych w walutach obcych.

- W Funduszu Wsparcia jest zgromadzonych około 600 mln zł i te pieniądze mogą służyć pomocą wszystkim osobom, które mają dziś problem ze spłatą kredytu - podkreślił.

Zaznaczył, że do tej pory złożono jedynie około tysiąca wniosków o wsparcie z tego funduszu.

Dodał, że prezydencka inicjatywa znacząco zliberalizowała zasady korzystania ze środków Funduszu Wsparcia. Po pierwsze kredytobiorca będzie mógł złożyć wniosek o pomoc w sytuacji, gdy jego zobowiązania kredytowe będą przekraczały 50 proc. jego dochodów, a nie jak do tej pory, dopiero, gdy przekraczały one 60 proc. dochodów.

- Maksymalna rata pomocy wzrasta z 1,5 tys. zł do 2 tys. zł miesięcznie, a okres pomocy z 18 miesięcy do 36 miesięcy. To oznacza, że łącznie można otrzymać wsparcie w kwocie 72 tys. zł. Wprowadzamy zupełnie nową instytucję prawną, jaką jest pożyczka na spłatę kredytu. W sytuacji, gdy ktoś podejmuje dramatyczną decyzję o sprzedaży mieszkania i okazuje się, że sprzedał mieszkanie, a i tak nie spłacił całego kredytu, można uzyskać pożyczkę do 72 tys. zł na warunkach, które są nieosiągalne nigdzie na rynku - zaznaczył prezydencki minister.




"Absolutnie potrzebny"

Podkreślił, że nie zgadza się z głosami, iż powyższe rozwiązania to żadna pomoc.

- Tego rodzaju retoryka jest po prostu nietrafna. Trzeba być bardzo zamożnym człowiekiem, żeby powiedzieć, że 2 tys. zł miesięcznie, to żadna pomoc. Poza tym są tysiące osób, którym możemy pomóc, wykorzystując te środki. Po pierwsze to jest te ponad 600 mln zł zgromadzone w Funduszu Wsparcia, po drugie - to są środki, które się mogą w dalszym ciągu pojawiać, bo banki będą uiszczać składkę. Fundusz Wsparcia ma charakter bezterminowy, on jest pomyślany na stałe; nie wygasa w pewnym momencie - powiedział prezydencki minister.

Zaznaczył, że Fundusz Wsparcia jest "absolutnie potrzebny, bo każdemu może się zdarzyć trudna sytuacja zdrowotna, bezrobocie, problemy życiowe i wtedy nie wchodzi w spiralę zadłużenia, a ma możliwość skorzystania z tej pomocy".

- Jeśli chodzi o spłatę tej pomocy, to po pierwsze jest dwuletni okres karencji, czyli jest czas, żeby uporządkować swoje sprawy. Po tym okresie raty są rozłożone na 12 lat i są nieoprocentowane; czyli pomoc, która była udzielona na przestrzeni trzech lat, zostanie spłacona bez oprocentowania przez 12 lat. Skonstruowane jest to też tak, że gdy zostanie spłacone terminowo sto rat, to 44 raty są umarzane. Co więcej jest też przepis, który pozwala na umorzenie rat w nadzwyczajnej sytuacji - powiedział prezydencki minister.

"Nie hamuje drogi sądowej"

Jak zaznaczył, w znowelizowanej ustawie pojawiła się też procedura odwoławcza.

- Wcześniej było tak: składam do banku wniosek o wsparcie z Funduszu Wsparcia, bank stwierdza, że nie spełniam przesłanek i w sumie jest to koniec weryfikacji. Teraz jest możliwość odwołania do Rady Funduszu, która orzeka, że jeśli bank bezzasadnie uznał, że nie spełniam warunków, to nie tylko, że bank będzie obciążony opłatą za rozpoznanie mojego odwołania, ale bank będzie musiał mi wypłacić pieniądze, które bym otrzymywał, gdyby bank tej procedury nie wstrzymał - powiedział Paweł Mucha.

Wskazał, że bank ma więc świadomość, iż jeżeli bezpodstawnie blokuje możliwość skorzystania z Funduszu Wsparcia, to poniesie tego koszty.

Odnosząc się do usuniętych z ustawy zapisów dotyczących powołania Funduszu Konwersji powiedział, że był on pomyślany, jako sposób na to, by skłaniać banki do składania klientom propozycji przewalutowania kredytów.

- Ale po pierwsze one to mogą robić bez Funduszu Konwersji, więc sama konwersja jest możliwa. A po drugie, rzecz fundamentalna, którą pan prezydent podkreślał od samego początku, że jeżeli są jakieś klauzule abuzywne, jakakolwiek niezgodność z prawem, to w żaden sposób nasza ustawa nie hamuje drogi sądowej - zaznaczył prezydencki minister.

Czekanie na TSUE

Przypomniał, że warszawski Sąd Okręgowy skierował do Trybunału Sprawiedliwości UE wniosek w trybie rozstrzygnięcia prejudycjalnego w sprawie związanej z umową kredytu indeksowanego do franka szwajcarskiego.

- Została już w tej kwestii sformułowana opinia rzecznika generalnego TSUE, która jest bardzo korzystna dla kredytobiorców; idzie w kierunku takim, że sąd ma się zachować przy rozstrzyganiu sprawy tak, żeby to było jak najbardziej korzystne dla konsumenta - powiedział Paweł Mucha.

Dodał, że w przeważającej większości przypadków opinia rzecznika generalnego TSUE i ostateczne orzeczenie Trybunału są takie same, choć - zaznaczył - nie można z całą pewnością zakładać, że tak będzie i w tym wypadku.

Jak mówił, podczas prac nad prezydencką propozycją pojawiły się głosy, aby poczekać na rozstrzygnięcie TSUE, co do kwestii ustawowej regulacji konwersji.

Zwrócił uwagę, odnosząc się do kwestii przewalutowania kredytów, że trzeba mieć na względzie sytuację poszczególnych banków.

- Chociażby z komunikatów KNF wynikło, że są banki, które są obecnie w planie naprawczym, czy w których pojawił się kurator w postaci Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, dotyczy to także banków powiązanych kapitałowo z takimi, które szeroko udzielały kredytów odnoszonych do walut obcych - mówił.




Odpowiedzialność

Zaznaczył, że najdalej idące postulaty przewalutowania kredytów na zasadzie ustawy, oznaczałyby dla banków koszty w wysokości około 50 mld zł. Jak mówił, dla porównania cały program 500 plus to rocznie 40 mld zł.

- Prezydent bierze odpowiedzialność za sprawy kraju, gospodarkę, system finansów publicznych. Rozwiązanie, które miałoby kosztować 50 mld zł, a które nie ma akceptacji społecznej - Polacy nie są zwolennikami, żeby to była pomoc aż w takim zakresie; chcą, żeby wspierać kredytobiorców, którzy mają kredyty odnoszone do walut obcych, ale też złotowe - jest dzisiaj niemożliwe do realizacji. To są rzeczy, które trzeba robić rozważnie - powiedział prezydencki minister.

Pytany, kiedy prezydent dał się przekonać większość rządowej, że zapisy o Funduszu Konwersji należy usunąć z projektu powiedział: - Zgłosił to przewodniczący podkomisji w ramach Komisji Finansów Publicznych Tadeusz Cymański, a ja pozostawiłem to do uznania komisji.

- Oczywiście wolałbym, żeby był Fundusz Konwersji, natomiast są dwa argumenty. Pierwszy to, co za chwilę wydarzy się w TSUE, a drugi, na ile to jest dzisiaj możliwe do przeprowadzenia. Tu decyduje parlament - zaznaczył.

- Ustawę zawsze można zmienić, udoskonalić. To jest rozstrzygnięcie, które zostało podjęte przez Sejm, ale ja tego nie neguję. Rozumiem argumenty, które zostały zgłoszone przez pana przewodniczącego Cymańskiego - dodał.

Orzeczenie

BIURO RZECZNIKA FINANSOWEGO O KREDYTACH WALUTOWYCH >>>

Przypomnijmy, że Sąd Najwyższy w orzeczeniu wydanym 4 kwietnia stanął po stronie kredytobiorców. Sędziowie stwierdzili, że po usunięciu z umowy kredytowej uznanej za sprzeczną z prawem klauzuli indeksacyjnej, zapis w umowie przestaje obowiązywać, kredyt jest w złotych, a rata będzie obliczana w oparciu o marżę banku oraz stawkę LIBOR CHF.

W dużym skrócie: SN zamienił kredyt walutowy na kredyt w złotych, przy czym zostawił dotychczasowe oprocentowanie. Takie sytuacje mogą pojawiać się częściej po spodziewanym w najbliższym czasie wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Banki na 60 miliardów złotych oszacowały koszt przekształcenia kredytów frankowych w złotówkowe.




Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • Komentarze (5)

Dodaj Komentarz

Zaloguj się , aby dodać komentarz
Forum jest aktualizowane w czasie rzeczywistym
+0 nowe komentarze
spmr_bstr
  • 0
  • 0
  • zgłoś naruszenie
zamknij
brudek
Jeden z niewielu przykładów, gdzie cieszę się, że politycy kłamią. Niby z jakiej przyczyny miałbym się dokładać do kredytu osoby, która kupiła sobie mieszkanie czy dom? Nie stać cię na taki luksus to sprzedaj i przestań płakać. Ja mam w złotówkach i od początku płaciłem wyższą ratę, ale przynajmniej świadomie
  • 1
  • 0
  • zgłoś naruszenie
zamknij
zelalem
  • 1
  • 0
  • zgłoś naruszenie
zamknij

Zasady forum

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN24BiŚ nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Ustawienia

Zamknij ustawienia
Ustawienia zostały zapisane