• rozwiń
    • WIG20 2196.99 +0.41%
    • WIG30 2494.13 +0.32%
    • WIG 56642.84 +0.14%
    • sWIG80 11187.30 -0.42%
    • mWIG40 3962.26 -0.47%

Ostatnia aktualizacja: 2018-10-19 17:15

Dostosuj

Temat: Elektrownia atomowa

Rachunek za polski atom liczony w miliardach. "Rozpiętość cen jest bardzo duża"

Polska droga do atomu Odtwórz: Polska droga do atomu
Polska droga do atomu "Źródło: TVN24 Biznes i Świat"

Koszt budowy pierwszej elektrowni jądrowej w Polsce, w zależności od jej mocy, szacowany jest na 40-70 miliardów złotych - poinformował Józef Sobolewski, dyrektor departamentu energii jądrowej w Ministerstwie Energii. Lokalizacja elektrowni powinna być znana na przełomie 2019 i 2020 roku.

- Nasze założenie jest takie, że koszt budowy pierwszego bloku w przeliczeniu na jeden megawat to około 15 milionów złotych, czyli około 15 miliardów złotych za 1000 MW. Zgodnie na przykład z brytyjskimi standardami następny blok to koszt niższy o 20 procent, a każdy kolejny w tej samej lokalizacji to kolejne 20 procent mniej. Oznacza to, że nasza pierwsza elektrownia, w zależności od tego, czy będzie miała 3000 czy 4500 MW, to będzie koszt w granicach 40-70 miliardów złotych - powiedział dziennikarzom dyrektor Sobolewski w kuluarach Europejskiego Kongresu Ekonomicznego w Katowicach.

- Rozpiętość cen na rynku w tej chwili jest bardzo duża. Ceny te czasami wydają się niestety wyssane z palca i mają zniechęcić nas do tego projektu - dodał.

Pierwszy blok

Sobolewski zakłada, że pierwszy blok zostanie zbudowany ze środków polskich, na kolejnych etapach mogą dojść inwestorzy zagraniczni.

- Inwestycję zamierzamy zacząć z własnych środków, bo w naszej ocenie jest to najskuteczniejsza metoda. Gdy zbudujemy pierwszy blok, to do drugiego będziemy mieli już dużą kolejkę chętnych. Pierwsza elektrownia jądrowa to będzie kilka bloków, poza tym może potrzebujemy kilka elektrowni i wtedy będziemy chcieli, żeby inni w tym partycypowali. Jeśli to będzie korzystniejsze ekonomicznie z punktu widzenia państwa, to dlaczego nie - powiedział dyrektor departamentu energii jądrowej w Ministerstwie Energii.

Na kredyt

Dyrektor Sobolewski zakłada, że środki własne konieczne do wybudowania elektrowni jądrowej nie będą pochodziły z budżetu państwa, ale np. z kredytów bankowych zaciągniętych przez spółki.

- Zakładamy, że przy budowie elektrowni jądrowej będzie zwykła spłata kredytów w przeciągu jakiegoś okresu. Sektor bankowy lubi terminy do 20 lat - powiedział.

Sobolewski poinformował, że jeśli wszystko pójdzie dobrze, to ostateczny wybór lokalizacji elektrowni jądrowej w wariancie optymistycznym może nastąpić pod koniec 2019 roku, a w wariancie pesymistycznym na początku 2020 roku. Obecnie ministerstwo energii rozważa jedną z dwóch lokalizacji: Żarnowiec oraz Lubiatowo-Kopalino.


Dyrektor departamentu energii jądrowej w ME poinformował także, że w ciągu dwóch miesięcy pod obrady Rady Ministrów trafi aktualizacja programu rozwoju polskiej energetyki jądrowej.

- To będzie pewien ogólny model, natomiast szczegóły zapewne będą jeszcze długo dyskutowane i wyjaśniane - zaznaczył.

Wiatraki i atom

W poniedziałek minister energii Krzysztof Tchórzewski zapowiedział, że Tauron i KGHM nie będą uczestniczyć w projekcie jądrowym, a Ministerstwo Energii chce, by PGE w nim pozostało. - Nie ma decyzji, by PGE miało wycofać się z roli lidera w projekcie - wyjaśnił minister.

Dodał, że nie wyobraża sobie budowy energetyki wiatrowej na morzu, bez perspektywy rezerwy w postaci atomu. Podkreślił, że istnieje duża presja na budowę morskiej energetyki wiatrowej (offshore), a prawdopodobny poziom oczekiwań potencjalnych inwestorów to 7-9 gigawatów.

- Tyle samo mocy musimy mieć w rezerwie - dodał Tchórzewski, zauważając jednocześnie, że nad morzem nie ma dużych konwencjonalnych źródeł energii, które taką rezerwę mogłyby zapewnić. Nie ukrywam, że czekam na decyzję - tak, otwieramy się na morze, jeżeli otworzymy się na rozbudowę energetyki konwencjonalnej nad morzem - stwierdził minister.

Ustawienia

Zamknij ustawienia
Ustawienia zostały zapisane