• rozwiń

Złoty idzie na dno

Złoty idzie na dno
Foto: sxc.hu Foto: Złotówka coraz słabsza

Złoty słabnie z dnia na dzień. Szwajcarski frank jest już wobec naszej waluty najsilniejszy od ponad czterech lat. Klimat inwestycyjny pogarsza się na całym świecie, w obliczu pogłębiającej się recesji, a to szczególnie uderza w waluty krajów zaliczanych do rynków wschodzących.

W czwartek po południu za dolara trzeba było zapłacić prawie 3,22 zł, najwięcej od dwóch i pół roku. Kurs euro wynosił 4,21 zł, ale w ciągu dnia sięgał już 4,24 zł, czyli najwięcej od maja 2005 roku. Frank szwajcarski był najdroższy od września 2005 roku z kursem ponad 2,88 zł. O 16.00 frank kosztował prawie 2,86 zł.

Marcin R. Kiepas z X-Trade Brokers prognozuje, że jeśli nie nastąpi wyraźna zmiana klimatu inwestycyjnego na świecie, to liczące się bariery znajdują się dopiero na poziomie 3,4424 zł dla dolara (to szczyt z 11 listopada 2005 roku), 4,29 zł dla euro (szczyt z 28 kwietnia 2005 roku) i 3 zł dla szwajcarskiego franka (psychologiczny opór). I wszystko wskazuje na to, że w tym kierunku kurs będzie zmierzał.

- Po korekcie z początku roku wśród światowych inwestorów powrócił problem zwiększonej niechęci do ryzyka. Dlatego kapitał ucieka z rynków naszego regionu i wybiera bezpieczniejsze aktywa amerykańskie - tłumaczy Grzegorz Maliszewski, ekonomista Millenium Banku.

Na niekorzyść złotego działa też sytuacja na giełdach. - Ostatnie dane z USA potwierdzają, że kryzys zawitał tam pełną gębą. To przekłada się na spadki na parkietach. Tymczasem ostatnio bardzo wyraźnie widać korelacje między zachowaniem złotego i giełd: im gorsza panuje na nich sytuacja, tym gorzej z naszą walutą. Niestety końca tej trudnej dla złotego sytuacji nie widać - przyznaje w rozmowie z "Pulsem Biznesu" Marek Rogalski, główny analityk FIT DM.

Będzie lepiej, ale...

Jeżeli wierzyć ekspertom, raty kredytów walutowych będą w kolejnych miesiącach rosły, bo złoty nie oprze się spadkom.

Ale wzrost rat kredytów walutowych to nie jedyna negatywna konsekwencja słabego złotego. - To, że przez kilka miesięcy wzrosną raty, nie jest najgorsze. Większy problem dotyczy wycen mieszkań. Zakupione na kredyt we frankach np. pół roku temu mieszkania będą bowiem - w przeliczeniu na franki - znacznie droższe niż w momencie zawierania umowy kredytowej. A to może skłonić banki do żądania od pożyczkobiorców dodatkowych zabezpieczeń kredytów - uważa Marek Rogalski.

bgr/sk ram

Ustawienia

Zamknij ustawienia
Ustawienia zostały zapisane