• rozwiń

"Zabrali nam chleb, mamy ślady po pałkach"

"Zabrali nam chleb, mamy ślady po pałkach"
Foto: TVN24/ Fot. PAP/Darek Dalmanowicz Foto: "Dym" na granicy

- Mamy ślady na nogach po pałkach. Ustawili się i zaczęli na nas nacierać - relacjonują w TVN24 uczestnicy starć z policją w przygranicznej Medyce. - Przyjeżdżają tajniacy, zastraszają, prowokują ludzi. A blokada jest dlatego, że zabrali nam chleb - tłumaczą protestujący, trudniący się drobnym handlem. Policja odpowiada: - Rzucali w nas jajkami i kamieniami. Mediacje nie odniosły skutku. Celowaliśmy w wytypowane osoby.

Wszystko wskazuje na to, że protest drobnych handlarzy na przejściu granicznym z Ukrainą został spacyfikowany. - Przejście graniczne blokowało ok. 100 osób. Sytuacja jest już ustabilizowana - potwierdza rzecznik komendy miejskiej policji w Przemyślu Jan Faber. - Policja strzelała gumowymi pociskami do wybranych, szczególnie agresywnych osób - dodaje.

- Podjęliśmy decyzję o podjęciu akcji usunięcia blokujących. Doszło do walk - mówił wcześniej w TVN24 uczestniczący w akcji funkcjonariusz i nieoficjalnie dodaje, że wcześniejsze burdy spowodowała grupa chuliganów, której bardziej zależało na bijatyce niż na przedstawieniu swoich racji.

Większość demonstrantów czuje się jednak pokrzywdzona. Mówią, że protest był konieczny i że jest wyrazem frustracji związanej ze zmianą przepisów celnych. Dodają, że handel był często ich jedynym źródłem dochodu. - Blokujmy granicę, bo zabrali nam chleb, zabrali nam pieniądze - tłumaczy jeden ze zrezygnowanych demonstrantów i dodaje. - Unia weszła i teraz coś komuś przeszkadza.

Demonstranci są zdesperowani. Zapowiadają, że jeśli nic nie zmieni się w ich sprawie, to blokada może się powtórzyć. - Nawet dzisiaj (w środę) - mówią.

Znów użyli siły

Policja znów użyła siły, by odblokować przejścia graniczne w Medyce. Kilka osób zostało zatrzymanych. Wcześniej w ruch poszły butelki z benzyną, petardy, kamienie i jaja. Policja użyła broni gładkolufowej, co potwierdza nam rzecznik podkarpackiej policji Mariusz Skiba. Jeden funkcjonariusz jest ranny. A pięć osób w wieku 17-20 lat zostało zatrzymanych. Prawdopodobnie są pod wpływem alkoholu.

- Zdecydowaliśmy się na użycie siły, bo negocjacje nie pomogły - mówił późnym wieczorem, na antenie TVN24 podinsp. Jan Faber.

Strzelali gumowymi kulami

Na granicy od wczesnego wieczora robiło się gorąco. Ponad sto osób zablokowało obydwa przejścia (dla pieszych i dla samochodów) na granicy polsko-ukraińskiej w Medyce. - Rzucają śmierdzącymi jajami. Policja mobilizuje siły - mówiła nam przed godz. 19 Elżbieta Pikor, rzeczniczka Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej.

Doszło do powtórki z nocy z poniedziałku na wtorek, gdzie też interweniowała policja. We wtorek po godz. 20 znów użyto siły. Na nawoływania do opuszczenia przejścia, protestujący zareagowali obrzucając funkcjonariuszy m.in. kamieniami i butelkami z benzyną.

"Rzucili się na nas szturmem"

- Policja zareagowała oddając strzały ostrzegawcze, a następnie kilka skierowanych do najbardziej agresywnych osób z broni gładkolufowej - powiedział tvn24.pl rzecznik podkarpackiej policji Mariusz Skiba. Żaden z protestujących nie został ranny.

- Ze strony policji nie było żadnych zastrzeżeń. Myśmy spokojnie stali, no fakt, że młodzi coś tam rzucili. Ale ci policjanci rzucili się szturmem i strzelali do protestujących – mówi jedna z osób obecnych na przejściu w Medyce. – Zachowanie się policji przypomniało mi lata 80-te, kobiety zostały poturbowane, oni jak już biegli to bili pałami wszystko po drodze – dodaje protestująca i zapowiada, że na granicy zostanie do skutku.

Chuligani czy "mrówki"?

- Zatrzymaliśmy pięć młodych osób. Nie były jeszcze badane alkomatami, ale ich stan wskazuje na spożycie alkoholu - powiedział także nadkom. Skiba. Nie wiadomo, czy zatrzymane osoby to tzw. "mrówki".

- Z uwagi na wiek zatrzymanych, można się zastanowić, czy to nie są zwykli chuligani, którzy wykorzystują takie okazje, by zaistnieć - dodał rzecznik.

Co może grozić zatrzymanym? Zarzut czynnej napaści na policjanta lub rozbój – jeden z radiowozów został uszkodzony. Pikieta naruszyła także przepisy kodeksu wykroczeń, zakłócając porządek i blokując drogi publiczne. - Jest jeszcze za wcześnie, aby wyrokować w tej sprawie, musimy przeszukać świadków, zebrać dowody, ale takich zarzutów nie można wykluczyć – tłumaczył Skiba.

Po interwencji policji pikietujący zaczęli się rozchodzić.

O co chodzi?

Demonstrujący protestują przeciw nowym przepisom, które drastycznie ograniczają liczbę papierosów, które można legalnie wwieźć do Polski.

Policja zareagowała oddając strzały ostrzegawcze, a następnie kilka skierowanych do najbardziej agresywnych osób z broni gładkolufowej

rzecznik podkarpackiej policji

Protest "mrówek", których głównym źródłem utrzymania był handel papierosami przynoszonymi z Ukrainy, rozpoczął się o północy z niedzieli na poniedziałek. Właśnie wtedy weszły w życie nowe przepisy, które pozwalają przenosić przez granicę tylko 40 sztuk papierosów.

W poniedziałek późnym wieczorem policja wezwała około 250 protestujących osób do rozejścia się. Wtedy granica została po raz pierwszy zablokowana i to na tyle skutecznie, że na przejazd czekały dziesiątki samochodów.

Tylko nieliczni posłuchali. Policjanci weszli wówczas w zwarty tłum osób. Doszło do przepychanek i bójki. Niektórzy z protestujących rzucali w kordon policji kamienie i butelki. Po kilkudziesięciu minutach, około północy, policji udało się zakończyć starcie i tym samym zakończono blokadę przejścia. Zatrzymano kilkanaście najbardziej agresywnych osób.

Kto zakazał?

Najpierw celnicy tłumaczyli, że ograniczenia związane są z wymogami unijnymi. We wtorek Służba Celna poinformowała jednak, że obniżenie przywozowego jest decyzją Polski, uzgodnioną z innymi krajami UE graniczącymi z Ukrainą.

Rzecznik prasowy szefa Służby Celnej Witold Lisicki przyznał, że dyrektywa unijna, na której wdrożenie państwa UE miały czas do 1 grudnia 2008 r., pozostawiła krajom członkowskim wybór - mogły utrzymać obecne ograniczenia dla papierosów w wysokości 200 sztuk lub obniżyć limit do 40 sztuk.

- Polska wspólnie ze Słowacją, Rumunią i Węgrami zobowiązała się do zmniejszenia limitu do poziomu 40 sztuk – powiedział Lisicki. - Gdybyśmy nie wprowadzili niższego limitu, ograniczenia stosowane przez pozostałe państwa nie miałyby sensu. Papierosy ze Wschodu trafiałyby tam przez Polskę, np. przejście graniczne w Medyce - tłumaczył.

Zdaniem Lisickiego, w Polsce oba warunki są łamane. "Mrówki" przynoszą papierosy kilka razy dziennie, poza tym towar trafia do handlu. Z tego tytułu budżet ponosi co roku straty "równe kosztom utrzymania 10 średniej wielkości szpitali".

"MRÓWKOM TRZEBA POMÓC" - KOMENTARZE POLITYKÓW NA GORĄCO

kap,eq/mlas/iga

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • Komentarze (0)

Dodaj Komentarz

Zaloguj się , aby dodać komentarz
Forum jest aktualizowane w czasie rzeczywistym
+0 nowe komentarze

Zasady forum

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN24BiŚ nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Ustawienia

Zamknij ustawienia
Ustawienia zostały zapisane