• rozwiń
    • WIG20 2160.85 +0.28%
    • WIG30 2447.12 +0.30%
    • WIG 56938.10 +0.28%
    • sWIG80 11462.95 +0.10%
    • mWIG40 3639.55 +0.51%

Ostatnia aktualizacja: Dziś 14:06

Dostosuj

Wydawcy nie chcą książek w Google

Wydawcy nie chcą książek w Google
Foto: sxc.hu Foto: FEP boi się amerykańskiego prawa

Europejscy wydawcy książek sprzeciwiają się publikacji książek w internecie. Firma Google chce stworzyć największą na świecie elektroniczną bibliotekę - Google Book Search.

Do urzeczywistnienia projektu Google brakuje jeszcze sporo. Cel jest ambitny: każdy internauta miałby mieć szansę znalezienia w sieci każdej opublikowanej w historii książki.

Jak do tej pory, w sieci dostępnych jest około miliona tytułów z tzw. domeny publicznej - czyli książek nie objętych prawami autorskimi. Najczęściej to te, które powstały setki lub dziesiątki lat temu - jak homerowska "Iliada", dramaty Szekspira czy dzieła Mickiewicza. Te książki skanowane są w ramach tzw. programu bibliotecznego, prowadzonego przez Google we współpracy z trzydziestoma największymi bibliotekami na świecie m.in. Oksfordem i Harvardem.

Europejczycy się buntują

Wydawcy z Europy - Federacja Wydawców Europejskich (FEP) - właśnie sprzeciwili się rozszerzeniu na kraje Unii Europejskiej ugody, jaką Google Book Search ma podpisać z wydawcami z USA.

Jak informuje Polska Izba Książki, FEP napisała w tej sprawie list do unijnej komisarz ds. społeczeństwa informacyjnego i mediów Viviane Reding.

Jesienią 2008 roku podpisano porozumienie, zgodnie z którym każdy posiadacz praw do książki, która będzie dostępna w Google Book Search, otrzyma od Google 63 proc. wpływów z wykorzystania tytułu. Wszystkie zyski pochodzić mają z reklam.

Porozumienie zostanie rozpatrzone przez sąd w październiku 2009 roku. Sąd weźmie pod uwagę stopień ochrony praw autorskich proponowany przez Google, a także głosy wydawców i autorów.

Jednogłośnie sprzeciwiamy się propozycji rozszerzenia ugody na teren Unii Europejskiej. Jeśli wydawcy europejscy wolą sami sterować dostępem treści dla użytkowników przez platformy alternatywne, powinni mieć prawo do postąpienia według własnej woli, bez konieczności uprzedniego wycofywania się z ugody, w którą zostali włączeni bez uprzedniej zgody

Federacja Wydawców Europejskich

Stąd też starania Google by jak najwięcej wydawców i autorów, także europejskich, zarejestrowało się w tworzonym rejestrze i określiło swoje stanowisko wobec zawieranego porozumienia. Wydawcy mogą składać deklaracje do 4 września 2009 roku.

Można się nie zgodzić

Ugoda, którą Google ma podpisać z wydawcami, oparta jest o dopuszczalny w prawie amerykańskim system ugód zbiorowych typu "opt out" ("prawo wyjścia").

Porozumienie w takim samym stopniu dotyczy książek amerykańskich, jak i zagranicznych, w tym polskich - i to już z samego faktu podpisania i zaakceptowania takiej umowy przez sąd amerykański.

Stroną w takim porozumieniu jest każdy właściciel praw autorskich na całym świecie. Jeśli nie chce brać udziału w tej ugodzie, musi to indywidualnie zgłosić. Jeżeli nie zrobi tego do 4 września, w świetle amerykańskiego prawa nie będzie już mógł więcej zaskarżyć Google o naruszenie praw autorskich.

Polacy nieufni

Federacja Wydawców Europejskich napisała w liście do unijnej komisarz: - Jednogłośnie sprzeciwiamy się propozycji rozszerzenia ugody na teren Unii Europejskiej. Jeśli wydawcy europejscy wolą sami sterować dostępem treści dla użytkowników przez platformy alternatywne, powinni mieć prawo do postąpienia według własnej woli, bez konieczności uprzedniego wycofywania się z ugody, w którą zostali włączeni bez swojej uprzedniej zgody.

Europejscy wydawcy argumentowali, że amerykańska ugoda jest sprzeczna z europejskim prawem autorskim. Zakłada ono, że przed jakimkolwiek użyciem utworu należy zapytać o zgodę właściciela praw autorskich i zapłacić mu stosowne honorarium.

Poza tym, zgodnie z europejskim prawem, by wypisać się z ugody należałoby się wcześniej do niej zapisać, co stoi w sprzeczności z amerykańską formułą "opt out".

Europejczycy chcą sami

Europejscy wydawcy przygotowują własny projekt, dzięki któremu internauci mogliby czytać książki w internecie - nozi on nazwę Europeana.

Ponadto, zdaniem wydawców europejskich, użytkownik może korzystać z projektów Gallica2 lub Libreka, które dają mu dostęp do krótkich fragmentów książek oraz możliwość zakupu całości.

kj/sk

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • Komentarze (0)

Dodaj Komentarz

Zaloguj się , aby dodać komentarz
Forum jest aktualizowane w czasie rzeczywistym
+0 nowe komentarze

Zasady forum

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN24BiŚ nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Ustawienia

Zamknij ustawienia
Ustawienia zostały zapisane