• rozwiń

Uważaj na ubezpieczenie od utraty pracy

Uważaj na ubezpieczenie od utraty pracy
Foto: TVN CNBC BIZNES Foto: 2302PRACA.avi

Wiele banków udzielając kredytu hipotecznego, jednocześnie oferuje swoim klientom ubezpieczenie, które pomaga spłacać pożyczkę w przypadku straty pracy. Ale uwaga, takie ubezpieczenia zawierają wiele "kruczków".

Jak podkreśla Krystyna Krawczyk z Biura Rzecznika Ubezpieczonych, osoby, które mają wykupione ubezpieczenie od straty pracy nie zawsze są nim objęte. I tak na przykład w części banków, klient nie jest chroniony, jeśli został zwolniony jako jedyny, a nie w ramach zwolnień grupowych. Ubezpieczenie nie zadziała także wtedy, gdy pracownik sam zrezygnuje z pracy. Albo gdy pracuje wyłącznie na swój rachunek. Jeśli natomiast jest zatrudniony na etacie, to z ubezpieczenia nie skorzysta, gdy pracuje krócej niż pół roku.

Tylko dla zarejestrowanych

Co więcej, w czasach kryzysu w większości banków nawet sama utrata pracy już nie wystarcza. - Czasami musimy się zarejestrować jako bezrobotni w urzędzie pracy. W niektórych przypadkach konieczne będzie też nabycie prawa do zasiłku dla bezrobotnych - wyjaśnia Paweł Majtkowski z Finamo.

Ale nawet jeśli kredytobiorca jest już bezrobotnym to może się okazać, że to, co dostanie z ubezpieczenia, nie wystarczy na pokrycie raty w pełni. Np. Santander Bank ograniczył swoją odpowiedzialność do kursu franka tylko o 10 proc. wyższego niż w chwili zawarcia umowy. - Na starcie klient dowiaduje się o podstawowych parametrach ubezpieczenia. Maksymalna kwota jaka klientowi przysługuje w ramach odszkodowania to miesięcznie maksymalnie 5 tysięcy zł - mówi Renata Kopeć z Santander.

Warto też przyjrzeć się rocznym opłatom za ubezpieczenie. Przy kredycie na 350 tysięcy zł, najwyższą składkę musimy zapłacić w Dom Banku - ponad 5 tysięcy złotych. Przy tym samym kredycie w Raiffeisen Bank, składka jest aż o 4 tysiące mniejsza niż w Dom Banku i jest jedną z najniższych na rynku.

Ubezpieczenie, którego nie chcesz?

Pytanie, czy to produkt potrzebny każdemu? W Polsce klienci na niejasne zapisy umów ubezpieczenia godzą się, bo najczęściej ich nie rozumieją. Taka sytuacja zaniepokoiła także brytyjski nadzór finansowy. Badania potwierdziły, że prawie 2 miliony osób, którym ubezpieczenie nigdy by nie przysługiwało, kupiło je razem z kredytem. - Ocenia się że w okresie ostatnich 5 lat nawet 30 proc. tego typu umów, to są właśnie umowy, gdzie dokonano jakiegoś nadużycia - podkreśla Marcin Broda z "Miesięcznika Ubezpieczeniowego".

Za niewłaściwe informowanie klientów o ubezpieczeniu został ukarany między innymi bank Egg należący do Citigroup. Kara wyniosła niewiele poniżej miliona funtów. 7 milionów kary zapłacił bank Alliance - Leicester.

bgr ram

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • Komentarze (0)

Dodaj Komentarz

Zaloguj się , aby dodać komentarz
Forum jest aktualizowane w czasie rzeczywistym
+0 nowe komentarze

Zasady forum

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN24BiŚ nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Ustawienia

Zamknij ustawienia
Ustawienia zostały zapisane