• rozwiń
    • WIG20 2064.12 -0.69%
    • WIG30 2365.71 -0.84%
    • WIG 55227.60 -0.73%
    • sWIG80 11570.82 -0.55%
    • mWIG40 3756.24 -0.97%

Ostatnia aktualizacja: 2019-08-16 17:15

Dostosuj

"To nie jest deficyt moich marzeń, to efekt kryzysu"

"To nie jest deficyt moich marzeń, to efekt kryzysu"
Foto: TVN24 Foto: Budżetowi potrzebne jest w przyszłym roku 28 mld zł z prywatyzacji

- 52 mld zł to jest deficyt bezpieczny, który nie spowoduje przekroczenia drugiego pułapu bezpieczeństwa w relacji dług do PKB w 2010 roku, wynoszącego wynosi 55 proc. - powiedział o planach zwiększenia deficytu budżetowego w przyszłym roku minister finansów Jacek Rostowski. Dodał jednak, że warunkiem jest to, aby z prywatyzacji do kasy państwa wpłynęło 28-29 mld zł.

- Deficyt na poziomie 52,2 mld zł to nie jest deficyt moich marzeń, ale jest to naturalny, opóźniony efekt kryzysu – powiedział na konferencji prasowej Jacek Rostowski. Dodał jednak, że jest on na tyle bezpieczny, że nie spowoduje wpadnięcia Polski w spiralę zadłużenia.

We wtorek projektem budżetu zajmie się rząd.

Po pierwsze: bezpiecznie

- Po pierwsze deficyt ten nie spowoduje przekroczenia drugiego pułapu bezpieczeństwa relacji długu publicznego do PKB, czyli pułapu 55 proc. długu publicznego do PKB w 2010 roku. Stanie się tak jednak pod warunkiem, że wpływy z prywatyzacji w latach 2009-2010 sięgnął 28-29 mld zł - wyjaśnił minister. Rostowski przypomniał, że w konstytucji zapisane są tak zwane progi ostrożnościowe. Przekroczenie przez dług publiczny, czyli całkowite zadłużenie rządu, samorządów i wszystkich jednostek budżetowych, takich jak szkoły, ZUS, NFZ itp., kwoty stanowiącej 55 proc. PKB zmusiłoby rząd do radykalnego cięcia wydatków w kolejnym roku. A dług publiczny rośnie wtedy, gdy państwo zaciąga długi, żeby sfinansować wydatki, na które nie ma pokrycia w dochodach - czyli deficyt budżetowy.

"Nasza droga okazała się najlepsza"

Gdybyśmy słuchali opozycji i zwiększali deficyt wcześniej, to nasza sytuacja byłaby znacznie gorsza

rsoti o deficycie

Minister Rostowski mówił też, że Polska utrzymała stabilność złotego i uzyskała elastyczną linię kredytową z Międzynarodowego Funduszu Walutowego dzięki temu, że rząd nie zadłużał się wcześniej, tak jak apelowała np. opozycja. - Polska nie tylko utrzymała, ale zwiększyła swoją wiarygodność, więc mogliśmy bezpiecznie zwiększyć deficyt na ten rok i przyszły - powiedział Jacek Rostowski. - Gdybyśmy słuchali opozycji i zwiększali deficyt wcześniej, to nasza sytuacja byłaby znacznie gorsza - dodał. Podkreślił też, że droga, którą wybrały takie kraje jak Wielka Brytania, czy Stany Zjednoczone i polegającą na pompowaniu w gospodarkę publicznych pieniędzy nie sprawdziłaby się w przypadku Polski.

Rynek patrzy ze spokojem

Trzeci dowód na to, że deficyt jest bezpieczny, to fakt, że deficyt budżetu państwa rośnie, a deficyt sektora finansów publicznych, na który patrzą rynki, w 2010 roku nie przekroczy 7 proc. PKB i wzrośnie o 1 proc. PKB, a więc kilkanaście mld zł. - Średni wzrost w krajach Unii Europejskiej wyniesie z kolei 1,2 proc. - mówił szef resortu.

Wiceminister finansów Dominik Radziwiłł powiedział także, że nie widzi żadnych problemów ze sfinansowaniem deficytu w przyszłym roku i pożyczaniu przez Polskę pieniędzy. Rostowski dodał, że rynki finansowe przyjęły dobrze plan zwiększenia deficytu budżetowego w przyszłym roku, co widać po kursie walutowym i po rentowności naszych obligacji. - Ona cały czas pada, a wraz z nią koszt obsługi naszego długu - wyjaśnił minister.

W tym roku będzie lepiej, a potem jeszcze lepiej

Przedstawiciele ministerstwa odnieśli się też do tegorocznego deficytu, który po nowelizacji został zapisany na poziomie 27,2 mld zł. Nie wykluczyli, że może on być "o kilka miliardów złotych niższy". Nieoficjalnie mówi się, że o ponad cztery. - Nie chcemy teraz podawać dokładnej liczby, która się potem nie sprawdzi - mówił Rostowski.

Według resortu sytuacja w polskiej gospodarce zacznie się poprawiać w połowie 2010 roku zarówno, jeśli chodzi o sytuację finansów publicznych, jak i bezrobocie. Aby przyspieszyć to pierwsze rząd zamierza m. in. planować deficyt na cztery lata z góry.

"Balcerowicz musi wrócić"

Zdaniem ekonomisty Marka Zubera, informacja o zwiększeniu deficytu do 52 mld nie powinna Polsce trwale zaszkodzić. – Jeśli to będzie jednorazowy wyskok, nikt na świecie się nie przestraszy. Tylko niepotrzebnie Ministerstwo Finansów dawało wcześniej sygnały, że przyszłoroczny deficyt będzie na poziomie tegorocznego, bo to wygląda teraz trochę niepoważnie – ocenił. Dodał, że prognozy ministra, iż gospodarka w połowie przyszłego roku zacznie odzyskiwać siły, są prawdopodobne.

Zuber chwalił ministra Rostowskiego, ale z jednym zastrzeżeniem. – Przez przyszłoroczne wybory prezydenckie rząd traci szanse na reformę wydatków. Mamy taką sytuację, że można by tłumaczyć niepopularne działania kryzysem. To jest świetny moment – uważa ekonomista. Według niego zaaplikowanie takiej doktryny szoku spowodowałoby, że nie tylko deficyt by się zmniejszył, ale mielibyśmy podwaliny pod szybszy wzrost. - Brakuje Leszka Balcerowicza, on jako jedyny by się na takie kroki zdecydował – podsumował.

mkg kaw ram/iga/k

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • Komentarze (0)

Dodaj Komentarz

Zaloguj się , aby dodać komentarz
Forum jest aktualizowane w czasie rzeczywistym
+0 nowe komentarze

Zasady forum

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN24BiŚ nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Ustawienia

Zamknij ustawienia
Ustawienia zostały zapisane