• rozwiń

"To był żart, a nie prowokacja"

"To był żart, a nie prowokacja"
Foto: rp.pl Foto: Oświadczenie zamieszczone na rp.pl

- Cała historia była żartem, a nie prowokacją ze strony konkurencji - pisze w oświadczeniu zastępca redaktora naczelnego "Pulsu Biznesu". Wczoraj "Rzeczpospolita" na swoich stronach internetowych napisała, że wiceszef "PB" podszył się pod prezesa towarzystwa ubezpieczeniowego Ergo Hestia i poinformował, że został odwołany. "Rz" nie weryfikując tej informacji, podała na swoich stronach internetowych, że Piotr Śliwicki przestał być szefem spółki ubezpieczeniowej.

Chodzi o tekst zamieszczony 10 lipca na stronie rp.pl, w którym redakcja poinformowała o rzekomym odwołaniu prezesa Ergo Hestii Piotra Marii Śliwickiego.

Dwie godziny po publikacji artykułu został on zastąpiony sprostowaniem. W niedzielę natomiast na stronach internetowych dziennika opublikowano przeprosiny i oświadczenie: "Pragniemy niniejszym przeprosić Sopockie Towarzystwo Ubezpieczeń Ergo Hestia i Prezesa Zarządu Towarzystwa Piotra Marię Śliwickiego za zamieszczenie 10 lipca na stronie serwisu artykułu autorstwa Piotra Rosika, zawierającego nieprawdziwą i niesprawdzoną należycie informację".

Tekst o odwołaniu prezesa Ergo Hestii powstał na podstawie informacji od osoby, która podszyła się pod Piotra Marię Śliwickiego. Pojawił się w serwisie rp.pl rano 10 lipca. Dwie godziny później, po zweryfikowaniu informacji, został zastąpiony sprostowaniem.

Redakcja dysponuje nagraniem wypowiedzi, SMS-ami oraz numerem osoby, która udawała prezesa Ergo Hestii. Ustaliliśmy, że jest to z-ca redaktora naczelnego „Pulsu Biznesu"

Oświadczenie zamieszczone na rp.pl

Redakcja ma nagrania i smsy

Poniżej redakcja rp.pl wyjaśnia, że tekst o odwołaniu prezesa Ergo Hestii "powstał na podstawie informacji od osoby, która podszyła się pod Piotra Marię Śliwickiego". Dwie godziny od publikacji artykułu o po zweryfikowaniu informacji, został on zastąpiony sprostowaniem.

Nie wiem i nie rozumiem, dlaczego Piotr Rosik nie podjął żadnej, nawet najmniejszej, próby zweryfikowania informacji uzyskanej w nocy z numeru telefonu, którego nie znał. Nie odezwał się do firmy, mimo że jej przedstawiciel miał pokój obok. Nie wiem, dlaczego nie rozpoznał mojego głosu ani mojego służbowego numeru telefonu.

Grzegorz Nawacki

"Rz" zapewnia, że dysponuje nagraniem wypowiedzi, smsami oraz numerem osoby, która udawała prezesa Ergo Hestii. "Ustaliliśmy, że jest to z-ca redaktora naczelnego "Pulsu Biznesu" - twierdzi portal. Informuje również, że "autor tekstu od 11 lipca nie pracuje dla naszego wydawnictwa". Dlaczego jednak dziennikarz "Rzeczpospolitej" nie potwierdził informacji u jeszcze jednego źródła przed publikacją artykułu? Tego redakcja nie wyjaśnia.

Puls Biznesu: to był żart

Jak mówi w rozmowie z tvn24.pl redaktor naczelny "Pulsu Biznesu" Tomasz Siemieniec, redakcja "PB" została poinformowana o sprawie już w niedzielę, przed ukazaniem się stanowiska "Rz". We wtorek oświadczenie w sprawie przesłał nam wicenaczelny "PB" Grzegorz Nawacki. Poinformował, że "cała historia była żartem, a nie prowokacją ze strony konkurencji, jak uważają niektórzy". I opowiada swoją wersję zdarzenia.

"W nocy z 9 na 10 lipca dziennikarze ubezpieczeniowi byli na jubileuszowej imprezie STU Ergo Hestii. Po oficjalnej części przenieśliśmy się do klubu w Sopocie. Wspominaliśmy głośne wpadki branżowych dziennikarzy. Głównym bohaterem rozmowy był Piotr Rosik, dziennikarz "Parkietu" i "Rzeczpospolitej" - pisze Nawacki.

Dziennikarze obecni na imprezie Ergo Hestii postanowili zadzwonić do Piotra Rosika, który został w hotelu. "Pomysł na żart narodził się wspólnie, ale zrealizowałem go ja. Piotr nie odebrał, nagrałem się na pocztę głosową. Powiedziałem mniej więcej tak: „Kilka miesięcy temu, pisząc o moim odwołaniu, miałeś rację. Zostałem odwołany, pozdrawiam, Piotr Śliwicki" - relacjonuje wicenaczelny "PB".

Pomysł na żart narodził się wspólnie, ale zrealizowałem go ja. Piotr nie odebrał, nagrałem się na pocztę głosową. Powiedziałem mniej więcej tak: „Kilka miesięcy temu, pisząc o moim odwołaniu, miałeś rację. Zostałem odwołany, pozdrawiam, Piotr Śliwicki.

Grzegorz Nawacki

Podkreśla, że ani on, ani jego koledzy wśród których byli dziennikarze o różnym stażu, nie spodziewali się, "że ten żart może zaowocować publikacją".

"Nie wiem i nie rozumiem, dlaczego Piotr Rosik nie podjął żadnej, nawet najmniejszej, próby zweryfikowania informacji uzyskanej w nocy z numeru telefonu, którego nie znał. Nie odezwał się do firmy, mimo że jej przedstawiciel miał pokój obok. Nie wiem, dlaczego nie rozpoznał mojego głosu ani mojego służbowego numeru telefonu. Nie wiem, dlaczego Piotr Rosik uwierzył, że właśnie do niego zadzwoni prezes Ergo Hestii w środku nocy, w trakcie obchodów dwudziestolecia firmy, i pochwali się, że stracił pracę" - podkreśla Nawacki.

"Żart, który wymknął się spod kontroli"

Nawacki twierdzi też, że redakcje "Rz" i "Parkietu" nie musiały ustalać jego numeru, ponieważ to on dzwonił, tego samego dnia w Sopocie poinformował zainteresowanych o sprawie, a po powrocie spotkałem się z Krzysztofem Jedlakiem, redaktorem naczelnym "Parkietu", i wyjaśniłem sprawę.

"Był to żart, który, niestety, wymknął się spod kontroli. Podobne >>informacje<< trafiają do wielu redakcji każdego dnia, ale nikt nie publikuje ich bez weryfikacji" - kończy.

PRZECZYTAJ CAŁE OŚWIADCZENIE GRZEGORZA NAWACKIEGO

nsz, jk//kdj//mat

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • Komentarze (0)

Dodaj Komentarz

Zaloguj się , aby dodać komentarz
Forum jest aktualizowane w czasie rzeczywistym
+0 nowe komentarze

Zasady forum

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN24BiŚ nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Ustawienia

Zamknij ustawienia
Ustawienia zostały zapisane