• rozwiń
    • WIG20 2229.92 -0.18%
    • WIG30 2531.47 0.00%
    • WIG 58851.05 +0.17%
    • sWIG80 11605.03 +0.29%
    • mWIG40 3797.96 +1.36%

Ostatnia aktualizacja: Dziś 17:15

Dostosuj

"Reformujcie w końcu te finanse!"

"Reformujcie w końcu te finanse!"
Foto: TVN24 Foto: Brak reformy największym zaniedbaniem

- Reforma finansów publicznych. I to jak najszybciej - powtarzają jak mantrę ekonomiści. Choć aprobują konserwatywne założenia uchwalonego w piątek przez Sejm budżetu na 2010 rok, to nie widzą w nim nawet cienia reformy. - Prędzej czy później trzeba będzie to zrobić. Tyle, że im później, tym trudniej - mówią.

- Budżet na 2010 rok nie wprowadza zmian, które w przyszłości mogłyby być podstawą do ograniczenia wydatków budżetowych. Trzeba oczywiście pamiętać, że powstawał on w czasie jednego z największych kryzysów gospodarczych, jakie znamy, ale nie może to usprawiedliwiać braku radykalnych działań - ocenił ekonomista Marek Zuber. Jego zdaniem są one szczególnie potrzebne w sytuacji wyraźnego narastania deficytu budżetowego i długu publicznego.

Nowy budżet, stare grzechy

Zdaniem Andrzeja Sadowskiego z Centrum im. Adama Smitha projekt przyszłorocznego budżetu nie różni się zbytnio od budżetów z kilku ubiegłych lat. I również ponagla do reformowania finansów publicznych.
- Jest taki sam jak poprzednie - z tymi samymi błędami i grzechami. Nie widać w nim eliminowania wydatków na rzecz różnych grup interesu, które państwo ponosi od lat. Dużo się mówi o tym, że trzeba redukować wydatki publiczne, ale w kolejnych budżetach nie znajduje to odzwierciedlenia - powiedział. Jego zdaniem, redukcja wydatków byłaby widocznym znakiem, że rząd chce podjąć reformę finansów publicznych.

Należy przypuszczać, że rząd wstrzymuje się z przeprowadzeniem poważnych reform finansów publicznych m.in. ze względu na wybory prezydenckie w 2010 roku. Musi też liczyć się z niechęcią prezydenta do większych zmian i rządzi razem z PSL, które jest mniej chętne do reform

zuber o budżecie

Marek Zuber dodaje, że rok 2010 musi być jednak rokiem przygotowywania reform, które znajdą odzwierciedlenie w budżecie na 2011 rok.
- Należy przypuszczać, że rząd wstrzymuje się z przeprowadzeniem poważnych reform finansów publicznych m.in. ze względu na wybory prezydenckie w 2010 r. Musi też liczyć się z niechęcią prezydenta do większych zmian i rządzi razem z PSL, które jest mniej chętne do reform - powiedział Zuber.

Mały plusik za ostrożność

Jedyne, w czym ekonomiści cicho przyklaskują, jeśli chodzi o tegoroczny budżet, to jego konserwatywne założenia. Główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu Janusz Jankowiak powiedział, że deficyt w przyszłym roku będzie niższy, niż zapisane w ustawie 52 mld zł. - Spodziewałbym się, że zarówno dochody podatkowe państwa, jak i niepodatkowe będą wyższe niż te ujęte w ustawie budżetowej - uważa Jankowiak.

Jego zdaniem ostatecznie deficyt będą obniżały inne wpływy, których w budżecie nie uwzględniono. Wyjaśnił, że nie ujęto w nim choćby wypłaty zysku z NBP, który szacuje na 4-8 mld zł. Poziom przychodów państwa z dywidendy też jest zdaniem ekonomisty zaniżony.
- Z punktu widzenia rządu jest to w porządku, bo jeśli będzie lepiej - a będzie - to dobrze dla budżetu. To taka trochę ostrożność na wyrost" - powiedział.

mkg ram

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • Komentarze (0)

Dodaj Komentarz

Zaloguj się , aby dodać komentarz
Forum jest aktualizowane w czasie rzeczywistym
+0 nowe komentarze

Zasady forum

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN24BiŚ nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Ustawienia

Zamknij ustawienia
Ustawienia zostały zapisane