• rozwiń

Pył sypnął kasą

Pył sypnął kasą
Foto: TVN24 Foto: Wielu pasażerów przesiadło się na transport naziemny

Banalne powiedzenie, że ktoś traci, by zarabiać mógł ktoś, sprawdza się po raz kolejny. Podczas, gdy firmy lotnicze straszą widmem bankructwa, to firmy autokarowe i koleje liczą zyski, po "swoich pięciu minutach". Z danych "Rzeczpospolitej" wynika, że te pierwsze robiły ostatnio 300 proc. normy, a do kas Intercity wpływało pół mln zł extra dziennie.

Chociaż niebo nad Europą otwiera się coraz szerzej, a to nad Polską jest czynne od środowego poranka, to ostatnie dni były fatalne dla linii lotniczych. Chmura wulkanicznego dymu z islandzkiego wulkanu, która rozpościerała się niemal nad całym kontynentem uziemiła ich maszyny i setki tysięcy pasażerów na kilka dni. Niektóre linie straszyły załamaniem w branży i perswazją chciały "otworzyć niebo".

Pieniądze leżą na ulicy i torach

Tymczasem od poniedziałku transport lądowy sprzedaje się na pniu. PKP Intercity dołącza do składów dodatkowe pociągi.

– Dziennie wszystkie pociągi międzynarodowe wzmacniamy o ok. sześć – siedem wagonów, to pozwala nam zabrać dodatkowo ok. 500 osób – mówi Paweł Ney, rzecznik PKP Intercity. To oznacza, że do kasy spółki wpływa od ok. 100 tys. zł do ok. 300 tys. zł tylko z dodatkowych biletów. Kolejne ok. 300 tys. to wpływy z biletów sprzedanych na miejsca dostępne w standardowych składach, na które wcześniej nie było chętnych i które jeździły w połowie puste.

Oblężenie przeżywają też przewoźnicy autobusowi. Największym zainteresowaniem cieszą się połączenia z Wielką Brytanią. – Uruchamialiśmy trzy autokary tygodniowo, teraz wyjeżdża na wyspy pięć – sześć autobusów dziennie – mówi Grażyna Wojnowska, prezes Eurolines Polska.. Jak dodaje, bilety na każdy z autobusów znajdują nabywców w ciągu 60 minut. Koszt przejazdu to ok. 400 zł w jedną stronę.

mkg/tr/k

Ustawienia

Zamknij ustawienia
Ustawienia zostały zapisane