• rozwiń
    • WIG20 2183.25 +0.85%
    • WIG30 2470.27 +0.77%
    • WIG 57418.58 +0.69%
    • sWIG80 11429.60 -0.17%
    • mWIG40 3647.38 +0.29%

Ostatnia aktualizacja: Wczoraj 17:15

Dostosuj

Pozywa bank za kredyt we frankach. "Moja rata wzrosła z 2,8 do 5,5 tys. zł"

"Rosjanie nie wyjdą na ulice. Putin nie ma się czego obawiać" Odtwórz: "Rosjanie nie wyjdą na ulice. Putin nie ma się czego obawiać"
"Rosjanie nie wyjdą na ulice. Putin nie ma się czego obawiać" "Źródło: TVN24 BiS"

Tomasz Sadlik przed krakowskim sądem walczy o stwierdzenie nieważności zaciągniętego przez niego kredytu we frankach szwajcarskich. Mężczyzna na antenie TVN24 tłumaczył, że bank udzielając mu kredytu w tej walucie zapewniał go, że taka pożyczka jest bezpieczna. Tymczasem, w wyniku zmian kursów walut, rata pożyczki wzrosła niemal dwukrotnie. Jeśli mężczyzna wygra, może to pociągnąć za sobą falę podobnych pozwów.

Sześć lat temu Tomasz Sadlik wraz ze swoją ówczesną żoną zaciągnął w Raiffeisen Bank Polska kredyt o wysokości ponad 290 tysięcy franków szwajcarskich. Teraz chce przed sądem unieważnienia tej pożyczki.

Twierdzi, że kredyt posłużyć miał mu na zakup biura, a udzielono mu go na mieszkanie. Dodatkowo bank miał zachęcić go do wzięcia kredytu we franku szwajcarskim i zapewnić, że pożyczka jest bezpieczna. Tymczasem rata, którą spłacał wzrosła niemal dwukrotnie. Wciąż ma też do spłaty dwa razy większą kwotę niż pożyczył.

Bezpieczna pożyczka

- Umówiliśmy się, że jeśli będę miał problemy ze spłatą to oddam nieruchomość i sprawa będzie zakończona. Operacja wydawała się bezpieczna, szczególnie, że bank nie żądał żadnych zabezpieczeń np. mojego mieszkania - mówi Sadlik w rozmowie z TVN24.

Początkowo Sadlik spłacał kredyt bez problemu, ale gdy kryzys dotknął jego firmę, a raty z około 2,8 tys. złotych skoczyły do 5,5 tys. złotych zaczęły się kłopoty ze spłacaniem. - Pod koniec 2008 roku kurs franka zaczął gwałtownie rosnąć i moja rata doszła do 5,5 tys. złotych - mówi Sadlik.

W zeszłym roku bank rozwiązał umowę informując, że prowadzić będzie egzekucję z nieruchomości obciążonej hipotekami, a ponadto z innych źródeł majątku kredytobiorców, w tym wynagrodzenia za pracę jednego z małżonków. Wynikało to z faktu, iż wartość kredytowanej nieruchomości jest mniejsza niż wysokość zadłużenia wobec banku.

Zdaniem Sadlika doszło do oszustwa. - Nas wprowadzono w błąd przekonując, że kredyt jest bezpieczny. Zapewniano nas, że nie stracimy nic poza tą nieruchomością. Natomiast bank został oszukany przez swoją pracownicę, bo to miał być kredyt na biuro, a nie na mieszkanie. Zostały złamane procedury wobec nas i samego banku - uważa Sadlik. 

Sadlik przyznaje, że podpisał z ówczesną żoną w umowie ogólne klauzule wskazujące, iż znane im jest ryzyko wynikające ze zmiany kursu waluty obcej w stosunku do złotego oraz ryzyko wynikające ze zmiennej stopy procentowej kredytu. Jak podkreślił, klauzule te jednak są bardzo ogólne i nie wskazują, na czym owe ryzyka miałyby polegać, a takiej informacji kredytobiorcy nie otrzymali od pracownika banku. Do podpisania klauzul doszło też bez ich uprzedniej znajomości, w sytuacji stresu i pośpiechu.

Precedensowy proces

W poniedziałek sprawa trafiła do krakowskiego sądu. Sadlik żąda przed nim m.in. stwierdzenia nieważności umowy kredytowej, zasądzenie od pozwanego banku kosztów sądowych, a także wstrzymania egzekucji komorniczej mieszkania i innych składników majątkowych do czasu zakończenia postępowania sądowego. Wnosi też o zwolnienie z opłat sądowych z powodu ciężkiej sytuacji finansowej.

W pozwie napisano, że małżeństwo prowadziło rozmowy i negocjacje z bankiem, jednak ten odmówił udzielenia pomocy, wszczynając postępowanie egzekucyjne przeciwko obojgu kredytobiorcom. Dodano, że zawarta umowa kredytu winna zostać uznana za nieważną w całości. Jak napisano w pozwie - gdyby kredytobiorcy nie pozostawali w błędzie co do istotnych elementów umowy, w ogóle nie doszłoby do jej zawarcia. Ponadto - zwracają uwagę - umowa wprowadziła ich w błąd, gdyż nie zawierała istotnych elementów, co do których bank zobowiązany jest informować kredytobiorców.

Na rozprawie powód zmodyfikował roszczenia, dopuszczając także możliwość przewalutowania umowy na złotówki. Przedstawiciel pozwanego Raiffeisen Bank Polska wnosił o oddalenie pozwu w całości. Według banku, wszyscy klienci, którzy mieli zamiar skorzystać z kredytów walutowych, byli informowani o ryzyku walutowym.

Sąd dopuścił szereg dowodów w sprawie. Z powodu nieobecności jednego ze świadków – byłej pracownicy banku, która udzielała kredytu – zobowiązał powoda do ustalenia jej aktualnego miejsca zamieszkania i odroczył rozprawę. Była małżonka powoda skorzystała z prawa do odmowy zeznań.

Po informacjach o wniesieniu pozwu rzecznik Raiffeisen Bank Polska Marcin Jedliński informował PAP, powołując się na tajemnicę bankową, że wszyscy klienci, którzy mieli zamiar skorzystać i korzystali z kredytów walutowych, byli informowani przez bank o ryzyku walutowym, co znajduje potwierdzenie w dokumentacji kredytowej, a ostateczną decyzję o wyborze rodzaju kredytu i jego waluty zawsze podejmował klient.

Precedens?

Czy sprawa Sadlika może wywołać lawinę podobnych pozwów? Stało się tak m.in. w Chorwacji i Hiszpanii, gdzie sądy orzekły, że tamtejsze banki nie działały w dobrej wierze nie informując klientów o tym, że wzrost kursu obcych walut spowoduje podwyższenie miesięcznych rat. Tym samym pogwałciły prawa kredytobiorców.

W Polsce kredyty we frankach szwajcarskich ma około 700 tys. rodzin.

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • Komentarze (0)

Dodaj Komentarz

Zaloguj się , aby dodać komentarz
Forum jest aktualizowane w czasie rzeczywistym
+0 nowe komentarze

Zasady forum

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN24BiŚ nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Ustawienia

Zamknij ustawienia
Ustawienia zostały zapisane