• rozwiń

Pożyczył synowi na start Facebooka. Zarobi miliony

Pożyczył synowi na start Facebooka. Zarobi miliony
Foto: Facebook Foto: Gdy Mark Zuckerberg startował z Facebookiem wziął pożyczkę od ojca Edwarda (po prawej), w zamian dał mu akcje firmy

Gdy Mark Zuckerberg startował z Facebookiem dokładnie osiem lat temu, poprosił ojca – nowojorskiego dentystę - o pożyczkę na rozruch największego dziś serwisu społecznościowego. W zamian dał mu akcje swojej firmy. Dziś są one warte fortunę, a gdy Facebook w maju wejdzie na giełdę, Edward Zuckerberg wzbogaci się o 60 mln dolarów.

Losy ojca twórcy Facebooka opisuje biznesowy portal businessinsider.com, który zauważa, że gdyby nie Edward Zuckerberg, Facebooka mogłoby nie być. To właśnie on dał część początkowego kapitału firmie syna (obaj nie zdradzają, jaka to była kwota), a w zamian dostał 2 miliony opcji na akcje (papierów dających prawo do zakupu akcji).

Opcja na akcje miała wygasnąć po upływie roku, ale twórca Facebooka zdecydował, że to byłoby nie fair wobec ojca. Pod koniec 2009 roku starszy Zuckerberg dostał nową partię – 2 miliony akcji klasy B.

Zgodnie z prospektem emisyjnym, który Facebook złożył w ubiegłym tygodniu w amerykańskiej Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (SEC), dziś ten pakiet wart jest ok. 60 mln dolarów. Gdy w maju ruszy sprzedaż akcji na giełdzie, jego właściciel z dentysty zamieni się w milionera, a jego 27-letni syn w najmłodszego miliardera na świecie.

"Bezbolesny doktor Z."

Z tej okazji media przypominają, że Mark zawdzięcza ojcu coś jeszcze. To on swoją pasją do komputerów zaraził syna i podarował mu pierwszy w życiu komputer - Atari 800. Nauczył go też programowania.

- Był znudzony szkołą. W różnych częściach domu stworzył prymitywną wersję komunikatora i całej rodzinie kazał porozumiewać się za pomocą komputerów. Nazwaliśmy to ZuckNet – wspomina Edward Zuckerberg w rozmowie z "Los Angeles Times".

57-letni Edward Zuckerberg - okrzyknięty przez swoich pacjentów "Bezbolesnym doktorem Z." - wciąż pracuje w swoim gabinecie dentystycznym w Dobbs Ferry, nieopodal Nowego Jorku. Zatrudnia 7 pracowników i ma 3 tys. pacjentów.

I nie ukrywa, że ma bzika na punkcie technologii. Ma konto na Facebooku, a swoich pacjentów namawia, by zamawiali wizytę za pomocą smartfonów przez portal syna.

am//bgr

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • Komentarze (0)

Dodaj Komentarz

Zaloguj się , aby dodać komentarz
Forum jest aktualizowane w czasie rzeczywistym
+0 nowe komentarze

Zasady forum

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN24BiŚ nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Ustawienia

Zamknij ustawienia
Ustawienia zostały zapisane