• rozwiń

Polska drugą Norwegią? Przyjdzie poczekać

Polska drugą Norwegią? Przyjdzie poczekać
Foto: TVN24 Foto: Polska łupkową potęgą? Przyjdzie poczekać

Jeśli wierzyć politykom, to już za kilka lat będziemy gazową potęgą. A wszystko dzięki łupkom. W tej kampanii wyborczej padały bardzo konkretne deklaracje, roztaczano przed nami wizje miliardów złotych, które szerokim strumieniem będą płynąć z gazowych szybów zasilając m.in. niewydolny system emerytalny. Pytanie: czy to nie nazbyt daleko idące plany?

Żaden inny rząd nie miał tak komfortowej sytuacji, żeby w energetyce popchnąć szereg projektów. W pasie od Pomorza po Lubelszczyznę na polach wyrastają maszty, z których bucha żółto-pomarańczowy płomień. To znak, że pod powierzchnią są bogate w gaz łupki. Tak wizję roztaczają przed nami politycy.

- To jest szansa na to, aby Polska stała się taką drugą Norwegią - zapowiadał choćby minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski.

Ale na razie drugiej Norwegii i emerytur z miliardów złotych za gaz łupkowy nie ma. Choć w czasie niedawnej kampanii wyborczej politycy już zdążyli nakreślić energetyczną przyszłość Polski - i głównym motywem przewodnim stały się te skały - łupki, z których ma powstać gaz będący paliwem napędzającym polskie elektrownie i gospodarkę.

Ostrożność ministra

- Myślę, że to są procesy, które wymagają często kilkunastu lat, zanim nastąpi taka zmiana jakościowa - studzi zapał Waldemar Pawlak wicepremier i minister gospodarki.

Wicepremier w rządzie Donalda Tuska ostrożnie mówi o wizjach Polski jako łupkowej potęgi świata. Nic dziwnego - bo jak przypomina ekspert w dziedzinie energetyki Tomasz Chmal - na razie trwają badania mające określić, jak dużo skał łupkowych znajduje się pod powierzchnią ziemi.

- Poszukiwania trwają 5-6 lat i po tym okresie wiadomo co jest, czy są złoża, jak duże są to złoża, czy warto kontynuować proces wydobycia, czy warto przejść do procesu wydobycia. Dzisiaj wszyscy zadają sobie to pytanie i nikt na razie nie ma odpowiedzi - mówi Chmal.

Choć w temacie łupków bardziej optymistyczne są prognozy opozycji. - Tempo prac nad eksplorowaniem tych złóż jest tak szybkie, że 2015 rok to jest ten czas gdy będziemy mogli już na masową skalę - uważa Dawid Jackiewicz, poseł PiS. To też czas, gdy ma się otworzyć nowe energetyczne okno na świat.

Widoki na przyszłość

Rok 2014. Z okien olbrzymiego gazowca wpływającego do Świnoujścia roztacza się taki oto widok - na lądzie widać gigantyczne betonowe butle. To gazoport przez który do Polski wpływać będzie skroplony gaz.

- To zaczyna dopiero działać, perspektywa 2014 to jest ten moment, kiedy będzie to startowało, jeśli nie będzie żadnych opóźnień inwestycyjnych - twierdzi Waldemar Pawlak.

- Niewątpliwie jest to ten element, który my nazywamy dywersyfikacją źródeł czy dostaw gazu do Polski i bardzo się cieszę, że pierwsza tak poważna inwestycja zostanie zrealizowana jeśli rząd PO dotrzyma słowa - komentuje Jackiewicz.

Wszystko wskazuje na to, że gazoport - identyczny jak ten w Portugalii - ruszy za trzy lata. Choć to taniego gazu nie oznacza. Ale jest jeszcze coś, co w ciągu najbliższych lat ma stać się faktem. Jak czytamy w programie wyborczym PO - "oprócz budowy połączenia gazowego z Czechami (...) i Niemcami (..) zmodernizujemy połączenie ze Słowacją i zbudujemy nowe połączenie z Litwą. Do 2015 roku podwoimy nasze możliwości importowe, a eksportowe potroimy."

- To połączenie Północ-Południe zależy pewnie w dużej mierze od gazu łukowego, gdyby było co eksportować, gdyby było co łączyć, to wtedy mamy duży potencjał do tego żeby takie połączenia zbudować. Natomiast dzisiaj trochę trudno jest sobie je wyobrazić, one ładnie wyglądają na mapie i cztery lata może być troszkę za mało żeby go zamknąć w pełni - ocenia Chmal.

Zagrożenia

W energetycznych wizjach 2014 roku pojawia się też poważne ostrzeżenie. Rosnące zapotrzebowanie na prąd, stara sieć przesyłowa, w końcu brak nowych elektrowni - to prosty przepis na blackout.

- To bardzo prawdopodobne, jeśli nie będzie pomysłu na to jak dokapitalizować i zmodernizować polskie sieci przesyłowe, to sytuacje takie jak w Szczecinie staną się za kilka-kilkanaście lat codziennością - mówi Dawid Jackiewicz.

Chodzi o awarię, która z powodu ostrej zimy - sparaliżował przed trzema laty Szczecin. Taki scenariusz może się powtórzyć w innych miastach, bo sieć przesyłowa do nowych nie należy, a nowych elektrowni nie ma.

Czyli szybko rozwijająca gospodarka - paradoksalnie - może być nam nie na rękę, bo to oznacza wzrost zapotrzebowania na prąd. A elektrownia atomowa, która mogłaby sytuacje poprawić na razie jest w fazie planów.

Czyli w ciągu tej kadencji co najwyżej poznamy miejsce, gdzie elektrownia atomowa stanie, jeśli oczywiście protesty ekologów i mieszkańców nie doprowadzą do tego, że nawet perspektywa 10 lat na taką budowę stanie się nierealna.

Co z CO2?

Jest jeszcze coś co w ciągu tych czterech lat wpłynie na obraz polskiej energetyki - ograniczenia dla emisji dwutlenku węgla narzucone przez Unię Europejską.

Te wciąż są w fazie negocjacji. A od tego zależy czy wydobywany w polskich kopalniach węgiel zasili i napędzi naszą gospodarkę, czy naszych sąsiadów na Wschodzie, którzy takim ograniczeniom nie będą podlegali.

jak//gak/k

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • Komentarze (0)

Dodaj Komentarz

Zaloguj się , aby dodać komentarz
Forum jest aktualizowane w czasie rzeczywistym
+0 nowe komentarze

Zasady forum

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN24BiŚ nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Ustawienia

Zamknij ustawienia
Ustawienia zostały zapisane