• rozwiń
    • WIG20 2281.02 +2.01%
    • WIG30 2607.36 +1.85%
    • WIG 59283.11 +1.56%
    • sWIG80 12719.27 +0.11%
    • mWIG40 4251.23 +0.60%

Ostatnia aktualizacja: Wczoraj 17:15

Dostosuj

Początek końca obecnego systemu emerytur?

Początek końca obecnego systemu emerytur?
Foto: TVN24 Foto: Nadchodzą zmiany w emeryturach

Propozycja ministrów finansów i pracy ws. zwiększenia "ZUS-owskiej" części emerytury budzi emocje i w większości krytyczne komentarze. - To początek końca dwufilarowego systemu ubezpieczeń - ocenia Anna Bańkowska, była prezes ZUS. Wicepremier i minister gospodarki Waldemar Pawlak broni projektu: - To dobry pomysł. Nie żałujmy ludziom wyższych emerytur - mówi.

W środę minister finansów Jacek Rostowski oraz minister pracy Jolanta Fedak zapowiedzieli zmiany w polskim systemie emerytalnym, które mogą wejść w życie od lipca 2010 roku. Mają one m.in. polegać na przeniesieniu części składek emerytalnych z otwartych funduszy emerytalnych do ZUS. Do OFE miałoby trafiać 3 proc., zamiast dotychczasowych 7,3 proc., składki. Pozostała część byłaby przekazywana do ZUS na indywidualne konto emerytalne każdego ubezpieczonego.

Pawlak: Chodzi o to, żeby odciążyć budżet

Wicepremier Pawlak uznał, że to rozwiązanie może odciążyć budżet. Zaznaczył, że "fundusze emerytalne będą mniej zarabiać na tej zmianie".

Jeżeli będą z tego tytułu wyższe emerytury, to jest dobry pomysł. Nie żałujmy ludziom wyższych emerytur.

Waldemar Pawlak, wicepremier

- Jeśli dobrze pamiętam, ZUS-owska część stanowiła tę pewniejszą część emerytury, która ma większe gwarancje zachowania dobrej wartości - ocenił wicepremier. - Więc trzymajmy się takiego rozwiązania, które by dawało większe emerytury ludziom, a niekoniecznie większe profity pośrednikom finansowym (funduszom emerytalnym - red.) - dodał.

Jego zdaniem, instytucje finansowe "całkiem nieźle zarabiają na naszych pieniądzach" przy okazji pomnażania ich na przyszłe emerytury. - Chodzi nam o to, żeby w sytuacji kryzysu gospodarczego mniejsze były obciążenia budżetu. Jeżeli będą z tego tytułu wyższe emerytury, to tym lepiej - wyjaśnił.

"Bez różnicy dla emeryta"

Stanowiska rządu bronił też w "Faktach po Faktach" w TVN24 były wiceminister gospodarki, poseł PO - Adam Szejnfeld. - Próby reformy finansów publicznych i zwiększenia bezpieczeństwa pieniędzy przyszłych emerytów trzeba oceniać pozytywnie, nawet, jeśli na początku wydają się kontrowersyjne - przekonywał Szejnfeld. - Te pieniądze będą rewaloryzowane, nie trafią w żadną czarną dziurę - dodał. Tłumaczył, że dla przyszłych emerytów w zasadzie nic się nie zmieni. - OFE 60 proc. tego co dostają od ZUS wydają na obligacje skarbowe, które skarb państwa i tak musi wykupić. Teraz te środki będą co roku rewaloryzowane na kontach ZUS - mówił Szejnfeld. Nie ukrywał, że pomoże to też na obniżenie budżetowej dotacji do ZUS, która spędza sen z powiek rządzących.

"Może zlikwidujmy wszystko"

Takie argumenty nie trafiały do Marka Borowskiego z Socjaldemokracji, byłego ministra finansów. - Po co w ogóle zostawiamy te procent dla OFE. Zabierzmy im wszystko - ironizował Borowski. Według niego ta propozycja pokazuje różnicę między ekonomią a ekonomią polityczną, która istnieć nie powinna.

- Oczekujemy na kilkuletni plan trwałego schodzenia z deficytu a tymczasem naszymi pieniędzmi gra się w kampanii wyborczej. Potrzebny jest program długoletni na stałe, ale ze względu na wyboru minister finansów wykonuje ruchy tymczasowe, a potem nie wiadomo, co będzie i kto się będzie tym martwił - uważa Borowski.

"Zmiany podważą zaufanie do systemu"

Pełen pesymizmu jest też ekspert PKPP Lewiatan Jeremi Mordasewicz, który stwierdził, że propozycja zmian w systemie emerytalnym podważy zaufanie ubezpieczonych do systemu emerytalnego. Zdaniem Mordasewicza tak istotna zmiana systemu emerytalnego powinna być skonsultowana z partnerami społecznymi w Komisji Trójstronnej.

- Pozostawienie przywilejów emerytalnych rolników, górników, służb mundurowych czy niższego wieku emerytalnego kobiet, przy jednoczesnym obniżeniu składki rentowej, pogłębiło deficyt finansów publicznych. Ale nie można ratować budżetu zabierając pieniądze przyszłych emerytów z OFE - powiedział Mordasewicz.

Z kolei Małgorzata Rusewicz z Lewiatana podkreśliła, że decydując się na tak istotną zmianę w przekazywaniu składek emerytalnych, należy odpowiednio przygotować do tego ZUS. Jej zdaniem, jak na razie ta instytucja nie byłaby w stanie sprostać nowemu zadaniu. - Jeżeli pieniądze ubezpieczonych, które zamiast do OFE trafiałyby do ZUS, mają być gromadzone na osobnych kontach, to konieczne jest do tego opracowanie odpowiedniego programu komputerowego, a to wymaga czasu - powiedziała Rusewicz.

Koniec dwufilarowego systemu ubezpieczeń?

W moim przekonaniu jest to działanie pod dyktat ministra finansów, po to, żeby łatać dziurę budżetową i łatać obecny deficyt.

Anna Bańkowska, b. prezes ZUS

Z kolei Anna Bańkowska - była prezes ZUS - oceniła, że przedstawione dziś propozycje ministrów pracy i finansów mogą oznaczać koniec dwufilarowego systemu ubezpieczeń w Polsce. - Te środki, które pozostaną w drugim filarze (w OFE) są za małe, by przysporzyć jakichś zysków na przyszłość, gdyby się udało otwartym funduszom dobrze inwestować. Reszta składki pójdzie na opłaty - ocenia Bańkowska.

Jej zdaniem, powodem proponowanych zmian są doraźne potrzeby budżetu. - W moim przekonaniu jest to działanie pod dyktat ministra finansów, po to, żeby łatać dziurę budżetową i łatać obecny deficyt - powiedziała. - Oby takie działanie nie stało się normą - ostrzegła Bańkowska. - Pierwszym przypadkiem była likwidacja, pod wpływem ministra finansów, funduszu rezerwy demograficznej, a teraz te działania" - powiedziała. "Zanosi się na fiasko reformy emerytalnej - dodała.

Prof. Góra: Gruszki na wierzbie

Współtwórca reformy emerytalnej prof. Marek Góra powiedział zaś, że proponowane zmiany w systemie emerytalnym istotnie ingerują w jego konstrukcję. Jego zdaniem deklaracja minister Fedak, że emerytury będą wyższe, to obiecywanie gruszek na wierzbie.

Minister Jolanta Fedak powinna stać na straży sytemu społecznego, a nie przykładać rękę do jego dewastowania.

prof. Marek Góra

Profesor powiedział, że rozumie, w jak trudnej sytuacji jest minister finansów, który musi poradzić sobie z finansami publicznymi, nie będącymi w najlepszym stanie. Jednak - jak zaznaczył - minister Jacek Rostowski szuka oszczędności nie tam, gdzie należy. - Zmniejszenie strumienia pieniędzy płynącego przez OFE, a zwiększenie ich przepływu przez ZUS rzeczywiście da pozory poprawienia sytuacji finansowej państwa, ale to będą tylko pozory. Ona się polepszy, ale tylko na papierze - wyjaśnił. W jego opinii jest to jedynie "zamiecenie pod dywan" problemu, rodzaj kreatywnej księgowości.

Dostało się też minister pracy. - Minister Jolanta Fedak powinna stać na straży sytemu społecznego, a nie przykładać rękę do jego dewastowania. Teraz zapowiada, że dzięki zmianom emerytury będą wyższe; to obiecywanie gruszek na wierzbie - powiedział. Góra dodał jednak, że dążenie do obniżenia kosztu funkcjonowania takich instytucji jak OFE czy ZUS są godne pochwały i kontynuowania, ale to zupełnie inna kwestia, niż ogłoszone w środę propozycje.

tka//kdj

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • Komentarze (0)

Dodaj Komentarz

Zaloguj się , aby dodać komentarz
Forum jest aktualizowane w czasie rzeczywistym
+0 nowe komentarze

Zasady forum

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN24BiŚ nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Ustawienia

Zamknij ustawienia
Ustawienia zostały zapisane