• rozwiń
    • WIG20 2194.58 -0.57%
    • WIG30 2490.03 -0.77%
    • WIG 58026.68 -0.72%
    • sWIG80 11627.70 +0.15%
    • mWIG40 3749.54 -1.58%

Ostatnia aktualizacja: Dziś 17:15

Dostosuj

Od biednego imigranta z Ukrainy do miliardera. Historia człowieka, który nie znosił reklam

Foto: EPA Foto: Jan Koum został miliarderem sprzedając swoją firmę WhatsApp Facebookowi

Gdy na początku lat 90. przyjechał z Ukrainy do USA, by przeżyć musiał pobierać rządowe bony na żywność. Wczoraj sprzedał swoją firmę Facebookowi za 19 miliardów dolarów.

Historia WhatsApp - firmy, za którą Mark Zuckerberg i spółka wyłożyli 19 mld dol. - zaczyna się niecałe sześć lat temu. To właśnie wtedy Jan Koum rzuca pracę u internetowego giganta Yahoo! rozczarowany tym, jak bardzo firmy z branży zafiksowały się na czerpaniu zysków z reklam.

Odchodząc zabiera ze sobą swojego kolegę Briana Actona i dwa lata później wspólnie zakładają firmę, która całkowicie rezygnuje z reklam jako źródła przychodów. Dzięki tej strategii mogą skoncentrować się na stworzeniu produktu łatwego w użyciu, maksymalnie funkcjonalnego i przyjaznego internautom, a nie na szukaniu nowych sposobów zbierania informacji o użytkownikach, które można potem zaoferować reklamodawcom. Tak powstaje WhatsApp aplikacja do wysyłania krótkich wiadomości tekstowych, z której korzysta obecnie niemal pół miliarda osób na świecie. Jest darmowa, podobnie jak darmowy jest pierwszy rok korzystania z niej. Za każdy następny płaci się zaledwie 99 centów.

Takie podejście się opłaciło, co potwierdza wczorajsza gigantyczna kwota, którą za WhatsApp wyłożył Facebook. Transakcja zrobiła z 38-letniego Kouma i 42-letniego Actona miliarderów. Ten pierwszy dołączy dodatkowo do zarządu spółki Marka Zuckerberga, gdy tylko deal zostanie sfinalizowany.

Trudne początki

Ale życie nie zawsze rozpieszczało Kouma. Na świat przychodzi za komuny w rodzinie ukraińskich Żydów w małej wiosce pod Kijowem.

Dzieciństwo nie pozostaje bez wpływu na jego podejście do biznesu. - Jan dorastał w kraju, gdzie działała tajna policja, a linie telefoniczne były często na podsłuchu. Dlatego tak ceni środki komunikacji, które zapewniają prywatność - mówi dziś Jim Goetz, jeden z partnerów biznesowych Kouma. I rzeczywiście: WhatsApp - w przeciwieństwie do konkurentów - nie zbiera o swoich użytkownikach żadnych informacji, nie przechowuje też ich konwersacji.

Do Stanów Koum przyjeżdża z babcią dopiero w 1992 roku, ale jest im tam ciężko. By przeżyć muszą korzystać przez pewien czas z rządowego programu dożywiania dla ubogich.

Zdolny Jan szybko wydostaje się z biedy. Kończy uniwersytet w San Jose i trafia do Doliny Krzemowej, a konkretnie do Yahoo!, który jest u szczytu swojej potęgi. Tam poznaje Actona, który jest jego przełożonym i mentorem. Wspólnie przeżywają pęknięcie bańki internetowej i uczą się wówczas wiele o branży. Jak pisze "Forbes" Acton staje się najlepszym przyjacielem Kouma - często bywa w jego domu, wspólnie jeżdżą na narty. Wspólnie rzucają też pracę w Yahoo!.

Zanim założą własną firmę, Acton w 2009 roku próbuje jeszcze załapać się do pracy w Facebooku - bezskutecznie.

Pod prąd

Wreszcie stawiają na swoim i tworzą WhatsApp. Idą pod prąd - nie zatrudniają nikogo odpowiedzialnego za promocję czy PR - opierają się tylko na marketingu szeptanym. Produkt jest tak prosty i dobry, że ludzie polecają go sobie wzajemnie. - Podczas, gdy inni szukają poklasku, Jan i Briana go unikają. Nie powiesili nawet logo WhatsApp nad swoim biurem w Mountain View - mówi Goetz.

WhatsApp staje się coraz popularniejszy, szczególnie w Europie. Największym powodzeniem cieszy się tam, gdzie drogie są SMS-y i MMS-y, ponieważ pozwala na znacznie tańszą i szybszą komunikację z bliskimi. Przy okazji nie stosuje reklam, które często są uciążliwe dla użytkowników.

Ta ostatnie cecha odróżni go od nowego właściciela - Facebooka, który swój model biznesowy opiera właśnie na reklamach. Czy zatem i w WhatsAppie pojawią się reklamy? Koum zapewnia, że firma zachowa autonomię i będzie działać niezależnie od nowej spółki-matki. - Nie byłoby partnerstwa pomiędzy naszymi firmami, gdybyśmy musieli zrezygnować z kluczowych wartości, które definiują naszą firmę, naszą wizję i nasz produkt - podkreśla.

Kontrakt, jaki zawarł z Facebookiem, podpisał w symbolicznym miejscu - ośrodku pomocy społecznej, gdzie na początku swojego pobytu w USA pobierał bony żywnościowe.

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • Komentarze (0)

Dodaj Komentarz

Zaloguj się , aby dodać komentarz
Forum jest aktualizowane w czasie rzeczywistym
+0 nowe komentarze

Zasady forum

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN24BiŚ nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Ustawienia

Zamknij ustawienia
Ustawienia zostały zapisane