• rozwiń

Łukaszenka do Putina: nie padnę na kolana

Łukaszenka do Putina: nie padnę na kolana
Foto: TVN24 Foto: To kolejny spór na linii Mińsk-Moskwa. Tym razem zakręcony może zostać kurek z gazem

- Nie pojadę i na kolana się nie rzucę - odpowiedział białoruski prezydent na sugestię osobistej wizyty na Kremlu. Do Moskwy pojechała delegacja białoruskiej spółki Biełtransgaz, aby z przedstawicielami Gazpromu uregulować problem dostaw gazu na Białoruś.

Niedawna wizyta premiera Białorusi (Siarhieja Sidorskiego) w Moskwie była dla niego poniżająca. Powiedziałem mu, by więcej tam nie jeździł. Mnie też sugerowano, że powinienem pojechać na Kreml i rzucić się na kolana. Nie pojadę i na kolana się nie rzucę. (...) Po raz pierwszy pozwalam sobie powiedzieć o tym głośno: Rosja nie tylko chce sprywatyzować poszczególne przedsiębiorstwa, a nawet przejąć je za darmo; oni chcieli sprywatyzować cały kraj.

Aleksandr Łukaszenka

Prezydent Białorusi Alaksandr Łukaszenka obiecał, że Rosja otrzyma w ciągu najbliższych dni 460 mln dolarów. Tyle wynosi białoruski dług za rosyjski gaz. Jednocześnie znowu gwałtownie zaatakował Kreml za politykę wobec Mińska. - Poleciłem dziś, by wzięto z rezerw te pieniądze i zapłacono 460 mln dolarów - powiedział Łukaszenka. - Oczywiście, ogałacamy się z rezerw, lecz nasi dobrzy przyjaciele, w tym Hugo Chavez (prezydent Wenezueli), a także banki komercyjne są gotowe przyznać nam kredyt na korzystnych warunkach - oświadczył. - Także zachodnie banki gotowe są udostępnić nam zasoby - dodał. Prezydent ujawnił, że Rosja zaoferowała Białorusi kredyt na 8,5 proc. w skali roku, co - jak zaznaczył - jest dla jego kraju nie do przyjęcia.

Łukaszenka zarzucił Rosji, że chce ona sprywatyzować nie tylko poszczególne białoruskie przedsiębiorstwa, lecz całą Białoruś.

Władze rosyjskiego koncernu zadeklarowały, że czują się "uspokojone" obietnicą Mińska, że spłaci zadłużenie za gaz. Wyraziły nadzieję, że rozwiązanie sporu finansowego nastąpi w piątek przed godziną 10 czasu rosyjskiego (8 czasu polskiego). Na tę godzinę Gazprom zapowiadał zmniejszenia niemal o połowę dostaw gazu dla Białorusi z powodu długu. - Obetniemy dostawy o 45 proc., lecz w pełni utrzymamy dostawy do Europy idące tranzytem przez Białoruś - oznajmił rzecznik koncernu Siergiej Kuprijanow.

W poniedziałek szefowie rządów Rosji i Białorusi Michaił Fradkow i Siarhiej Sidorski nie doszli do porozumienia w sprawie wysokości i warunków kredytu stabilizacyjnego, który Moskwa zgodziła się przyznać Mińskowi m.in. na pokrycie rosnących kosztów importu rosyjskiego gazu ziemnego i ropy naftowej.

O przyznanie kredytu stabilizacyjnego na sumę 1,5 mld dolarów Białoruś zwróciła się do Rosji w lutym. Swoją prośbę uzasadniła wzrostem ceny rosyjskiego gazu z 46,70 do 100 USD za 1000 metrów sześciennych oraz wprowadzeniem przez władze Rosji cła eksportowego na ropę dostarczaną na Białoruś w wysokości 53 dolarów za tonę.

Akceptując podwyżkę ceny rosyjskiego gazu od 1 stycznia 2007 r. władze w Mińsku ustaliły z Gazpromem, że w pierwszym półroczu będą płacić tylko 55 proc. ceny paliwa. Pozostałe zadłużenie miało być uregulowane w terminie późniejszym, po otrzymaniu od Rosjan pieniędzy za udziały w Biełtransgazie. Termin ten upłynął 23 lipca. Od tego czasu Rosja i Białoruś prowadzą negocjacje w sprawie spłaty tego długu.

Negocjując nowe warunki dostaw rosyjskiego gazu w ostatnich godzinach 2006 roku Białoruś zgodziła się odsprzedać rosyjskiemu koncernowi za 2,5 mld USD połowę udziałów w Biełtransgazie. Transakcja ma być zamknięta w 2010 roku. W czerwcu Gazprom przejął 12,5 proc. papierów, płacąc 625 mln dolarów.

Czwartkowe "Wiedomosti" podały, że rosyjski monopolista gazowy sugerował władzom w Mińsku, że skłonny jest odroczyć zaległe płatności za gaz w zamian za aktywa interesujące stronę rosyjską. Dziennik powołał się na źródła zbliżone do białoruskiego rządu i Gazpromu. Przytoczony przez gazetę analityk banku inwestycyjnego "Trojka Dialog" Walerij Niestierow nie wykluczył, że rosyjskiemu monopoliście może chodzić o 25 proc. lub więcej akcji Biełtransgazu.

Natomiast Alaksandr Milinkiewicz, lider białoruskiego ruchu opozycyjnego "O wolność", komentując spór gazowy na linii Moskwa-Mińsk, oskarżył prezydenta Alaksandra Łukaszenkę o "przestępczy, tajny handel, który prowadzi do wyprzedaży bogactwa narodowego i utraty suwerennności".

Były kandydat na prezydenta Białorusi przypomniał, że "zarówno ludność, jak i przedsiębiorstwa już dawno płacą rynkowe ceny za gaz, a wynegocjowana w Rosji różnica w cenach pozostaje w rękach wąskiego kręgu pozostających przy władzy urzędników".

Białoruś jest szlakiem tranzytowym dla 20 procent eksportu Gazpromu, głównie do Polski i Niemiec. Rosyjski koncern dostarcza jedną czwartą gazu zużywanego w krajach Unii Europejskiej.

W styczniu spór Moskwy i Mińska sprawił jednak, że przerwano na trzy dni dostawy rosyjskiej ropy do Polski i Niemiec.

Po zapowiedziach Gazpromu zareagowała więc strona polska: - Polska "nie przyjmuje do wiadomości", że w związku z konfliktem między firmami białoruskimi a Gazpromem, do naszego kraju mógłby przestać płynąć gaz - mówił w środę minister gospodarki Piotr Woźniak. Dodał, że Polska domaga się wypełnienia umów dotyczących dostaw gazu z Rosji.

Eksperci rynku gazowego uspokajają, że zmniejszenie dostaw gazu dla Białorusi nie powinno odbić się na polskiej gospodarce, a w każdym razie nie będzie tak groźne, jak zimą.

O szybkie i przyjazne rozwiązanie sporu zaapelowała do rosyjskiego koncernu Gazprom i władz Białorusi Komisja Europejska. KE rozważa zwołanie na przyszły tydzień spotkania unijnych ekspertów ds. energii.

mon

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • Komentarze (0)

Dodaj Komentarz

Zaloguj się , aby dodać komentarz
Forum jest aktualizowane w czasie rzeczywistym
+0 nowe komentarze

Zasady forum

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN24BiŚ nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Ustawienia

Zamknij ustawienia
Ustawienia zostały zapisane