• rozwiń
    • WIG20 2164.75 -0.41%
    • WIG30 2451.42 -0.51%
    • WIG 57024.61 -0.48%
    • sWIG80 11449.24 -0.03%
    • mWIG40 3636.71 -0.92%

Ostatnia aktualizacja: Wczoraj 17:15

Dostosuj

Kto nie kupił nowych samolotów dla VIP-ów?

Kto nie kupił nowych samolotów dla VIP-ów?
Foto: TVN24 Foto: Polskie VIP-y nie mają czym latać

Polskie VIP-y "od zawsze" mają problemy z samolotami. Rządowa flota to maszyny odziedziczone po PRL-u, i choć od dawna wiadomo, że pilnie trzeba ją wymienić, to polityczne kolejne ekipy - bez wyjątku - boją się wrzasku tabloidów, że niepotrzebnie wydają pieniądze podatników na swe luksusy.

Obsługującego rząd i Kancelarię Prezydenta 36. Pułk Lotnictwa Specjalnego to niemal muzeum. Dwie maszyny Tu-154M trafiły do niego krótko po objęciu władzy przez rząd Tadeusza Mazowieckiego - w końcu 1990 roku. Decyzję o ich zakupie podjęto oczywiście dużo wcześniej, w roku 1988. Mniejsze samoloty Jak-40 zaczęły latać jeszcze przed Sierpniem '80 - do eksploatacji weszły między kwietniem 1979 a lipcem 1980 roku. najnowsze samoloty to trzy małe PZL M28B Bryza z lat 2002-04.

Najstarszy śmigłowiec Mi-8 pochodzi z roku 1973 (!), kolejnych kilka jest o cztery lata młodszych. Do tego trzy PZL W-3 Sokół z lat dziewięćdziesiątych i jeden Bell 412, kupiony na papieską pielgrzymkę w 1991 roku.

W praktyce do lotów zdatne są trzy samoloty Jak-40 i trzy śmigłowce W-3 Sokół. Reszta, ze względu na konieczne remonty i usterki, jest "uziemiona".

Niesprawne skrzydła

Od drugiej połowy lat dziewięćdziesiątych samoloty zaczęły stwarzać mniej lub bardziej dotkliwe problemy: od zmuszenia w 1999 roku delegacji marszałek Senatu Alicji Grześkowiak do lądowania w Arabii Saudyjskiej (gdzie kobiet nie tylko u władzy, ale nawet przy urnach wyborczych w owym czasie nie tolerowano), przez ognisty start premiera Leszka Millera na lotnisku w Norymberdze w 2001 r. i prawdziwą katastrofę śmigłowca z premierem na pokładzie w 2003 roku, po awarię maszyny i konieczność czarterowania mongolskiego samolotu w czasie prezydenckiej podróży w roku 2008.

Od połowy lat dziewięćdziesiątych przymierzano się do zakupów nowych maszyn. Poważne plany były w roku 1997, ale kampania wyborcza i wydatki związane z wielką powodzią powstrzymały ówczesny rząd przed rozpisaniem przetargu. O zakupach myślał i następny rząd AWS-UW - ale na tym się skończyło. Konkrety pojawiły się dopiero za czasów premiera Leszka Millera - i to jeszcze zanim on sam przeżył katastrofę.

"Zakup jest niezbędny"

W komunikacie po posiedzeniu rady ministrów z 23 kwietnia 2002 r. znalazło się stwierdzenie, że w związku z zakończeniem okresu eksploatacyjnego samolotów Jak-40, a także z powodu zużycia eksploatacyjnego samolotów pozostających w służbie, zakup nowych maszyn do przewozu najwyższych władz państwa jest niezbędny. Rząd SLD przetarg ogłosił, a potem anulował.

Kolejny szef resortu obrony narodowej Radosław Sikorski ogłosił, że rząd rząd Kazimierza Marcinkiewicza przeznacza na samoloty dla najważniejszych osób w państwie 100 mln zł, co ma wystarczyć na zakup sześciu maszyn. Miało to nastąpić przed końcem jego kadencji. Przetarg ogłosiła Agencja Mienia Wojskowego już w grudniu 2007 roku.

Sikorski ministrem był krótko, a jego następca Aleksander Szczygło pól roku później przetarg unieważnił. Stało się to tuż przed upływem terminu składania ofert, bo - jak podano - "w warunkach przetargu i kryteriach oceny wykryto poważne wady". Nieoficjalnie mówiono o faworyzowaniu jednego z możliwych oferentów. MON pod kierunkiem Szczygły pracował nad założeniami nowego przetargu, ale do następnych, przyspieszonych wyborów w roku 2009 nie udało mu się ich przygotować.

Rejsowym tylko raz

Nowy premier Donald Tusk na początku swego urzędowania mówił, że w swych podróżach zamierza korzystać z samolotów rejsowych. Nawet do USA udał się właśnie zwykłym lotem, ale stało się tak tylko raz. Jeszcze w grudniu 2008 roku poprosił trzy firmy o złożenie ofert na samoloty, potem przygotowano założenia nowego przetargu - ostatecznie przez rok go nie ogłoszono.

Na początku roku 2009 minister obrony Bogdan Klich zapowiedział zaś, że w ciągu roku polscy politycy będą dysponować nowymi samolotami. Tym razem jednak nie padło słowo "kupno".

Rychło okazało się, że minister na myśli miał bardzo szczególne rozwiązanie: wynajęcie od PLL LOT maszyn Embraer 175. W ten sposób rząd piekłby dwie pieczenie na jednym ogniu: i miałby czy latać, i wspomógłby - bez przetargu - swą przeżywającą kłopoty firmę.

Embraery w służbie rządu

Mimo kłopotów formalnych i krytyki ze strony opozycji i ekspertów lotniczych dwa embraery, przemalowane na "rządowe" barwy, wchodzą właśnie do eksploatacji: po raz pierwszy premier Donald Tusk poleciał do Brukseli 9 czerwca.

Maszyny tego typu nie rozwiązują problemów VIP-owskich lotów: mają mały zasięg, który nie pozwala na lot za Atlantyk czy bezpośrednio do Afganistanu, gdzie polscy politycy podróżują często. Poza tym są tylko dwa, zaś w przyszłym roku Polska obejmuje przewodnictwo w Unii Europejskiej, co zapewne zwiększy liczbę podróży.

//sk

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • Komentarze (0)

Dodaj Komentarz

Zaloguj się , aby dodać komentarz
Forum jest aktualizowane w czasie rzeczywistym
+0 nowe komentarze

Zasady forum

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN24BiŚ nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Ustawienia

Zamknij ustawienia
Ustawienia zostały zapisane