• rozwiń
    • WIG20 2357.99 -0.26%
    • WIG30 2689.55 -0.18%
    • WIG 59825.36 -0.26%
    • sWIG80 10992.69 +0.24%
    • mWIG40 4082.38 +0.06%

Ostatnia aktualizacja: Dziś 15:36

Dostosuj

Kreml nie chce obserwatorów

Rosyjski gaz miał popłynąć przez Ukrainę na Zachód już dziś wieczorem. Miał, ale nie popłynie. Powód? Rosja odrzuciła propozycję UE w sprawie wysłania na jej terytorium i na Ukrainę unijnych obserwatorów, którzy mieli monitorować konflikt gazowy. Dlaczego? Bo Unia nie zgodziła się by wśród obserwatorów byli Rosjanie.

Wcześniej z informacji przekazanej przez Bogdana Sokołowskiego, przedstawiciela ukraińskiego prezydenta Wiktora Juszczenki wynikało, że Ukraina i Rosja zgodziły się na przyjazd w piątek międzynarodowych obserwatorów. A właśnie to było warunkiem Gazpromu, by odkręcić kurki przy rurach prowadzących przez Ukrainę na Zachód.

Putin obwinia Komisję Europejską

Niestety informacje te okazały się chybione, a przywrócenie dostaw gazu na zachód stanęło pod znakiem zapytania. - Niestety nie mogę podać daty, kiedy zostaną wznowione dostawy gazu do Unii Europejskiej - stwierdził unijny komisarz ds. energii Andris Piebalgs, po spotkaniu z przedstawicielami Gazpromu i władz rosyjskich. - Będziemy kontynuować pracę, rozmowy. Krótkoterminowym celem pozostaje przywrócenie dostaw - dodał.

Jak podkreślił Piebalgs, w piątek unijni obserwatorzy ds. gazu pojadą jedynie na Ukrainę. Rosjanie domagali się bowiem, aby w skład międzynarodowej delegacji obserwatorów znajdowali się także Rosjanie. - Powiedziałem stronie rosyjskiej, że jesteśmy gotowi na wszelką współpracę z ich strony. Ale nie zgadzamy się na to, żebyśmy my mieli zmuszać Ukrainę do przyjęcia obserwatorów rosyjskich. To nie należy do nas - powiedział Piebalgs.

Zdaniem rosyjskiego premiera Władymira Putina, to Komisja Europejska jest odpowiedzialna za fiasko porozumienia w sprawie wysłania obserwatorów. Według szefa rosyjskiego rządu, KE powołując się na brak mandatu, odmówiła przyjęcia dokumentu, podpisanego już przez Rosjan - informuje agencja dpa i dodaje, że wersja ta jest sprzeczna ze stanowiskiem UE, według którego to Rosja nie chce wysłania obserwatorów.

Moskwa stawia warunki

Strona rosyjska stawia także inne warunki. - Dostawy rosyjskiego gazu do Europy zostaną wznowione po zawarciu umowy tranzytowej z Ukrainą - oświadczył prezydent Dmitrij Miedwiediew w czasie rozmowy telefonicznej z prezydentem Bułgarii Georgim Pyrwanowem.

Nowa umowa zostanie podpisana jednak tylko jeżeli strony porozumieją się co do wysokości opłat za tranzyt gazu. Wstrzemięźliwe stanowisko w tej sprawie zajął też premier Putin. - Jesteśmy gotowi płacić rynkową stawkę za tranzyt pod warunkiem, że ukraińscy partnerzy będą płacić rynkową cenę za sam produkt - powiedział Putin na spotkaniu z dziennikarzami w swojej rezydencji w Nowo-Ogariowie koło Moskwy. - Uważamy, że Ukraina powinna płacić rynkową cenę, ponieważ nie wypełniła poprzednich warunków - podkreślił. - Nigdy nie uchylaliśmy się od kontaktów z naszymi ukraińskimi partnerami na każdym szczeblu. Jesteśmy w pełnym kontakcie, otwarci na negocjacje - zaznaczył Putin.

Szefowie rosyjskiego Gazpromu i ukraińskiego Naftohazu, Aleksiej Miller i Ołeh Dubyna będą mieli do tego okazję już wkrótce. Z Brukseli razem polecą do Soczi, nad Morzem Czarnym gdzie będą prowadzić negocjacje. Przebywa tam prezydent Rosji.

O jakie stawki chodzi?

Rosja chce otrzymywać 250 dolarów za 1 tys. metrów sześciennych gazu. Ukraina uważa, że to za dużo. W zeszłym roku płaciła 180 dolarów.

Jeżeli natomiast chodzi o tranzyt, obecna umowa między Naftohazem, a Gazpromem przewiduje tranzyt gazu po cenie 1,6 dol. za tysiąc metrów sześciennych na dystansie stu kilometrów. Ukraińcy chcą otrzymywać 1,7 dolara.

Wojna na oskarżenia

Wcześniej przez cały dzień padały wzajemne oskarżenia Gazpromu i Naftohazu, jednak doszło do krótkiego spotkania przedstawicieli obu firm. A Unia czeka na gaz i się niecierpliwi. Wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Guenter Verheugen, ponownie wezwał Rosję do wypełnienia swoich zobowiązań dotyczących dostaw gazu do Europy.

- Unia Europejska staje się ofiarą konfliktu, w który nie jest zaangażowana - stwierdził Verheugen.

Grupy Wyszehradzka radzi

Tymczasem w Bratysławie zakończyło się spotkanie związane z gazowym kryzysem z udziałem czterech premierów państw Grupy Wyszehradzkiej. Do Bratysławy przyjechali premierzy: Polski, Węgier, Słowacji i Czech - przewodniczących w tym półroczu pracom Unii Europejskiej. W rozmowach uczestniczył też szef Komisji Europejskiej Jose Manuelem Barroso.

Premier Donald Tusk, który przyjechał do Bratysławy prosto z urlopu w Dolomitach, po spotkaniu wyraził nadzieję na szybkie zakończenie konfliktu. - Jestem przekonany, że najbliższe dni przyniosą rozwiązanie tej sytuacji - powiedział tylko. CZYTAJ WIĘCEJ O SPOTKANIU

Europa bez gazu

Rosyjsko-ukraiński konflikt trwa, a jego skutki coraz silniej zaczynają odczuwać inne kraje. Całkowicie lub częściowo zostały wstrzymane dostawy rosyjskiego gazu m.in. na Słowację, do Czech, Niemiec, Węgier, Włoch, Austrii, Rumunii, Polski, Bułgarii, Grecji, Macedonii, Chorwacji, Bośni i Hercegowiny i Turcji. Większość dotkniętych kryzysem krajów ogranicza zużycie gazu i uruchamia rezerwy.

ram/bgr//mat

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • Komentarze (0)

Dodaj Komentarz

Zaloguj się , aby dodać komentarz
Forum jest aktualizowane w czasie rzeczywistym
+0 nowe komentarze

Zasady forum

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN24BiŚ nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Ustawienia

Zamknij ustawienia
Ustawienia zostały zapisane