• rozwiń
    • WIG20 2233.87 +0.35%
    • WIG30 2531.47 +0.32%
    • WIG 58751.67 +0.22%
    • sWIG80 11571.42 -0.14%
    • mWIG40 3746.86 -0.06%

Ostatnia aktualizacja: Wczoraj 17:15

Dostosuj

Komisja Europejska traci cierpliwość do polskich stoczni

Komisja Europejska traci cierpliwość do polskich stoczni
Foto: TVN24 Foto: Inga Rosińska o sytuacji polskich stoczni

- Polski rząd ma niecały miesiąc na dostarczenie informacji o restrukturyzacji stoczni Gdańsk i Szczecin. W przeciwnym razie zakładom grozi odebranie pomocy publicznej - zapowiedział rzecznik KE ds. konkurencji Jonathan Todd. Taka decyzja jest równoznaczna z bankructwem obu stoczni, których nie stać na zwrócenie kwot idących w setki milionów, a nawet przekraczających miliard złotych.

Todd ostrzegł w czwartek, że cierpliwość KE jest na wyczerpaniu, dlatego 26 maja wysłała ona do Polski list z żądaniem udzielenia wyczerpujących informacji w ciągu miesiąca. - Jeśli nie dostaniemy informacji dotyczących restrukturyzacji, KE będzie musiała ocenić sytuację na podstawie informacji, które ma obecnie - oświadczył Jonathan Todd.

- Jeśli polskie władze przedstawią w bardzo krótkim czasie wiarygodne i konkretne rozwiązania, które będą natychmiast wdrożone, by zapewnić długoterminową rentowność obu stoczni, oczywiście przeanalizujemy je, przed podjęciem decyzji - dodał jednak.

Stoczniom w Gdyni i Szczecinie grozi bankructwo, bo - jak dowiaduje się TVN24 - Komisja Europejska żąda zwrotu udzielonej im pomocy publicznej. - Taką decyzję ma w połowie czerwca podjąć Komisja Europejska - dowiedziała się TVN24. Dla stoczni, zatrudniających w sumie 10 tysięcy osób, może to oznaczać bankructwo.

Pawlak wini PiS

Winą za taką sytuację wicepremier, minister gospodarki Waldemar Pawlak zrzuca na poprzednią ekipę rządową. - Rząd Jarosława Kaczyńskiego zaniedbał procesy przekształceń w stoczniach, do czego był zobowiązany umowami z Komisją Europejską - twierdzi wicepremier i jednocześnie minister gospodarki Waldemar Pawlak.

- Mam nadzieję, że do końca czerwca uda się sprywatyzować stocznie Gdynia i Szczecin. Liczę, że ministrowi Gradowi uda się skutecznie te procesy przeprowadzić - powiedział Waldemar Pawlak w "Sygnałach dnia". Jego zdaniem znalezienie inwestora i prywatyzacja to ostatnia szansa stoczni na uniknięcie bankructwa.

Nagła podróż w obronie stoczni, związkowcy w pogotowiu

Minister skarbu Aleksander Grad jeszcze w czwartek może polecieć do Brukseli, by rozmawiać o przyszłości stoczni w Szczecinie i Gdyni – dowiedziała się TVN CNBC Biznes ze źródła zbliżonego do kierownictwa Ministerstwa Skarbu Państwa. - Minister wyraził gotowość pilnego spotkania, czekamy na odpowiedź Komisji Europejskiej – poinformowało TVN CNBC Biznes to źródło.

Związkowcy Stoczni Gdynia zapowiadają, że będą bronić swoich miejsc pracy. Przypominają, że ostrzegali iż proces związany z prywatyzacją zakładu idzie w złym kierunku. - To żadne zaskoczenie, bo KE dużo, dużo wcześniej sygnalizowała, że proces prywatyzacji ma być zakończony do czerwca tego roku, ministerstwo o tym doskonale wiedziało. Myśmy ostrzegali trzy miesiące temu, że proces idzie w niewłaściwym kierunku i mogą być tego skutki – powiedział szef „S” Stoczni Gdynia Dariusz Adamski.

Dodał, że związkowcy zażądali interwencji premiera w tej sprawie, gdyż ich zdaniem tylko interwencja na takim szczeblu mogłaby poskutkować. - Pan premier się do tej pory nie raczył odezwać, wiem że jest planowana wizyta ministra Grada w Brukseli z prośbą o kontynuację procesu. A my? Cóż, my cicho umierać nie będziemy na pewno – podkreślił Dariusz Adamski.

Poinformował, że na 11 czerwca zwołano zgromadzenie całej Sekcji Krajowej Przemysłu Okrętowego „S”. - Myślę, że decyzje o formach protestu zapadną, nie o tym czy będzie, tylko o formach protestu – zaznaczył związkowy lider.

Komisarz grozi

Wypowiedzi Jonathana Todda następuje po tym jak unijna komisarz ds. konkurencji Neelie Kroes zakończyła analizę sytuacji w obu polskich stoczniach. Jej wnioski mmuszą zostać zamienione w oficjalną decyzję przez kolegium unijnych komisarzy. Badanie, czy pomoc polskiego rządu dla w sumie trzech stoczni jest zgodna z unijnym prawem, trwało ponad trzy lata.

Stocznia Gdynia i Stocznia Szczecińska muszą zwrócić 1,3 mld euro

stocznie

Zdaniem ekspertów od konkurencji KE obie stocznie muszą zwrócić nielegalnie otrzymaną pomoc. Polscy dyplomaci w Brukseli już zawiadomili o tym władzę w Warszawie. Rząd zastanawia się, co zrobić, bo tym razem trudno liczyć na jego odroczenie.

Chodzi o miliardy złotych, które "kolebki Solidarności" otrzymały z budżetu państwa już po naszym wejściu do Unii. Pieniądze miały zagwarantować bankrutującym zakładom samodzielne funkcjonowanie i długoterminową rentowność.

Według danych Komisji z lipca 2007 roku całość pomocy dla trzech stoczni, która może być uznana za nielegalną, to 1,3 mld euro.

Bruksela traci cierpliwość

Przez trzy lata rozmów Komisja ostrzegała, że warunkiem łagodniejszego potraktowania są wiarygodnie plany restrukturyzacji i redukcja mocy. Jednak w Komisji Europejskiej można było usłyszeć, że Polska nie angażuje się wystarczająco w rozmowy, a kolejne rządy oraz same stocznie, lekceważą sprawę licząc na to, że Bruksela nie odważy się podnieść ręki na polskie stocznie, czyli "kolebkę Solidarności".

Rzeczywiście, w Brukseli rzadko kiedy, w podobnych przypadkach rozmowy toczą się tak długo, a Komisja odbywa aż tyle spotkań z zainteresowanymi stronami. Sprawą polskich stoczni interesował się osobiście Przewodniczący Komisji Jose Manuel Barroso.

Już rok temu, 18 kwietnia 2007 r. komisarz ds. konkurencji Neelie Kroes ostrzegała, że prywatyzacja to "pilna sprawa". Jak podkreślała "same obietnice nie wystarczą, potrzebny jest realny postęp".

Bez pomysłu

A żadna z dotychczasowych ekip rządzących nie miała pomysłu, co zrobić ze stoczniami. Do tej pory udało się sprywatyzować Stocznię Gdańsk, którą pod koniec ubiegłego roku za 400 mln zł kupiła spółka ukraińskiego koncernu Donbas. Ukraińcy liczyli się z możliwością zwrotu pomocy, ale według ostatnich doniesień jest to aż 700 mln zł - trzy razy więcej niż szacowano na początku.

Jednak Komisja Europejska nie zakończyła jeszcze jej analizy sytuacji. Długo wydawało się też, że stocznie gdyńska i szczecińska są w znacznie lepszej sytuacji niż Stocznia Gdańska.

Obie miał kupić Amber - spółka zależna kapitałowo od notowanego na giełdzie przedsiębiorstwa Złomrex - jednego z największych w Polsce dostawców złomu, a także producenta i dystrybutora wyrobów hutniczych. Jednak przed kilkoma tygodniami spółka, twierdząc, że stocznie nie będą rentowne, rozmyśliła się i wycofała z negocjacji.

Minister skarbu Aleksander Grad obawiał się, że Złomrex liczy, że kupi taniej masę upadłościową, gdy Bruksela ogłosi decyzję o odebraniu prawa do pomocy.

Inga Rosińska, mkg/pra,iga, mwr/mlas

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • Komentarze (0)

Dodaj Komentarz

Zaloguj się , aby dodać komentarz
Forum jest aktualizowane w czasie rzeczywistym
+0 nowe komentarze

Zasady forum

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN24BiŚ nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Ustawienia

Zamknij ustawienia
Ustawienia zostały zapisane