• rozwiń
    • WIG20 2205.88 -0.28%
    • WIG30 2495.59 -0.18%
    • WIG 57856.64 -0.22%
    • sWIG80 11416.88 -0.32%
    • mWIG40 3669.35 +0.55%

Ostatnia aktualizacja: Dziś 14:39

Dostosuj

Euro nie spadnie nam z nieba

Euro nie spadnie nam z nieba
Foto: sxc.hu Foto: Kurs złotego - obecnie najbardziej chwiejnej waluty w regionie - musi się ustabilizować zanim pomyślimy o euro

Rząd podkreśla w opublikowanym we wtorek programie konwergencji, czyli spełnienia kryteriów umożliwiających przyjęcie przez Polskę wspólnej waluty, że celem naszego kraju i jednym z priorytetów rządu jest integracja ze strefą euro. W rządowym programie nie pada jednak żadna data. Dlaczego?

Powód jest ważny: kurs wymiany złotego na euro powinien odpowiadać sytuacji gospodarczej naszego kraju. Wiemy, że Polska przed kryzysem "uciekła do przodu", ale trudno przewidzieć, jak rozwinie się sytuacja gospodarcza na świecie.

Czy recesja będzie miała "drugie dno" - ja twierdzą jedni ekonomiści. A może po kryzysie finansowym nastąpi kolejny wynikający z niewypłacalności takich potęg jak USA, Japonia czy Wielka Brytania - jak sądzą inni. Prognozy nadal przypominają wróżenie z fusów, a tym bardziej prognozy kursów walutowych. Zaś ustalenie kursu wymiany złotego na euro to sprawa o kluczowym znaczeniu.

Zbyt "drogi" złoty mógłby spowodować, że produkcja towarów w Polsce byłaby mniej konkurencyjna. Zahamowałoby to na wiele lat napływ inwestycji i utrudniło eksport. Z kolei jeśli złoty zostanie wyceniony zbyt "tanio", wówczas po przyjęciu euro całe społeczeństwo zubożeje - przynajmniej w relacji do społeczeństw zachodnich - a równocześnie grozić nam może szybki wzrost cen.

Euro za 3, czy za 4 złote?

Przedstawiciele Ministerstwa Finansów jeszcze przed wybuchem globalnego kryzysu finansowego podawali, że kurs wymiany powinien zostać ustalony w przedziale 3-4 zł za euro. Po pierwsze, to bardzo szeroki przedział, a po drugie kryzys finansowy spowodował, że złoty stał się jedną z najbardziej chwiejnych walut z grupy rynków wschodzących.

Choć wszyscy wieszczą, że w długim terminie złoty będzie sporo zyskiwał na wartości, to nikt nie jest w stanie przewidzieć kiedy to nastapi. Nadal bowiem nie wiadomo, kiedy sytuacja gospodarcza na świecie się ustabilizuje.

Czy wąż zjadłby nasze rezerwy?

Żeby Polska przyjęła euro, musi zostać ustalony kurs wymiany, a następnie złoty, znajdzie się w "wężu walutowym", czyli mechanizmie ERM2. Wtedy jego kurs będzie mógł się wahać o nie więcej niż 15 proc. w górę lub w dół w stosunku do ustalonego kursu.

Tak, jak niemożliwe jest obecnie rozsądne przyjęcie kursu wymiany, tak tym bardziej nie jest możliwa deklaracja ze strony NBP, że będzie on w stanie "obronić" ten przedziału wahań. Bank centralny musi użyć do tego swych rezerw, a gdy kurs okaże się niestabilny musiałby wydać ogromne pieniądze, żeby kupować bądź sprzedawać waluty - i zawsze dzieje się to dla niego ze stratą.

Rząd deklaruje w "Programie Konwergencji", że okres w którym złoty będzie w wężu walutowym powinien być jak najkrótszy. Do tej pory z reguły były to dwa lata - ale rząd może negocjować z Komisją Europejską jego skrócenie. To dopiero przed nim.

Wiceminister finansów Dominik Radziwiłl powiedział TVN CNBC Biznes, że Polska mogłaby wejść do ERM2 w 2013 roku, gdy juz finanse publiczne osiągną stabilność. Biorąc pod uwagę, że w mechanizmie złoty musiałby być przez dwa lata, oznaczałoby to przyjęcie euro w 2015 roku.

Deficyt - głupcze!

Polska przede wszystkim musi spełniać formalne warunki, czyli kryteria traktatu z Maastricht, żeby zastąpić złotego europejską walutą euro.

O ile jeszcze kilka lat temu największym problemem była inflacja, obecnie jest nim deficyt finansów publicznych. Nie może on przekraczać 3 proc. PKB, a nasz urósł już w zeszłym roku do 7,2 proc. PKB. Według "Programu Konwergencji" Polska chce zmniejszyć deficyt poniżej 3 proc. PKB w 2012 roku, jeśli wzrost gospodarczy będzie szybszy i wyniesie w tym roku 3 proc. Ale może to nastąpić dopiero w 2013 roku, jeśli gospodarka polska będzie w słabszej formie. To zaś zależy głównie od sytuacji gospodarczej na świecie.

Spór o konstytucję

Ostatni z wymienionych powód braku daty w rządowym programie też nie jest mało istotny. Bo do naszej konstytucji trzeba wpisać, że to Europejski Bank Centralny, a nie NBP odpowiada za polski - czyli ogólnoeuropejski pieniądz. Do zmiany konstytucji potrzebna jest zgoda polityczna. Tej natomiast nie ma.

"Wskazane warunki nie zostały do chwili obecnej spełnione, co uniemożliwia wyznaczenie nowej wiarygodnej daty przyjęcia przez Polskę euro. Intencją rządu jest jednak możliwie szybkie i jednocześnie bezpieczne wprowadzenie euro w Polsce" - napisał rząd w programie.

Zaktualizowany "program konwergencji" miał być zatwierdzony już tydzień temu, zaraz po tym jak premier przedstawił program reformy finansów. Jednak koalicyjne PSL sprzeciwiło się zapisom mówiącym o reformie KRUS i włączeniu bogatych rolników do powszechnego systemu podatkowego. Program został więc zmieniony i ostatecznie rząd zaaprobował go trybie obiegowym w poniedziałek i od razu wysłał do Brukseli.

Co więc rząd zamierza zrobić, żeby Polska weszła kiedyś do strefy euro? Przeprowadzić plan oszczędności i reform - czyli przedstawiony przez premiera 10 dni temu "Plan Rozwoju i Konsolidacji Finansów". A więc: wprowadzić reguły ograniczania wydatków budżetowych, przyspieszyć prywatyzację, zliberalizować gospodarkę, doprowadzić do zwiększenia zatrudnienia, aktywności zawodowej, przeprowadzić reformy systemu emerytalnego oraz zwiększyć wydatki inwestycyjne, zwłaszcza na infrastrukturę, naukę i rozwój.

A deklaracje, kiedy przyjmiemy euro, rząd będzie składał, kiedy nadejdą lepsze czasy.

ram/sk

Ustawienia

Zamknij ustawienia
Ustawienia zostały zapisane