• rozwiń

Dobry czas na własne "M"

Dobry czas na  własne "M"
Foto: sxc.hu Foto: Pojawia się znacznie więcej argumentów, by mieszkania szukać już teraz

Po kilku miesiącach zaostrzonej polityki banków, kredyt w złotych na całą nieruchomość można już uzyskać bez większych problemów, a ceny mieszkań nadal spadają. W pierwszym półroczu mieszkanie kupimy nawet o 15 proc. taniej - przewidują eksperci. To najlepszy czas, by rozejrzeć się za własnym "M".

Kupować mieszkanie już teraz czy czekać? – to pytanie zadaje sobie w Polsce bardzo wiele osób. Klienci najczęściej wybierają tę drugą opcję, czyli czekają na jeszcze większy spadek cen. Jednak wstrzymywanie się z zakupem mieszkania na kredyt nie zawsze jest dobrym pomysłem. Pojawia się coraz więcej argumentów, by wymarzonego lokum szukać już teraz.

1. Ceny spadną o 15 proc.

Największy spadek cen mieszkań na rynku wtórnym (dane z Raportu Expandera i Szybko.pl na koniec listopada 2008) zanotowano w Poznaniu, gdzie średnie ceny mieszkań zmniejszyły się w ciągu roku o 11,1 proc. W Olsztynie spadek wyniósł 8,1 proc., w Katowicach 6,9 proc., w Krakowie 6,6 proc., we Wrocławiu 4,2 proc., w Gdańsku 3,8 proc., a w Warszawie 2,2 proc. Ceny w podobnym stopniu spadają także na rynki pierwotnym.

Najbliższe miesiące przyniosą kolejne spadki. Expander ocenia, że ceny mieszkań mogą spaść w pierwszym półroczu 2009 nawet o 15 proc. To z pewnością wywoła spore zainteresowanie, dlatego warto zacząć szukać mieszkania na początku nowego roku.

2. Kredyt w zasięgu możliwości

Po kilku

miesiącach zaostrzania polityki kredytowej, pojawiają się pierwsze ułatwienia w uzyskaniu kredytu. Kredyt w złotych można już otrzymać bez większych problemów i to nawet na całą wartość kupowanej nieruchomości.

Ponadto - jak twierdzi Paweł Majtkowski z firmy Expander, w najbliższych miesiącach można się spodziewać kolejnych obniżek stóp procentowych w Polsce. A to przekłada się na spadek oprocentowania takich kredytów. - Rynek przewiduje, że za 3 miesiące 3-miesięczna stopa WIBOR spadnie z obecnego poziomu 6,5 proc. do około 5 proc. - twierdzi Majtkowski.

Warto też pamiętać o tym, że są dopłaty do kredytów, finansowane przez państwo. Klienci kupujący mniejsze i tańsze mieszkania oraz spełniający warunki zawarte w ustawie (tylko rodziny lub osoby samotnie wychowujące dzieci, bez własnego mieszkania) mogą skorzystać także z kredytów w złotych z dopłatą z budżetu państwa. Taki kredyt przez pierwsze 8 lat, w których wypłacana jest dopłata, jest tańszy nawet od kredytu we frankach szwajcarskich. I co więcej, w jego przypadku nie występuje ryzyko kursowe.

3. Frank się stabilizuje

Sytuacja na rynku kredytów walutowych nadal jest trudna, jednak widać już pierwsze symptomy zmiany podejścia banków. Od połowy grudnia GE Money Bank zmniejszył wymagany przy kredytach walutowych wkład własny z 35 do 20 proc. Podobnej zmiany w kredytach w złotych dokonał niedawno DomBank - z 25 do 20 proc. Skąd ta zmiana? Sytuacja na rynku franka się stabilizuje i banki mają coraz większy dostęp do finansowania w tej walucie.

Kredyt we frankach wciąż pozostaje najtańszym z dostępnych na rynku. Co prawda w ostatnich trzech miesiącach marże przeciętnego kredytu wzrosły z 1,2 pkt. proc. nawet o ponad 3 pkt. proc., jednak równolegle mocno spadły stopy procentowe. 3-miesięczna stopa LIBOR dla franka spadła z rekordowo wysokiego poziomu 3,12 proc. 10 października do 0,73 proc. 19 grudnia. Co więcej, jej dalszy spadek nie jest wykluczony.

4. Zyskasz na umacniającej się złotówce

Osobom, które chciałyby zaciągnąć kredyt we frankach, paradoksalnie sprzyja także sytuacja na rynku walutowym. Im droższy jest bowiem frank, tym mniejsze będzie ich zadłużenie po przeliczeniu kwoty kredytu ze złotych na franki, a dodatkowo w razie ponownego wzrostu złotego,

zadłużenie się zmniejszy.

Teraz frank kosztuje 2,67 zł. Gdyby ktoś zaciągnął dziś kredyt na kwotę 300 tys. zł, to w razie spadku kursu franka do poziomu 2,40 zł, jego zadłużenie zmniejszy się automatycznie o 27,3 tys. zł (9 proc.). Gdyby kurs franka wrócił do poziomu 2 zł, wtedy zadłużenie spadłoby o 72,7 tys. zł (24,2 proc.).

5. Zdążyć przed recesją

Banki mniej liberalnie obliczają teraz zdolność kredytową klientów niż przed kryzysem. Z drugiej jednak strony, w tym roku doszło do dużych wzrostów wynagrodzeń. W listopadzie pensje brutto w sektorze przedsiębiorstw wzrosły średnio o 7,4 proc. rok do roku.

Jeśli następny rok

ma przynieść recesję i problemy wielu firm, bardziej opłaca się dziś zaciągnąć kredyt, póki jeszcze masz zdolność kredytową na potrzebną kwotę. - Aby otrzymać kredyt hipoteczny potrzebne są bowiem stałe dochody, aczkolwiek zaciągając zobowiązania trzeba poważnie zastanowić się nad przewidywaną sytuacją finansową rodziny w przyszłym roku. Gdy ktoś traci pracę lub jego zarobki zmniejszają się, to samo dzieje się z jego zdolnością kredytową - przypomina Paweł Majtkowski.

Warto zatem zaciągnąć kredyt mieszkaniowy, gdy taką zdolność mamy. A w razie obaw co do możliwości utrzymania pracy w przyszłym roku, najlepiej skorzystać z oferowanych przez banki ubezpieczeń od utraty pracy. Dzięki niemu ubezpieczyciel będzie przez rok spłacał raty kredytu za kredytobiorcę.

kap/ bea

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • Komentarze (0)

Dodaj Komentarz

Zaloguj się , aby dodać komentarz
Forum jest aktualizowane w czasie rzeczywistym
+0 nowe komentarze

Zasady forum

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN24BiŚ nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Ustawienia

Zamknij ustawienia
Ustawienia zostały zapisane