• rozwiń

Czy G20 zapobiegnie wojnie na waluty?

Czy G20 zapobiegnie wojnie na waluty?
Foto: G20 Foto: Na spotkaniu G20 rok temu w Londynie przywódcy nie podjeli żadnych decyzji. Od tego czasu konflikty tylko narosły

Czy przywódcy najbogatszych państw, którzy w czwartek i piątek spotkają się w Seulu zapobiegną wojnie walutowej? USA drukują dolary, żeby pobudzić gospodarkę, ale to większości innych państw szkodzi. Chiny od lat utrzymują sztucznie słaby kurs juana, więc ich towary mają przewagę na wszystkich rynkach. Także w USA. To najważniejszy obecnie konflikt na świecie.

Trwają przygotowania do spotkania i już atmosfera jest gorąca. Reprezentanci przywódców najbogatszych państw nie mogą dojść do porozumienia w sprawie kluczowych kwestii. Aby ułatwić rozmowy eksperci postanowili pominąć niektóre najbardziej kontrowersyjne zagadnienia, do których należy między innymi dodruk dolarów przez Rezerwę Federalną. Według rzecznika G20, dygnitarze dyskutowali tak gorączkowo, że postanowiono pozostawić otwarte drzwi do niewielkiej sali debat, aby obniżyć temperaturę...

Chcą zapewnić gospodarce stabilny wzrost

Celem szczytu G20 w Seulu jest przebudowa światowej gospodarki, tak by zapewnić jej stabilny wzrost i zapobiec powtórce światowego kryzysu finansowego z 2008 roku. Jednak kraje biorące udział w szczycie mają trudności z pogodzeniem sprzecznych strategii mających to zapewnić. Będą musieli oni stawić czoło rosnącym sporom walutowym i o równowagę bilansu handlowego.

Konflikt Chiny-USA

Ameryka walczy o osłabienie dolara, gdyż to pomaga eksportowi. Niedawno prezydent Barack Obama ogłosił strategie wspomagania eksportu. pomaga mu również amerykański bank centralny Fed, który 3 listopada zdecydował o dodruku 600 miliardów dolarów do połowy przyszłego roku. W tej sytuacji gospodarka USA staje się bardziej konkurencyjna. Ale kosztem innych. Przede wszystkim Chin, ale także Unii Europejskiej i państw zaliczających się do wschodzących rynków, takich jak Indie czy Brazylia.

Po drugiej stronie frontu są Chiny. Smoka nie dotknął globalny kryzys finansowy z 2008 roku, a tamtejsza gospodarka rozwija się o 10 proc. rocznie. Ale dzieje się tak również za sprawą tego, że Chiny od lat utrzymują zaniżoną wartość swojej waluty, dzięki czemu tanie towary z Państwa Środka zalewają świat. Wszystkie państwa, i bogatsze i biedniejsze patrzą na to koso. Ale USA mówią teraz - miarka się przebrała.

Gra o miliardy dolarów

Przykłady? Chiny w październiku miały 27,1 miliardów dolarów nadwyżki handlowej. To drugi pod względem sumy wynik w tym roku, więcej było tylko w lipcu - 28,7 mld dolarów.

Tymczasem amerykański deficyt w handlu zagranicznym we wrześniu wyniósł 44 miliardy dolarów. to i tak mało, bo oczekiwano deficytu wyższego o 1,5 miliarda. A zmniejszył się właśnie dzięki osłabieniu dolara. Sprzedaż amerykańskich towarów za granicę znalazła się we wrześniu na najwyższym poziomie od dwóch lat.

Nadwyżki w handlu międzynarodowym maja także Niemcy i Japonia.

Państwa strefy euro doszły do przekonania, że nie mogą się - w przeciwieństwie do USA już bardziej zadłużać. Dlatego kanclerz Niemiec Angela Merkel chce dyskusji o zakończeniu programów wspierania gospodarek i rozmawiać o tym zwłaszcza ze Stanami Zjednoczonymi.

- Nikomu nie zależy na tworzeniu nowych baniek. Zamiast tego powinniśmy zrobić wszystko by tym razem wzrost gospodarczy był efektywniejszy i trwalszy niż  kilka lat temu - powiedziała przed szczytem.

USA chcą socjalistycznego podziału pracy?

Ameryka próbuje wzmacniać swą pozycję w handlu forsując propozycję ograniczenia nadwyżek na rachunkach obrotów bieżących. Chciałaby, żeby G20 ustanowiło limity tych nadwyżek. Nałożenie takich limitów będzie jednym z głównych tematów podczas szczytu G20 w Seulu. Trudno jednak liczyć na zgodę Chin. A poza tym, co propozycja USA ma wspólnego z konkurencyjnością i wolnym rynkiem?

- Jeśli któraś ze stron wybierze podejście konfrontacyjne, to moim zdaniem wszyscy przegrają - powiedział chiński wiceminister spraw zagranicznych Cui Tiankai, który wzywa G20 by nie robiło z kwestii chińskiej waluty centralnego tematu rozmów w Seulu.

- Żaden kraj nie może na własną rękę osiągnąć naszych wspólnych celów: silnego, trwałego i zrównoważonego wzrostu - napisał Obama w liście wysłanym we wtorek do przywódców G20.

- Gdy przygotowujemy się do szczytu, świat patrzy w naszą stronę, abyśmy współpracowali w celu wzmocnienia światowej gospodarki, uzdrowienia systemu finansowego i promowania stabilności globalnych rynków - napisał Obama. Dodał, że ożywienie gospodarcze, które przyczynia się m.in. do tworzenia miejsc pracy, "jest największym wkładem, jaki mogą wnieść Stany Zjednoczone".

Spotkanie Obamy z Hu Jintao

I choć te głosy brzmią spójnie, to konflikt interesów jest najsilniejszy od początku kryzysu finansowego.

Prezydent Stanów Zjednoczonych Barack Obama przybył już w środę do Seulu, gdzie czeka go intensywny program obejmujący szczyt G20 i dwustronne spotkanie z prezydentem Chin Hu Jintao. Większość godzinnego spotkania z pewnością będzie poświęcona spodziewanej na szczycie G20 konfrontacji między USA i Chinami.

Grupa G20, założona w 1999 roku, po raz pierwszy zwołała szczyt przywódców dwa lata temu i od tamtej pory przyjęła rolę światowego przywódcy, odsuwając na dalszy plan grupę G7, ponieważ kraje takie jak Indie czy Chiny stały się gospodarczymi i politycznymi mocarstwami.

Przedstawiciele krajów należących do G20, które prowadzą 85 proc. światowej działalności gospodarczej, już wcześniej zgodzili się nie używać swoich walut jako broni w walce o rynki.

Regulacje sektora finansowego

Jedną ze spraw, które mogą odciągnąć uwagę od wojny walutowej mogą być nowe regulacje dla sektora finansowego. Przywódcy G20 podpiszą się pod porozumieniem "Bazylea III", wynegocjowanym przez szefów banków centralnych. Przewiduje ono m.in. podniesienie jakości i wielkości kapitałów banków, co jest kluczowym elementem reform przeprowadzonych po kryzysie finansowym.

Przywódcy prawdopodobnie poprą również propozycję Rady Stabilności Finansowej, powołanej na szczycie G20 w Londynie, by wprowadzić ściślejszą kontrolę nad rynkiem instrumentów pochodnych i zmniejszyć zależność od agencji ratingowych. Zajmą się też kwestią banków "zbyt dużych, by upaść", czyli około 20 instytucji finansowych, których bankructwo może zdestabilizować światowy system finansowy.

Wśród głównych kwestii omawianych na już piątym szczycie G20 znajdą się także kwestie dyplomatyczne, jak rosnące napięcie pomiędzy Chinami i Japonią oraz Rosją i Japonią czy zamrożone negocjacje dotyczące północnokoreańskiego programu atomowego.

ram

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • Komentarze (0)

Dodaj Komentarz

Zaloguj się , aby dodać komentarz
Forum jest aktualizowane w czasie rzeczywistym
+0 nowe komentarze

Zasady forum

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN24BiŚ nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Ustawienia

Zamknij ustawienia
Ustawienia zostały zapisane