• rozwiń

Bruksela: ta decyzja nie spodoba się stoczniowcom

Bruksela: ta decyzja nie spodoba się stoczniowcom
Foto: Neelie Kroes komisarz ds. konkurencji / TVN24 Foto: Neelie Kroes unijna komisarz ds. konkurencji (wypowiedź z 06.11)

6 czerwca to ostateczny termin do kiedy rząd musi znaleźć inwestora dla zakładów w Gdyni i w Szczecinie i uchronić je przed koniecznością zwrotu wielomiliardowej pomocy publicznej. Jednak nawet jeśli się to uda, nabywca majątku stoczni nie będzie musiał budować tam statków. A to oznacza, że tysiące stoczniowców może stracić pracę.

Komisja Europejska wydała w czwartek decyzję w sprawie stoczni w Gdyni i Szczecinie, uznając udzieloną im pomoc publiczną za nielegalną, ale dając polskiemu rządowi siedem miesięcy na przeprowadzenie zmian, które mają uchronić stocznie przed upadłością.

KE pozwoliła na wyodrębnienie majątku trwałego stoczni i jego sprzedaż w drodze "otwartych, przejrzystych, niedyskryminacyjnych i bezwarunkowych" przetargów, co pozwoli uzbierać środki na spłatę długów, a także - w maksymalnym stopniu - zwrot wielomiliardowej pomocy unijnej. Firmy, które wykupią majątek stoczni, będą mogły bez obciążenia długami prowadzić działalność - choć niekoniecznie stoczniową.

- Rozwiązanie to było możliwe dzięki pozytywnej współpracy z polskim rządem w ostatnich tygodniach - powiedziała komisarz Kroes na konferencji prasowej. Przyznała jednak, że podjęta decyzja "nie spodoba się pracownikom stoczni". Jak podkreśliła Kroes KE udzieli pomocy zwalnianym pracownikom w ramach funduszu społecznego i globalizacyjnego. - Chcemy znaleźć rozwiązanie dla pracowników stoczni i pomóc im w tym potencjalnie trudnym okresie - powiedziała.

W sytuacji, gdy przez siedem miesięcy nie uda się rozpisać przetargu, lub znaleźć inwestora, stocznie będą musiały oddać pieniądze, które dostały w ramach pomocy publicznej, a to pociągnie za sobą ich bankructwo.

90 proc. sukcesu

- Zawarty kompromis pomiędzy Komisją Europejską, a Polską jest dobry dla polskich stoczni i dla Polski. Nie jest jednak pełny - to sukces w 80, może 90 procentach. Zamierzamy w najbliższych siedmiu miesiącach przekuć go w pełny sukces - zadeklarował minister skarbu Aleksander Grad.

Minister dodał, że dzięki tej decyzji będzie można skorzystać z funduszy europejskich, które "pozwolą i zagwarantują dobre działania osłonowe, ale również pozwolą sfinansować cały proces przechodzenia pracowników z dzisiejszych stoczni do nowych pracodawców".

Pomógł Barroso

Zdaniem rozmówców TVN24 z KE to, co udało się uzyskać, to efekt osobistego zaangażowania Przewodniczącego Komisji Europejskiej, Jose Manuela Barroso, który nie chciał doprowadzić do upadku kolebek "Solidarności".

W obliczu kryzysu finansowego, Barroso, który chce być wybrany na drugą kadencję, był skłonny "szukać elastycznego rozwiązania". Urzędnicy niższego szczebla KE, proponowali natychmiastowy zwrot pomocy państwa, co oznaczałoby upadłość stoczni i wyprzedaż majątku przez syndyka.

Po wydaniu decyzji, w komunikacie przesłanym mediom sam Barroso napisał: "Nie szczędziliśmy wysiłków, by znaleźć rozwiązanie, które będzie sprawiedliwe i trwałe. Dla zatrudnionych w przedsiębiorstwach i także dla Polski. Rozwiązanie, które uzgodniliśmy z polskimi władzami, daje najlepsze perspektywy zatrudnienia i rentownej działalności w tych historycznych miejscach".

Ministerstwo zadowolone

Zadowolenie z decyzji KE wyraziło też Ministerstwo Skarbu Państwa. - Decyzja Komisji daje szansę na prywatyzację poszczególnych aktywów, wchodzących w skład stoczni - podkreślił wiceminister skarbu Zdzisław Gawlik.

Z kolei "Solidarność" ze Stoczni Gdynia domaga się szybkiego spotkania z ministrem skarbu. Stoczniowcy chcą poznać szczegóły planu ratowania zakładu. - Interesuje nas szczegółowy harmonogram działań mających na celu ratowanie zakładu i to, jakie będą jego konsekwencje dla pracowników - powiedział przewodniczący "Solidarności" w Stoczni Gdynia Dariusz Adamski.

Stoczniowcy chcą poznać harmonogram...

- Chcemy jak najszybciej poznać szczegółowy harmonogram działań, które podejmie rząd aby uratować zakład i to, jakie będą jego konsekwencje dla pracowników - powiedział w czwartek przewodniczący "Solidarności" w Stoczni Gdynia Dariusz Adamski.

Prawdopodobnie nastąpi to podczas spotkania z Ministrem Aleksandrem Gradem, o które od dawna apelują stoczniowcy. Według wstępnych ustaleń - zdaniem Adamskiego - do takiego spotkania może dojść w przyszłym tygodniu.

Chcemy jak najszybciej poznać szczegółowy harmonogram działań, które podejmie rząd aby uratować zakład i to, jakie będą jego konsekwencje dla pracowników

stocznie

Tak długo nie chcą natomiast czekać stoczniowcy ze Szczecina i zapowiadają, że jeśli do piątku nie poznają konkretnego harmonogramu, zorganizują kolejny protest - najprawdopodobniej w Warszawie.

Sama jednak deklaracja, która napłynęła dziś z Brukseli podoba się związkowcom.

...i prostu budować statki

- Czas, który Komisja dała rządowi na ratowanie stoczni, to pozytywny element - uważa przewodniczący "Solidarności'80" w SSN Jacek Kantor.

Jednocześnie podkreślił, ze związkowcy nie wyrażają zgody na sprzedaż stoczni w częściach i "rozdzielenie jej majątku trwałego od pracowników", utworzenie wielu spółek i odejście od produkcji stoczniowej. Jego zdaniem, istotne jest, kto będzie koordynował restrukturyzację zakładu.

Przewodniczący gdyńskiej "S" też był zadowolony z tego, że wreszcie KE przedstawiła "w miarę konkretny" komunikat.

Adamski, w imieniu stoczniowców wyraził nadzieję, że "ostatecznym celem planu będzie zakład zrestrukturyzowany i zdolny do budowy statku od projektu do przekazania go armatorowi".

Po raz kolejny podkreślił, że "najcenniejszym majątkiem stoczni są pracownicy, bez nich wartość zakładu wynosi zero".

bgr/kap/iga

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • Komentarze (0)

Dodaj Komentarz

Zaloguj się , aby dodać komentarz
Forum jest aktualizowane w czasie rzeczywistym
+0 nowe komentarze

Zasady forum

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN24BiŚ nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Ustawienia

Zamknij ustawienia
Ustawienia zostały zapisane