• rozwiń
    • WIG20 2103.68 -0.21%
    • WIG30 2406.12 -0.16%
    • WIG 56047.39 -0.13%
    • sWIG80 11585.53 -0.05%
    • mWIG40 3753.25 -0.07%

Ostatnia aktualizacja: Dziś 17:15

Dostosuj

Bruksela kręci bicz na nasz deficyt

Bruksela kręci bicz na nasz deficyt
Foto: TVN24/EPA Foto: KE wszczęła wobec nas procedurę nadmiernego deficytu

Komisja Europejska podjęła pierwszy krok w kierunku otwarcia procedury nadmiernego deficytu wobec Polski. W środę opublikowała raport o sytuacji polskich finansów publicznych, w którym odpowiedzialnością za zbyt dużą dziurę w finansach państwa obarcza nie tylko kryzys, ale i polskie władze.

"Deficyt finansów publicznych Polski wyniósł 3,9 proc. PKB w 2008 roku, powyżej wartości referencyjnej 3 proc. Przekroczenie dopuszczalnego pułapu wynika głównie z faktu, że niedawne dobre czasy zostały tylko w pewnym stopniu wykorzystane do konsolidacji finansów publicznych i reform po stronie wydatków, zwłaszcza w dziedzinie społecznej" - głosi dokument KE.

Unijny komisarz ds. gospodarczych i walutowych Joaquin Almunia powiedział, że deficyt jest wynikiem między innymi obniżenia składek społecznych, zwiększenia ulgi podatkowej dla rodzin i indeksacji emerytur. - W czasach kryzysu nie można mówić, że w Pakcie Stabilności Wzrostu chodzi o karanie. Tu chodzi o współpracę, tak aby w konstruktywny sposób rozwiązać problemy. Bo jeśli nie rozwiążemy problemów, nie będziemy mieli takiego ożywienia gospodarki, jakiego chcemy. Tu chodzi o współpracę i o przyjęcie właściwej polityki gospodarczej i fiskalnej - tłumaczył Almunia.

Poza przypomnieniem, że deficyt w wysokości 3,9 proc. to dużo powyżej dozwolonych w traktacie z Maastricht 3 proc. PKB, KE powołuje się w dokumencie na swoje ubiegłotygodniowe prognozy wzrostu deficytu w Polsce do 6,6 proc. PKB w 2009 r.

Z oficjalną decyzją trzeba poczekać

Na tej podstawie KE zapowiada otwarcie procedury nadmiernego deficytu. Ze względów proceduralnych KE musi wcześniej otrzymać opinię Komitetu Ekonomiczno-Finansowego i dopiero wówczas - zapewne w ciągu kilku tygodni - przedstawi tzw. Radzie Ekofin (ministrom finansów "27") oficjalną propozycję. Wtedy Rada zdecyduje kwalifikowaną większością głosów o przyjęciu tzw. rekomendacji.

Na razie KE nie ujawnia, jaki termin wyznaczy Polsce na obniżenie deficytu do dopuszczonego poziomu 3 proc. PKB.

Co grozi nam jeśli do tego czasu nie załatamy naszej dziury budżetowej? Teoretycznie KE może sięgnąć po kary pieniężne lub zamrozić pomoc finansową. Jednak w zeszłym tygodniu Komisja dała jasno do zrozumienia, że będzie unikać jakichkolwiek drastycznych posunięć, dopóki trwa kryzys gospodarczy.

"To echa zaniechań poprzedników"

Według wiceministra finansów Ludwika Koteckiego, powodem przekroczenia dopuszczalnego deficytu sektora finansów były zaniechania w latach 2005-2007.
- Były to lata szybkiego wzrostu gospodarczego i to był czas, by się przygotować i obniżyć maksymalnie deficyt - powiedział wiceminister.

Dodał, że w procedurze nadmiernego deficytu inaczej traktowane są kraje należące do strefy euro, a inaczej państwa spoza strefy. - W przypadku tych drugich, sankcji praktycznie nie ma. Jest wdrożona presja, aby kraj unikał nadmiernego deficytu - wyjaśnił.

Euro się oddala

Były prezes NBP i minister finansów Leszek Balcerowicz komentuje w TVN CNBC Biznes, że dyscyplinujące działanie procedury karnej powinno podziałać korzystnie na stan polskich finansów publicznych, ale na tle wzrostu deficytów budżetowych w innych państwach Europy Polska i tak nie wypada najgorzej.

- Generalnie jest dobrze jeżeli kraj podlega pewnej presji na reformy. Akurat Polska na tle innych krajów Unii Europejskiej nie wypada źle. Ale bodźce się przydadzą. Co do grzechów, podobnie jak w życiu prywatnym tak i na szczeblu kraju niektóre grzechy popełnia się przyjemnie, ale konsekwencje są nieprzyjemne - powiedział Leszek Balcerowicz.

Jednak obecny wzrost deficytu zagraża polskim planom przyjęcia euro.

Jeżeli Polska chce wejść do strefy euro w 2012 roku, to rząd powinien jak najszybciej przedstawić pakiet działań zwiększających dochody lub zmniejszających wydatki w granicach 3-5 proc. PKB rocznie - powiedział w środę PAP główny ekonomista Business Centre Club prof. Stanisław Gomułka.

Almunia nie chciał niczego przesądzać naszych szans na przyjęcie euro w 2012 roku, choć podkreślił, że docenia deklaracje polskiego rządu w tej sprawie.

- Są przed nami trudne gospodarcze momenty, ale jednocześnie czas, w którym żyjemy, to okres koniecznych jasnych decyzji i strategii, by odbudować zaufanie. Będzie to zależało od politycznej woli i gospodarczej mądrości polskich polityków i polskiego społeczeństwa" - powiedział.

bgr ram/mlas

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • Komentarze (0)

Dodaj Komentarz

Zaloguj się , aby dodać komentarz
Forum jest aktualizowane w czasie rzeczywistym
+0 nowe komentarze

Zasady forum

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN24BiŚ nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Ustawienia

Zamknij ustawienia
Ustawienia zostały zapisane