• rozwiń
    • WIG20 2190.93 +0.71%
    • WIG30 2523.74 +0.95%
    • WIG 56772.23 +0.81%
    • sWIG80 11473.97 -0.67%
    • mWIG40 3941.03 +1.71%

Ostatnia aktualizacja: Wczoraj 17:15

Dostosuj

Rząd jest hojny, planowany deficyt wysoki. "To jasne jak słońce, że podatki będą rosły"

Deficyt rośnie, bo rząd jest zbyt hojny. Ekonomiści: "Balansujemy na niebezpiecznej granicy" Odtwórz: Deficyt rośnie, bo rząd jest zbyt hojny. Ekonomiści: "Balansujemy na niebezpiecznej granicy"
Foto: P. Tracz / KPRM Foto: Według gości TVN24 BiS rząd ma zbyt hojny plan wydatkowy, by obniżyć podatki | Video: Deficyt rośnie, bo rząd jest zbyt hojny. Ekonomiści: "Balansujemy na niebezpiecznej granicy"

- Trzeba pamiętać o tym, że deficyt nominalnie rośnie, bo i rośnie gospodarka oraz PKB. Dlatego lepiej też patrzeć na te liczby w relacji do PKB - tłumaczył w programie "Bilans" w TVN24 BiS Piotr Bielski, ekonomista z BZ WBK. Z kolei Rafał Sadoch z Domu Maklerskiego mBanku przestrzegał, że "balansujemy na niebezpiecznej, 3-procentowowej granicy". A to prosta droga do tego, by znów objąć Polskę procedurą nadmiernego deficytu.

Piotr Bielski uważa, że deficyt budżetowy w takim ujęciu "nie jest rekordowy, ale też nie jest mały, bo on ma się zbliżyć do granicy 3 proc. PKB, którą jesteśmy zobowiązani przestrzegać".

Niebezpiecznie blisko granicy

- Niepokojąca jest sytuacja, że jest on tak blisko tej granicy - ocenił Bielski.

Z kolei Rafał Sadoch z DM mBanku podkreślił, że "ważniejszą liczbą - od deficytu budżetowego - jest deficyt finansów publicznych, ponieważ ta druga wartość odnosi się do całej gospodarki, a nie tylko do planów rządu".

- Kiedy popatrzymy na to, co się dzieje w całej gospodarce, to widzimy niebezpieczny sygnał, że wzrostu tego deficytu przyspiesza. Bo o ile w 2016 roku ma on wynieść 2,6 proc. (stosunek deficytu do PKB - red.), o tyle w 2017 roku już 2,9 proc. - porównywał Rafał Sadoch.

- Ale kiedy nałożymy na to, dość optymistyczne - moim zdaniem - prognozy nawet już zrewidowane w dół, mówię o wzroście gospodarczym rzędu 3,6 proc. oraz gdy popatrzymy na inflację 1,3 proc., to jednak jest tu pewne ryzyko, że w momencie, gdy balansujemy na granicy 3 proc., to w sytuacji wyhamowania wzrostu gospodarczego rośnie ryzyko przekroczenia tej granicy.  Pytanie, jak wówczas podejdzie do nas Komisja Europejska i czy wtedy nie zostaniemy ponownie objęci procedurą nadmiernego deficytu - zastanawiał się ekonomista DM mBanku.

Komisja może pogrozić palcem

Polska była już wcześniej objęta taką procedurą w latach 2009-2016. Jakie niesie to konsekwencje dla naszego kraju? Goście TVN24BiS uspokajali, że najbardziej radykalne skutki, są wciąż odległe.

- Komisja Europejska pogrozi nam palcem i będzie od nas wymagać pewnej ścieżki redukcji tego deficytu. Jeślibyśmy nie przestrzegali rażąco tych zaleceń, to ostateczną konsekwencją może być wstrzymanie pieniędzy unijnych - wyjaśniał Piotr Bielski.

Jednak zdaniem ekonomisty należy się spodziewać podwyżki podatków.

- Nie obniża się podatków, kiedy ma się tak hojny, jak ten rząd, plan wydatkowy. Moim zdaniem, to jest jasne jak słońce, że podatki w najbliższym czasie będą rosły - przewiduje Bielski.

- Jeśli chodzi o procedurę nadmiernego deficytu, to największe straty byłyby wizerunkowe - ocenił Rafał Sadoch, wskazując także na ryzyko spadku wartości złotego. - Znowu Polska stałaby się krajem "na cenzurowanym" - dodał.

Dziura budżetowa zbyt wielka

- Biorąc pod uwagę miejsce, w którym się  znajdujemy, jeśli chodzi o cykl gospodarczy, koniunkturalny i dość wysoką aktywność gospodarczą, tutaj jednak ten deficyt powinien być niższy, powinniśmy budować sobie bufor bezpieczeństwa na trochę trudniejsze czasy, a widać, że nie budujemy tego - mówił Rafał Sadoch.

Ekonomista z BZW BK ostrzegał zaś, że wystarczyć może nawet niewielkie potknięcie, żeby ten poziom 3 proc. przekroczyć. Z jednej strony może to być niższa ściągalność, z drugiej zaś niższy niż przewidywano wzrost gospodarczy.

Zdaniem ekonomistów pomyślne dane z rynku pracy nie powinny się zmienić, ponieważ reaguje on z pewnym opóźnieniem.

- To, co się dzieje się teraz, jest konsekwencją tego, co działo się w ciągu ostatnich dwóch lat - mówił Sadoch.

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • Komentarze (8)

Dodaj Komentarz

Zaloguj się , aby dodać komentarz
Forum jest aktualizowane w czasie rzeczywistym
+0 nowe komentarze
Efendi123
Tak się właśnie kończy rozdawnictwo i dosłowne kupowanie wyborców kiełbasą w postaci 500+ i obietnic nie do zrealizowania...Ale co tam, można jeszcze przecież wprowadzic tyle nowych podatków i sięgnąć głębiej do kieszeni obywateli, oni na pewno się zrzucą na głupotę rządzących :)
  • 0
  • 1
  • zgłoś naruszenie
zamknij
adam_adamskih3tx
Czy wam się podoba czy nie, wszyscy zapłacą za szaleństwa wyborcze tych komuchów z PiS poprzez podwyższone podatki. Oni kupują wyborców z naszych pieniędzy, jeżeli tej hołoty nie przegoni się od koryta będzie coraz gorzej.
  • 1
  • 0
  • zgłoś naruszenie
zamknij
Luk079
JA NIE ROZUMIEM DLACZEGO LUDZIE SĄ PRZECIWNI PODWYŻKOM DLA POSŁÓW PO 3000-5000 PLN MIESIĘCZNIE.NIE WIDZĘ W TYM PROBLEMU ;)
  • 2
  • 0
  • zgłoś naruszenie
zamknij
jazero
oświadczam, że za nieodpowiedzialne decyzje rządu nie odpowiadam. jego dług to jego sprawa. nie będę spłacał go w podatkach. jako osoba cywilna nie mam prawa ustalić sobie deficytu budżetowego. mam dług = komornik. rządzie, to twój problem. ja za nie swoje długi nie płace!
  • 2
  • 0
  • zgłoś naruszenie
zamknij
wujekstefan00
Niestety, płacisz i to nie tylko za swój dług ale za dług wszystkich Polaków. Kolejny krok tego rządu to siłowe zatrzymanie obywateli w wieku produkcyjnym w kraju, żeby tyrali na okaleczony budżet i obiecanki wyborcze. I po to im właśnie obalenie TK.
  • 3
  • 0
  • zgłoś naruszenie
zamknij

Zasady forum

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN24BiŚ nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Ustawienia

Zamknij ustawienia
Ustawienia zostały zapisane