• rozwiń

Jan Niedziałek: Nierówni

Jan Niedziałek: Nierówni
Foto: David Iliff (CC-BY-SA) Foto: W londyńskim city szefowie nie narzekają na pensje

Nie przeszkadza mi, że prezes dużej firmy zarabia 300 razy więcej niż ja. Ale zacznie mi to przeszkadzać, gdy się okaże, że dzieci prezesów mają lepsze wyniki w nauce niż dzieci moje i innych ludzi przeciętnie zamożnych – i gdy ta różnica będzie dramatycznie duża. A taki scenariusz w niektórych miejscach zaczyna się realizować. To moim zdaniem jest największe zagrożenie wynikające z rosnącej przepaści między bogatymi a resztą świata - pisze dziennikarz TVN24 BiŚ Jan Niedziałek.

30 lat temu 80 procent Chińczyków żyło w nędzy tzn. za maksymalnie 1,25 dolara dziennie. Teraz to około 20 procent. Z drugiej strony, w Ameryce 30 lat temu prezes dużej firmy zarabiał 42 razy więcej niż robotnik, a teraz 340 razy więcej. 1 procent Amerykanów ma w swoich rękach 2/3 całego majątku USA, czyli mała grupka posiada więcej niż 90 społeczeństwa.

Bardzo skomplikowany temat nierówności stał się ostatnio równie popularny, jak białe skarpetki do garnituru w latach 90., a obecnie noszenie czerwonych spodni przez mężczyzn.

A propos czerwieni - modny zrobił się nawet Marks: jego powrót ogłosili znani dziennikarze i komentatorzy, w księgarniach natrafiłem na Główne nurty marksizmu Kołakowskiego a mój kolega z pracy stwierdził, że Marks był genialnym ekonomistą.

Nie rozumiem tego podziwu. Marks 20 długich lat prześlęczał w British Museum, żeby udowodnić, że kapitalizm musi upaść i nie znalazł dowodu na tę tezę, a historia też nie potoczyła się po jego myśli. Z punktu widzenia marksizmu, coś poszło nie tak. Z całego pisania Marksa aktualna wydaje się teoria niedostatecznej konsumpcji, tyle że o tym więcej pisali inni - np. Róża Luksmeburg oraz Keynes.

Stagnacja albo spadek konsumpcji to podstawowy problem wnikający z rozwarstwienia społecznego - bogaci, którzy są jedyną grupą, która ma coraz więcej pieniędzy, nie zwiększają konsumpcji, bo nie są w stanie już więcej konsumować, a biedniejsi też tego nie robią, bo ich dochody nie rosną. Rafał Hirsch pisze o tym m.in. tu.

Czyli rozwarstwienie społeczne jest zabójcze dla gospodarki.

Tyle, że niektórzy uważają, że to rozwarstwienie maleje. Wskaźnik Giniego mierzący nierówność na świecie w latach 2002-2008 spadł. W Polsce też (tu dane dotyczą lat 2007 - 2011).

Poza tym główne pomysły na zmniejszenie nierówności polegają na tym by ściąć czubek piramidy czyli np. nałożyć podatek na najbogatszych - wprowadzić podatek od transakcji finansowych albo wyższy podatek od towarów luksusowych.

Nie wiem, czy to słuszne, trzeba by za każdym razem dokładnie to policzyć. Ważniejsze jest coś innego: równość szans. Tymczasem, jak czytam w prasie, w Stanach  Zjednoczonych różnica w wynikach  testów szkolnych między dziećmi z bogatych i biednych domów jest teraz o 30-40 procent większa niż 25 lat temu - oczywiście na niekorzyść biednych. I tu tkwi problem do rozwiązania – jak sprawić, żeby niska pozycja społeczna i ekonomiczna nie stawała się dziedziczonym z pokolenia na pokolenie przekleństwem.

Źródła: M. Jacques: When China Rules The World, M. Sandel: Justice. What's the right thing to do, R. Skidelsky: How Much is Enough? Money and the Good Life, "Financial Times"

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • Komentarze (0)

Dodaj Komentarz

Zaloguj się , aby dodać komentarz
Forum jest aktualizowane w czasie rzeczywistym
+0 nowe komentarze

Zasady forum

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN24BiŚ nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Ustawienia

Zamknij ustawienia
Ustawienia zostały zapisane