• rozwiń
    • WIG20 2355.77 +0.68%
    • WIG30 2697.30 +0.59%
    • WIG 60274.56 +0.56%
    • sWIG80 11504.96 +0.20%
    • mWIG40 4141.71 +0.38%

Ostatnia aktualizacja: Wczoraj 17:15

Dostosuj

Temat: Unia Europejska

Unia na wojnie ze spalinami. Berlin i Warszawa po jednej stronie barykady

Dania zakaże sprzedaży aut z silnikami spalinowymi Odtwórz: Dania zakaże sprzedaży aut z silnikami spalinowymi
Dania zakaże sprzedaży aut z silnikami spalinowymi

Państwa Unii Europejskiej są podzielone w sprawie celu redukcji emisji dwutlenku węgla dla samochodów osobowych oraz dostawczych na 2030 rok. Austriacka prezydencja chce doprowadzić we wtorek do kompromisu i niewykluczone, że mniej ambitne stolice, jak Berlin czy Warszawa, zostaną przegłosowane.

W ubiegłym tygodniu Parlament Europejski przyjął własne stanowisko w tej sprawie, proponując, by cel redukcji emisji CO2 dla nowych samochodów osobowych i dostawczych do 2030 roku wynosił 40 procent w porównaniu z 2021 rokiem (propozycja nie dotyczy aut ciężarowych, bo do nich odnoszą się inne przepisy).

Nowe prawo, które ma pomóc UE w wypełnieniu zobowiązań w walce ze zmianami klimatu, ma wielu przeciwników, zwłaszcza w sektorze motoryzacyjnym. Europejscy producenci, którzy prowadzą mocny lobbing w tej sprawie, ostrzegają, że zbyt daleko idący cel będzie oznaczał utratę miejsc pracy.

Wyższe cele

Komisja Europejska w listopadzie ubiegłego roku zaproponowała, by cel redukcji emisji CO2 dla nowych samochodów osobowych i dostawczych wynosił 30 procent w 2030 roku. Punktem wyjścia mają być limity emisji na 2020 rok, które dla aut osobowych wynoszą 95 g CO2/km, a dla lekkich aut dostawczych 147 g CO2/km.

Za rozwiązaniami proponowanymi przez KE opowiedziały się między innymi Niemcy, które mają bardzo silny przemysł samochodowy. Jednak część krajów, w tym państwa nordyckie i Francja, wolałaby wyższe cele.

- Państwa członkowskie różnie oceniają zapisy i cele rozporządzenia. Znacząca grupa oczekuje podwyższenia celów redukcji i bardziej ambitnego podejścia Rady - podkreśla jeden z dyplomatów w Brukseli, zastrzegając anonimowość.

Dlatego w swoim kompromisowym dokumencie Austria sprawująca przewodnictwo w Radzie UE zaproponowała, by cel podnieść do 35 procent, co nie podoba się między innymi Polsce.

Warszawa deklaruje, że zależy jej na czystszym powietrzu i wspieraniu czystej mobilności, ale obawia się o koszty związane ze zbyt wysokim celem. Z tego powodu popiera cel zaproponowany przez KE.

Miliony miejsc pracy w Polsce

Polscy dyplomaci zwracają uwagę, że nowe regulacje mogą dotyczyć ponad 1 miliona Polaków zatrudnionych w sektorze motoryzacyjnym i w związanych z nim firmami. W całej UE w branży, do której będą stosować się nowe przepisy, zatrudnionych jest 12 milionów osób. Rewolucyjne podejście do usunięcia z ulic emitujących zbyt wiele samochodów może zagrażać tym miejscom pracy - wskazują przeciwnicy przepisów.

Warszawa ma jednak i inny argument. Wskazuje, że pojazdy nisko- lub zeroemisyjne mogą być droższe od produkowanych obecnie, przez co wielu osób w biedniejszych krajach nie będzie stać na ich zakup. To z kolei może zwiększyć import aut używanych, emitujących znacznie więcej CO2 niż nowe. W Brukseli można nawet usłyszeć o pomysłach zakazu sprzedaży na wschód szczególnie mocno zanieczyszczających środowisko samochodów z silnikami Diesla.

Dyplomaci z Austrii podkreślają jednak, że takich propozycji nie ma obecnie na stole.

Spotkanie w Luksemburgu

Austria chciałaby, by na wtorkowym spotkaniu w Luksemburgu państwa członkowskie wypracowały konsensus w sprawie celów redukcji. Przedstawiciele tego kraju mówili jednak w poniedziałek w Brukseli, że w razie potrzeby będą gotowi na głosowanie większościowe. - W tej chwili nie ma mniejszości blokującej - podkreślił jeden z dyplomatów.

Poza celem na 2030 rok projekt przepisów przewiduje też wyznaczenie celu na 2025 rok (15 procent w propozycji KE, 20 procent w propozycji europarlamentu).

Europosłowie chcieliby ponadto, by w 2025 roku nowe auta osobowe i lekkie dostawcze o zerowej i niskiej emisji miały 20-procentowy udziału w rynku, a w 2030 roku 35-procentowy.

Propozycja KE przewiduje też kary dla producentów, którzy nie osiągną wyznaczonego dla nich średniego poziomu emisji CO2 dla wszystkich nowo zarejestrowanych pojazdów w danym roku kalendarzowym. Mają one wynosić 95 euro od grama CO2/km.

Jeśli państwom członkowskim uda się wypracować stanowisko, negocjacje nad ostatecznym kształtem przepisów z udziałem PE i KE zaczną się bezzwłocznie.

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • Komentarze (3)

Dodaj Komentarz

Zaloguj się , aby dodać komentarz
Forum jest aktualizowane w czasie rzeczywistym
+0 nowe komentarze
mayor
Niemcy zużywają najwięcej węgla w całej UE :) ... i chcą wyciąć prastary las aby dostać się do najpodlejszego gatunku tego węgla :) co na to PO?
  • 2
  • 0
  • zgłoś naruszenie
zamknij
marcin_jankowskibrqa
Nie jest to pradawny las tylko po prostu kawałek lasu. Właścicielem ziemi jest koncern energetyczny a więc nie rząd niemiecki. Sprawa nie jest przesądzona gdyż ekolodzy bronią tego kawałka lasu. Niemcy wytwarzają kilkakrotnie więcej energii od Polski z czego ze źródeł odnawialnych są liderem w europie. Więc co na to PIS ?
  • 0
  • 0
  • zgłoś naruszenie
zamknij

Zasady forum

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN24BiŚ nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Ustawienia

Zamknij ustawienia
Ustawienia zostały zapisane