• rozwiń
    • WIG20 2188.20 +0.70%
    • WIG30 2521.46 +0.73%
    • WIG 56753.79 +0.71%
    • sWIG80 11547.10 +0.62%
    • mWIG40 3939.78 +0.74%

Ostatnia aktualizacja: Wczoraj 17:15

Dostosuj

Bezawaryjne auto, które pomieści pół akademika. Cztery typy dla studenta

Bezawaryjne auto, które pomieści pół akademika. Cztery typy dla studenta
Foto: Shutterstock Foto: Student kupuje samochód. Pięć porad

Na wakacje, do pracy lub użytku codziennego. Lipiec i sierpień sprzyjają temu, by kupić samochód. Pamiętają również o tym studenci, którzy często muszą porzucić wygodne środki komunikacji miejskiej. Podpowiadamy, jakie auto najlepiej nadaje się do spakowania studenckiego dobytku, a do tego jest stosunkowo niedrogie oraz oczywiście bezawaryjne.

Są takie auta, które mimo swojego wieku przeżyją jeszcze niejeden samochód wyjeżdżający właśnie z salonu. Jeśli do tego można je kupić za kilka groszy, a do tego da się naprawić w nim niemal każdą część - to mamy już komplet cech, jakich student poszukuje przy zakupie auta.

1. "Beczka"

Mercedes W123 Kombi (123 T – jak turystyka i transport) to auto niezniszczalne. W czasach gdy kolejne egzemplarze opuszczały taśmy produkcyjne obowiązywały inne standardy produkcji samochodów. Dowody? Wystarczy spojrzeć na pierwszy lepszy postój taksówek. Jeśli nie będzie tam tzw. beczki, to znaczy, że właśnie ma kurs.

Mercedesy W123, tak jak ich następcy, o których nieco niżej, znane są ze swojej nieśmiertelności. Jeżdżące egzemplarze z lat 80, a nawet 70 nie należą do rzadkości, mimo że wyprodukowano ich niespełna 2,7 miliona. Nieco trudniej jest upolować wersję kombi, których zjechało z taśmy produkcyjnej łącznie blisko 200 tys. egzemplarzy. Jeszcze trudniej jest znaleźć W123 kombi z silnikiem wysokoprężnym. Nie sposób z dieslem wolnossącym, a właśnie te silniki zyskały miano nieśmiertelnych.

W oferowanej do wersji kombi palecie jednostek napędowych znajdziemy natomiast dwa doładowane silniki wysokoprężne. Jak to w turbodieslach bywa, ich piętą achillesową są zazwyczaj sprężarki, a dokładnie ich łopatki i łożyska. Nieodpowiednio eksploatowane turbiny mogą nastręczyć sporo problemów, z koniecznością regeneracji włącznie (silnik musi kilkanaście – kilkudziesięciu sekund pochodzić na wolnych obrotach, by turbina wytraciła prędkość a olej mógł nadal smarować jej wrażliwe na zatarcie elementy).

Dobry egzemplarz klasycznej beczki można kupić za około 10 tyś. zł. W stanie tzw. kolekcjonerskim wiszą na aukcjach internetowych nawet po 40 tyś. zł.

Czy warto zapłacić tyle pieniędzy za ponad 30-letnie auto. Jeśli chcemy, żeby tym samym autem, które zawiezie nas na obronę pracy dyplomowej, jeździły jeszcze nasze wnuki – warto.

 

2. "Baleron"

Inne pojemne i bezawaryjne auto to następca poczciwej „beczki” - Mercedes W124. Potocznie zwany „baleronem”, razem z "beczką" według miejskiej legendy nieomal doprowadził koncern mercedesa nad przepaść bankructwa, kiedy nabywcy tych aut prawie w ogóle nie potrzebowali części zamiennych, bo auta się praktycznie nie psuły.

I chociaż powstało kilka publikacji próbujących podważyć zasadność takiego stwierdzenia, to z faktami nie można polemizować. A te ostatnie są takie, że na ulicach, co kawałek widać W124 na chodzie, w dobrym stanie.

Inną rzeczą, jaka przemawia za tym, że „baleronem” pojeździmy długo, to fakt wymienności niemal każdej śrubki. Podczas gdy obecnie auta produkuje się bardziej jako "jednorazówki", w których nie wszystkie części da się wymienić (zamienne są całe skomplikowane moduły o wysokim stopniu złożoności i takiej samej cenie) w autach starej daty – szczególnie Mercedesie W124 – wymienić można było praktycznie wszystko.

W wersji kombi pojemność bagażnika wynosi nawet 1800 litrów, a najoszczędniejsze silniki (2.0 D) w konfiguracji z 5-biegową skrzynią, spalają przy spokojnej jeździe do sześciu litrów oleju napędowego na 100 km.

Wielu aktywnie pracujących taksówkarzy nadal prowadzi W124, a zapytani dlaczego jeżdżą takimi archaizmami motoryzacji odpowiadają jednym głosem: „nie psuje się i pojedzie praktycznie na każdym paliwie”. Sekcyjna pompa paliwowa smarowana olejem z silnika jest nie do zdarcia i kiepskiej jakości paliwo, olej opałowy, a nawet rzepakowy z dyskontu spożywczego, nie zrobi jej krzywdy.

"Baleron" wart uwagi kupimy już za 6 – 7 tys. złotych. Za 10 tyś. zł można znaleźć egzemplarz o wybitnie niedużym przebiegu (300, 400 tyś. km) i zdrowej podłodze oraz kielichach, a nawet nieprzegniłych kanałach odpływowych.

3. "Wyrobnik"

Sporym uznaniem u kierowców ceniących sobie niezawodność cieszy się także Volkswagen Passat B5. Produkowany nieprzerwanie przez niemal dekadę (od 1996 roku). Zyskał miano (względnie) niezawodnego.

Największym problemem jednak może się okazać znalezienie w ramach założonego budżetu egzemplarza wartego uwagi. Przekleństwem niezawodnych aut bywają ich ogromne przebiegi. Wydaje się, że łatwiej jest trafić trójkę w totka, niż egzemplarz Passata niewysłużonego, o kilometrażu pozwalającym zrobić kilkadziesiąt tysięcy kilometrów bez inwestowania kilku tysięcy złotych, chociażby w tzw. elementy eksploatacyjne auta.

Ale jeśli ta trudna sztuka się uda, można zapakować do niego pół studenckiego dobytku lub cały wakacyjny ekwipunek biwakowy i pojechać gdzie oczy poniosą, spalając przy tym w granicach sześciu litrów oleju napędowego na 100 km (1,9 TDI 90 KM).

4. "Szwedzka cegła"

Takim przydomkiem ochrzczono Volvo 940, jeden z ostatnich przedstawicieli gatunku aut robionych, by trwać. Wówczas priorytet stanowiła niezawodność auta i jego wytrzymałość. Nie przejmowano się kilkoma dodatkowymi kilogramami, jeżeli każdy z nich odpowiadał za jakość i żywotność.

Silniki, jakie montowano w potężnych „Szwedach” może nie należały do najoszczędniejszych, ale za to były niezawodne. Do tej pory spotkać można egzemplarze jeżdżące na oryginalnych rozrządach z przebiegami 300, 400, a nawet 500 tysięcy km.

Co ciekawe – odmiennie od swoich niemieckich odpowiedników opisywanych wyżej – lepiej od diesli sprawują się benzyniaki, szczególnie te czterocylindrowe. Tzw. „redblocki” (od koloru bloku motoru) nie boją się przebiegu kilkuset tysięcy km, a tylne mosty są wprost nie do zdarcia. Jeśliby komuś nie odpowiadało spalanie na poziomie 10 litrów benzyny, śmiało może zainwestować w instalację gazową. Silniki w szwedzkich cegłach – odmiennie niż u większości "japończyków" - nie boją się LPG.

W przewidzianym budżecie 10 tys. złotych zmieścimy się z zakupem naprawdę wartego uwagi egzemplarza, nawet powinno nam zostać sporo gotówki na ewentualne odświeżenie auta.

Zobacz. Autostopem przez Europę i Azję

Ustawienia

Zamknij ustawienia
Ustawienia zostały zapisane