• rozwiń
    • WIG20 2235.10 -0.61%
    • WIG30 2532.20 -0.66%
    • WIG 58810.62 -0.56%
    • sWIG80 11555.73 -0.30%
    • mWIG40 3759.91 -0.54%

Ostatnia aktualizacja: Dziś 13:36

Dostosuj

Temat: Rebelia w sercu Afryki

Jan Niedziałek: Jak pomagać Afryce? Wytrwale!

Jan Niedziałek: Jak pomagać Afryce? Wytrwale!
Foto: defense.gouv.fr Foto: Francuskie wojska w Republice Środkowoafrykańskiej

Wojna domowa w Republice Środkowoafrykańskiej to przykład straszliwej, ale tylko jednej z plag nękających Afrykę. Jak pomagać temu kontynentowi? Ostatnio modna jest odpowiedź: "nie pomagać w ogóle, żeby od tej pomocy nie uzależniać". Modna, bo taka przekorna. Ale i w tym tekście znajdą Państwo argumenty za tą tezą, i to od jednej z najwybitniejszych młodych ekonomistek z Afryki. Do mnie coraz mocniej przemawia jednak inna odpowiedź: pomagać trzeba wytrwale i równie wytrwale trzeba Afrykę poznawać.

Już tłumaczę, o co mi chodzi. I przy okazji zapraszam na debatę o Afryce na antenie TVN24 Biznes i Świat w sobotę o godzinie 13:30 i 19:05.

Niewesołe karuzele

Była kiedyś taka inicjatywa, żeby budować w afrykańskich wioskach studnie w postaci karuzeli dla dzieci - PlayPump. Pomysł ten wsparł między innymi słynny raper Jay-Z. Idea wydawała się słuszna - dzieci będą się bawić, a przy okazji pompować wodę dla rodziny. Problem polegał na tym, że gdy z wioski znikali fotoreporterzy robiący zdjęcia uradowanym maluchom, które - jak to dzieciaki - chętnie brały udział w niecodziennej zabawie w pozowanie do zdjęć, wracała szara rzeczywistość. Na karuzeli nikt się nie bawił, dzieci w Afryce często nie mają na to czasu, a wodę w pocie czoła wydobywały kobiety i dzieciaki pchając przed sobą tę nieszczęsną konstrukcję. Zamiast zabawy połączonej z czymś pożytecznym była sama praca. W tym przypadku lepsza byłaby tradycyjna pompa – wydajniejsza i łatwiejsza w obsłudze. Tak zresztą ocenili to sami mieszkańcy wiosek w Malawi, gdzie projekt wdrażano.

Leki przed podręcznikami

Podobnie było z pomocami naukowymi dla małych Afrykanów - dzieciaki z biednych rodzin nawet doposażone w pomoce naukowe miały nadal słabe wyniki, a bogatsze radziły sobie lepiej. Sytuacja poprawiła się, gdy ktoś odkrył, że kluczowym problemem, oprócz książek czy finansowania edukacji, jest dostęp do leków i walka z jedną z chorób skóry w biedniejszych rodzinach. Choroba ta powoduje, że dzieciaki cierpią i nie mogą skupić się na książce czy lekcji, choćby były najzdolniejsze i najpilniejsze na świecie.*

Ludzie i słonie

Podobne, co jeśli chodzi o pointę, historie można poznać na zajęciach z ekologii politycznej na zachodnich uczelniach.

Dopiero po pewnym czasie ludzie zajmujący się  ekologią i polityką zrównoważonego rozwoju odkryli, że zamykanie rezerwatów z cenną przyrodą czy absolutny zakaz polowania na słonie lub nosorożce szkodzi lokalnym społecznościom i budzi ich sprzeciw. Lepiej jest umożliwić ludziom komercyjne korzystanie z zasobów przyrody - np. organizację jednego w roku, sowicie opłacanego, ale też limitowanego polowania dla bogatych ludzi z Zachodu.

Nie chcę na tych przykładach wyśmiewać naiwności czy arogancji działań na rzecz Afryki. Wprost przeciwnie - to cenne doświadczenia, które pozwalają wyciągnąć wnioski z błędów i wprowadzić lepsze procedury.

Wspomniany projekt PlayPump zmodyfikowano – nadaje się on bardziej do dużych skupisk ludzkich, np. do szkół podstawowych, a nie do wiosek Malawi. Odkryto też przecież w końcu, że najpierw trzeba dzieci w Afryce leczyć, a dopiero potem uczyć. No i potrafimy też coraz lepiej łączyć dbałość o środowisko z dbałością o ludzi.

Dead aid?

To były kwestie doraźnej i precyzyjnie adresowanej pomocy. Jeśli chodzi o pomoc finansową, to pochodząca z Zambii Dambisa Moyo pisze o tym, że w latach 1970-1998, gdy do Afryki płynęło najwięcej pieniędzy, poziom biedy wzrósł z 11 proc. do 66 proc. (nie precyzuje niestety, czego dotyczą te procenty).**

Moyo, ekonomistka po Harvardzie i Oksfordzie, była globalna strateg Goldman Sachsa, nazywa pomoc dla Afryki "dead aid" i przekonuje, że kraje na tym kontynencie są biedne właśnie dlatego, iż dostają pomoc.

Ekonomistka przekonuje, że rzeka pieniędzy z Zachodu omija najbardziej potrzebujących, nakręca korupcję i brutalną walkę o władzę oraz powoduje, iż znikają zachęty do rozwoju przedsiębiorczości.

Niektórzy odrzucają argumentację Moyo, wytykając jej uproszczenia i podawanie niektórych danych bez cytowania źródeł (rzeczywiście - nie wiem, skąd Moyo wzięła informacje, że od lat 40. ubiegłego wieku do Afryki trafił bilion dolarów).

Afrykańska ekonomistka proponuje w celu uzdrowienia sytuacji eksperyment: poinformować afrykańskie rządy, że za 5 lat nie dostaną nawet centa pomocy (nie licząc pieniędzy na walkę z wydarzeniami losowymi, kataklizmami itp.).

To, jej zdaniem, byłby czynnik zniechęcający watażków do walki o władzę i pieniądze z Zachodu, a z drugiej strony zmusiłoby to Afrykę do samodzielnego zdobywania pieniędzy. Recepta Moyo to działania rynkowe:
1) emisja obligacji,
2) przyciągnięcie inwestorów, budujących drogi, elektrownie itp. (Chińczycy zwietrzyli okazję i są już na miejscu od dłuższego czasu ... tylko czy ich model rozwoju oparty na niedemokratycznej władzy jest rzeczywiście tym, czego potrzebuje Afryka?), 
3) możliwość wejścia z żywnością na rynki w USA, Unii Europejskiej czy Japonii (tylko czy europejscy rolnicy zrezygnują z subsydiów, by nie utrudniać konkurencji Afrykańczykom?) ,
4) rozwój rynku finansowego, na początku w formie mikrokredytów. **

Instytucje są najważniejsze

A może ważne jest co innego, na przykład instytucje, takie jak botswańska kgotla? To tradycyjne plemienne forum, na którym każdy mógł się wypowiedzieć, pochwalić albo skrytykować wodzów plemiennych. Tradycja takiej otwartości i włączenia ludzi w proces polityczny pomogła w budowie sprawnej demokracji i uniknięciu wojen domowych. Piszą o tym naukowcy z  Massachusetts Institute of Technology - Daron Acemoglu, Simon Johnson i James A. Robinson.*** Ich zdaniem najważniejsza instytucja to prawo własności, będące świetną zachętą do rozwijania przedsiębiorczości. Taki układ w połączeniu ze stabilnym systemem politycznym powoduje, że przewroty wojskowe i inne zamachy stanu stają się relatywnie mniej opłacalne, niż utrzymywanie lub zdobywanie władzy demokratycznymi metodami.

Acemoglu, Johnson i Robinson piszą, że w ciągu ostatnich trzydziestu kilku lat Botswana (powierzchnia większa o 80 proc. od Polski, ale tylko 2 mln mieszkańców) miała najszybsze średnie roczne tempo wzrostu gospodarczego na świecie. Oczywiście, jednym z powodów jest to, że Botswańczycy startowali z bardzo niskiego pułapu i dlatego łatwiej mogą szybko iść do przodu niż "obrośnięci w dobrobyt" ludzie Zachodu. Ale z drugiej strony - z takiego samego pułapu startowała też Uganda, Burkina Faso i inni. A do tego w 1966 roku, na progu niepodległości, Botswana była w mało sprzyjającym punkcie startowym – ludzi kończących szkołę średnią było bowiem … ośmiu. A na przykład Uganda - miała ich 70 razy więcej (chociaż to też kwestia populacji: 36 milionów). Dziś PKB na głowę mieszkańca Botswany przy uwzględnieniu sił nabywczej pieniędzy (waluta to "pula") wynosi ponad 17 tys. dolarów na rok - w Ugandzie to 1,5 tys. dolarów.

Przy tych wszystkich peanach na cześć kraju z południowej części Afryki trzeba pamiętać o jego problemach, przede wszystkim o pladze AIDS - wirusa HIV ma jedna czwarta dorosłych obywateli Botswany. Prezydent kraju ostrzegał niedawno, że narodowi grozi wyginięcie. W tym przypadku pomoc z zewnątrz - m.in. od ONZ i Fundacji Billa Gatesa - pomaga zapobieć katastrofie.****

Learn Africa, a potem go Africa

Od lat słychać głosy, ie teraz to już na pewno nadchodzi czas Afryki; że jej potencjał wreszcie będzie wykorzystany; że Chiny to temat passe i że nadchodzi era potęg afrykańskich.
Polska prowadzi nawet akcję "Go Africa!" - rząd wspiera nasze firmy robiące tam swoje interesy. Efektem jest kontrakt Ursusa, który sprzedaje traktory do Etiopii.

Chociaż najnowszy kryzys w Republice Środkowoafrykańskiej to dowód na to, że problemy tego kontynentu są strasznie skomplikowane, to warto jednak "uczyć" się Afryki - choćby po to, by robić tam biznes. Może okaże się to skuteczną metodą walki z biedą na Czarnym Kontynencie.

Czy jest ratunek dla Republiki Środkowoafrykańskiej? Fragment programu "Świat" TVN24 Biznes i Świat 


Korzystałem z:
*T. Harford, Adapt. Why Success Always Starts with Failure
** D. Moyo, Dead Aid: Why Aid Is Not Working and How There is Another Way for Africa
***http://economics.mit.edu/files/284
****http://www.newamerica.net/publications/articles/2009/better_aid_not_dead_aid_africa_13281

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • Komentarze (0)

Dodaj Komentarz

Zaloguj się , aby dodać komentarz
Forum jest aktualizowane w czasie rzeczywistym
+0 nowe komentarze

Zasady forum

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN24BiŚ nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Ustawienia

Zamknij ustawienia
Ustawienia zostały zapisane