• rozwiń
    • WIG20 2158.94 -0.47%
    • WIG30 2459.33 -0.39%
    • WIG 57502.14 -0.29%
    • sWIG80 11763.70 +0.51%
    • mWIG40 3786.21 +0.05%

Ostatnia aktualizacja: 2019-11-29 17:15

Dostosuj

Rafał Hirsch: roboty, bezrobotni i stały dodruk pieniądza, czyli przyszłość

Rafał Hirsch: roboty, bezrobotni i stały dodruk pieniądza, czyli przyszłość
Foto: tvn24 Foto: Roboty mogące pracować przez 24 godziny na dobę z tą samą jakością z pewnością podniosą produktywność gospodarek

Roboty są przyszłością. Naukowcy w coraz większej liczbie (i ci od robotów i ci od ekonomii) są przekonani, że to nieuniknione. Nie są jednak zgodni co do tego, czy to dla nas lepiej czy gorzej. Moim zdaniem zależy to od tego, jak zareagują rządy i banki centralne.

McDonald's pokazał wczoraj słabe wyniki za trzeci kwartał. Zyski i sprzedaż spadają. Przyczyny są różne, ale wśród nich jest także ta dotycząca pracowników. Akurat w McDonald's powstał w ubiegłym roku silny ruch domagający się wzrostu płacy minimalnej do 15 USD za godzinę. Zarząd firmy oczywiście broni się przed tym, a jak donosi dziś Wall Street Journal spółka oznajmiła przy okazji publikacji wyników, że pracuje nad rozwiązaniem, które pozwoli klientom samodzielnie zamawiać, a także zestawiać zestawy i płacić za wszystko. Zamiast pracownika będzie touchscreen. Tak będzie za chwilę, nie za 20 czy 40 lat. McDonald's woli zwolnić ludzi i obciąć koszty, ale utrzymać poziom zysków, niż dać ludziom podwyżki kosztem niższych zysków. W sumie nawet trudno mu się dziwić.

Reszta niepotrzebna

Roboty mogące pracować przez 24 godziny na dobę z tą samą jakością z pewnością podniosą produktywność gospodarek. Spadek kosztów produkcji/usług podniesie poziom zysków w korporacjach, a jednocześnie wyraźnie podniesie poziom globalnego PKB. Ludzkość z pewnością będzie bogatsza. Czyli będzie lepiej. To dość jasne - będziemy mieć roboty, które będą tyrać za nas i będą to robić za darmo. Touchscreen w McDonald's nie będzie chciał pensji.

Ale z drugiej strony „będziemy mieć” nie oznacza, że każdy będzie miał. Ludzkość jeszcze wyraźniej niż w ostatnich latach podzieli się na wąską grupę właścicieli i całą resztę. Pech tej reszty polega na tym, że przestanie być potrzebna. Jako pracownicy będą gorsi od robotów, bo będą bardziej kosztowni i mniej dokładni. Zostaną więc zwolnieni. Roboty to z jednej strony większe bogactwo globalne, ale też znacznie większe niż do tej pory bezrobocie, a więc większa bieda w znacznie szerszej niż do tej pory części społeczeństwa.

Grozi nam więc powrót do feudalnego średniowiecza – właściciele żyjący na poziomie materialnym niedostępnym dla innych, w niedostępnych dla innych miejscach, typu zamek. I cała reszta taplająca się w błocie pod zamkiem, służąca głównie jako tani instrument do uprawy ziemi i jako mięso armatnie w regularnie wybuchających potyczkach pomiędzy właścicielami.

Teraz może być nawet gorzej. Masa nurzająca się w błocie nie będzie potrzebna ani do produkcji (bo są roboty) ani na wojnę (bo są drony i inne zaawansowane technologicznie metody walki bez udziału człowieka). W ogóle nie będą nikomu do niczego potrzebni. Jakiekolwiek bunty i powstania z ich strony będą z łatwością tłumione dzięki przygniatającej przewadze technologicznej właścicieli technologii.

Podział zysków

Moim zdaniem najważniejszym zadaniem polityki w najbliższych latach będzie uniknięcie takiej właśnie sytuacji. Czyli takie zorganizowanie podziału zysków z pracy robotów, aby nie dopuścić do katastrofy socjalnej związanej z masowym bezrobociem.

Do głowy przychodzą mi dwa sposoby. Po pierwsze podatkowy. W szczegółach może to wyglądać różnie, ale generalnie chodzi o redystrybucję części dodatkowych zysków przez budżet w stronę tych, którzy przez roboty stracili źródło utrzymania. Czyli powstanie jakiś tam system zasiłków, kształtowany przez polityków. Nie wzbudza to mojego entuzjazmu, bo podatki zawsze można obejść.

Drugi pomysł podoba mi się znacznie bardziej – to basic income. Czyli uregulowane ustawą regularne dostawy pieniędzy prosto na rachunek bankowy dla wszystkich. Dostawcą jest bank centralny. Gdyby nie fakt, że chodzi o pieniądz elektroniczny, czyli depozyty, można by powiedzieć: dodruk.

Gotówka za darmo

Z historii wiemy, że głównym ryzykiem w takiej sytuacji jest wykreowanie inflacji, która destabilizuje gospodarkę i doprowadza do kryzysu. Ale proszę pamiętać o sytuacji jaką mamy dziś, a zdaniem wielu ekonomistów istnieje uzasadnione ryzyko, że tak będzie teraz ciągle. Inflacja pojawia się wtedy, kiedy siła nabywcza konsumentów rośnie szybciej niż podaż produktów, które można kupić za pieniądze. Wtedy ceny tych produktów rosną i w efekcie siła nabywcza konsumentów, choć nominalnie coraz większa, to jednak realnie koryguje się w dół.

Wkrótce możemy mieć jednak rozpowszechnioną sytuację odwrotną – podaż produktów będzie rosnąć szybko, dzięki robotyzacji. Popyt na rynku wcale nie będzie musiał rosnąć, bo po pierwsze pojawi się masa bezrobotnych bez dochodów, a po drugie dochodzi do tego demografia, czyli mówiąc w skrócie coraz więcej biednych emerytów. To są trendy prodeflacyjne, a nie proinflacyjne. Długoterminowe i raczej nie do przezwyciężenia.

Dostarczanie ludziom gotówki za darmo będzie hamować deflację, a z drugiej strony umożliwi producentom/właścicielom robotów, dronów, fabryk 3D itp. sprzedaż tego, co wyprodukują, bo przecież, aby biznes się kręcił, ktoś to będzie musiał kupować.

Nowe zawody

Z biegiem czasu zapewne rynek sam się zbliży do równowagi, powstaną zupełnie nowe zawody i liczba poszkodowanych przez rewolucję robotów się zmniejszy. Niewykluczone natomiast, że instytucja fundowanego przez bank centralny basic income już z nami pozostanie. Dzięki wysokiej produktywności gospodarki nie będzie nakręcać inflacji, a jednocześnie po prostu będzie nas na nią stać. Wtedy życie stanie się wygodniejsze. Dzięki robotyzacji każdy będzie miał to, co chce, nie będzie musiał na to ciężko pracować i będzie mieć znacznie więcej czasu wolnego niż dzisiaj.

Hmmm….ok. Na pewno gdzieś się zagalopowałem. Nie wiem tylko konkretnie, gdzie.

Natomiast tak zupełnie serio, oznaczać to będzie koniec niezależności banków centralnych i de facto przejęcie przez nie roli fiskalnej w państwie. Wiem, że jest sporo osób czekających na upadek obecnego systemu monetarnego. Czekają oni na to głównie dlatego, że im się obecny system nie podoba i chcieliby powrotu do systemów z przeszłości, opartych na przykład o gold standard. Obawiam się jednak, że kolejny system monetarny będzie z ich punktu widzenia jeszcze bardziej przerażający niż obecny. Wydaje mi się, że w dłuższym okresie czasu, przy niezmienionych trendach demograficznych to nieuniknione.


Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • Komentarze (0)

Dodaj Komentarz

Zaloguj się , aby dodać komentarz
Forum jest aktualizowane w czasie rzeczywistym
+0 nowe komentarze

Zasady forum

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN24BiŚ nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Ustawienia

Zamknij ustawienia
Ustawienia zostały zapisane