• rozwiń
    • WIG20 2337.69 +1.42%
    • WIG30 2701.06 +1.45%
    • WIG 61701.57 +1.17%
    • sWIG80 16044.22 +0.38%
    • mWIG40 4930.37 +0.86%

Ostatnia aktualizacja: Wczoraj 17:15

Dostosuj

Raport: Szczyt klimatyczny

Gdańsk pod wodą i sorgo zamiast ziemniaków. Wszystko, co musisz wiedzieć przed szczytem w Paryżu

Gdańsk pod wodą i sorgo zamiast ziemniaków. Wszystko, co musisz wiedzieć przed szczytem w Paryżu
Foto: Shutterstock Foto: Od 30 listopada do 11 grudnia w Paryżu odbędzie się konferencja klimatyczna COP21 z udziałem 40 tys. uczestników

Niedługo może okazać się, że zamiast ziemniaków będziemy jeść placki z sorgo, a mroźną i śnieżną polską zimę zastąpi pora sucha. Takie mogą być efekty zmian klimatu, którym zapobiec ma nowe, globalne porozumienie. Nad jego kształtem od poniedziałku będą dyskutować w Paryżu przywódcy ok. 150 państw.

Relacja ze szczytu klimatycznego na antenie TVN24 Biznes i Świat.

Poziom emisji dwóch najważniejszych gazów cieplarnianych, dwutlenku węgla i metanu do atmosfery wzrósł w ubiegłym roku do rekordowego poziomu, 30. rok z rzędu – poinformowała niedawno Światowa Organizacja Meteorologiczna (WMO).

Ambitne porozumienie

Dane opublikowane przez tę agendę ONZ pokazują, że poziom emisji CO2, głównego gazu cieplarnianego, systematycznie wzrasta od 1984 roku. Także nieprzerwanie rosną poziomy emisji dwóch innych, ważnych gazów cieplarnianych - metanu (CH4) i tlenku azotu (N2O). Naukowcy ONZ szacują, że koncentracja CO2, metanu i N2O jest obecnie na poziomie najwyższym od co najmniej 800 tys. lat. Światowy poziom emisji, napędzanej przez spalanie węgla, ropy naftowej i gazu w celu pozyskania energii, jest dziś o 143 proc. wyższy niż przed rewolucją przemysłową. Zdaniem naukowców jest to główny czynnik odpowiedzialny za globalne ocieplenie. A to oznacza wyższe temperatury na świecie, więcej ekstremalnych zjawisk pogodowych jak fale upałów czy powodzie, topnienie lodowców, podnoszenie się poziomu wody w morzach i podwyższona kwasowość oceanów.

Dlatego od 30 listopada do 11 grudnia w Paryżu odbędzie się konferencja klimatyczna COP21 z udziałem 40 tys. uczestników, w tym światowych przywódców. Jeśli negocjacje zakończą się sukcesem, na konferencji zostanie zawarte najbardziej dotąd ambitne porozumienie klimatyczne, które miałoby zacząć obowiązywać po 2020 roku.

Zastąpiłoby ono protokół z Kioto. Celem jest niedopuszczenie do tego, by średnia temperatura na naszej planecie wzrosła o ponad 2 stopnie Celsjusza w stosunku do epoki przedindustrialnej.

Podczas szczytu w Kopenhadze w 2009 roku nie udało się doprowadzić do nowego, globalnego porozumienia. Dziś Paryż postawił sobie za punkt honoru zakończenie spotkania podpisaniem przez wszystkie państwa wiążącego porozumienia.

Eksperci przestrzegają, że to ostatni dzwonek, by powstrzymać wzrost temperatury o 2 stopnie C. - Teraz albo nigdy. W Paryżu staniemy przed historyczną szansą, której nie wolno nam przegapić. – stwierdził komisarz ds. polityki klimatycznej i energetycznej Miguel Arias Canete.

Zgodnie z unijną koncepcją wiarygodne porozumienie powinno zawierać:

1. globalną wizję długoterminowego celu, która będzie sygnałem
dla zainteresowanych stron, w tym przedsiębiorstw, inwestorów i ogółu społeczeństwa, świadczącym o determinacji, aby przejść na gospodarkę niskoemisyjną;

2. mechanizm do regularnego monitorowania i wyznaczania bardziej
ambitnych wspólnych celów;

3. solidny mechanizm przejrzystości i rozliczania, dzięki
któremu zainteresowane strony będą pewne, że obietnice zostaną dotrzymane.

Polskie stanowisko

Jeszcze kilka dni temu wiceminister gospodarki Piotr Naimski twierdził, że Polska „nie powinna podpisywać globalnego porozumienia klimatycznego na szczycie COP 21 w Paryżu”. Wydaje się jednak, że coś w rządzie drgnęło, albo będziemy mieć dwugłos podczas globalnego szczytu.

- Polski rząd jedzie na konferencję COP21 do Paryża z zamiarem zawarcia nowego porozumienia klimatycznego, pod warunkiem, że będzie ono globalne oraz sprawiedliwe zarówno dla państw rozwiniętych, jak i rozwijających się – powiedział minister środowiska prof. Jan Szyszko. Rząd PiS, podobnie jak jego poprzednicy podkreśla, że „potrzebny jest udział w porozumieniu wszystkich państw, zwłaszcza największych gospodarek światowych” oraz że „Polska, tak jak i inne państwa, powinna mieć zapewnione prawo do suwerennego określenia najbardziej korzystnych i efektywnych działań zmierzających do ochrony klimatu oraz do określania własnej ścieżki rozwoju”.

- Stanowisko rządu jest racjonalne – poprzedniego i obecnego. Polska byłaby skłonna przyjąć na siebie nowe wyzwania pod warunkiem, że zrobi tak cały świat. A więc nie tylko UE, ale też USA, Chiny, Indie, Rosja. Jeżeli tak się nie stanie, będziemy mieli do czynienia z naruszeniem warunków konkurencji. Tempo redukcji emisji CO2 w Europie jest zbyt szybkie, świat za nami nie nadąża. To grozi alokacją emisji stąd do krajów spoza naszego kontynentu – ocenia Janusz Steinhoff, były wicepremier i minister gospodarki.

Polska delegacja na COP21 ma też pomysł, jak przekonać świat (a głównie UE) do poluzowania polityki dekarbonizacji. „Będziemy zabiegać o uznanie różnych form ograniczania emisji dwutlenku węgla, w tym zalesiania, za równoprawne z redukcją spalania paliw kopalnych sposoby zmniejszania koncentracji gazów cieplarnianych w atmosferze” – czytamy w stanowisku.

- Lasy są pożyteczne, ale nie zastępujmy nimi rozwoju gospodarczego – komentuje Andrzej Szczęśniak, ekspert ds. energetyki. - Mamy zbyt ogromne zapóźnienia w rozwoju, aby uciekać w lasy.

Polskę będzie reprezentować premier Beata Szydło i Minister Środowiska. Wraz z nim do Paryża pojadą przedstawiciele: ministra środowiska, finansów, rozwoju, energetyki oraz spraw zagranicznych.

Trudno przewidzieć, jak tym razem spisze się polska delegacja, tym bardziej, że w zasadzie decyzyjność leży po stronie UE. Choć można też stwierdzić, że wetowanie mamy we krwi - Polska już trzykrotnie na poziomie UE torpedowała cele polityki klimatycznej. Zasłynęła też z niestandardowych działań na arenie światowej podczas COP19 w Warszawie. Ówczesny premier Donald Tusk odwołał Marcina Korolca ze stanowiska szefa resortu środowiska. - To skandal – skomentował to wówczas prof. Jan Szyszko, obecny minister środowiska.

Globalne koszty

Roczne koszty strat spowodowanych klimatycznymi zjawiskami ekstremalnymi wzrosły blisko 10-krotnie od lat 50-tych i w końcu lat 90-tych wyniosły ok. 40 mld dol. rocznie. Jednocześnie udział towarzystw ubezpieczeniowych w tych kosztach stale wzrastał od 0,6 mld dol. w latach 60. do 9 mld rocznie w dekadzie lat 90. - czytamy w raporcie przygotowanym przez prof. Macieja Sadowskiego z Instytutu Ochrony Środowiska na zlecenie Światowego Funduszu na Rzecz Przyrody (WWF). Z raportu wynika, że największe trudności adaptacyjne do wszelkich zmian mają nie kraje rozwinięte, ani słabo rozwinięte (ale o ustabilizowanym poziomie rozwoju), lecz kraje przechodzące transformację z jednego stanu równowagi społeczno-gospodarczej do drugiego. Czyli te, które osłabiły dotychczas istniejące stare mechanizmy regulacyjne a jeszcze nie wypracowały i nie wdrożyły nowych. Taka sytuacja jest charakterystyczna m.in. dla krajów Europy Środkowej i Wschodniej, w tym Polski.

Klimat a sprawa polska

A co jeśli porozumienie nie zostanie osiągnięte lub okaże się nieskuteczne? W dłuższym okresie powinniśmy oswoić się z tym, że zamiast czterech pór roku oraz przedwiośnia czy złotej polskiej jesieni, będziemy mieć porę deszczową i suchą. - Latem temperatury często będą sięgały 35°C, a nierzadko nawet 40°C. Zimowe temperatury, przekraczające 0°C będą skutkować brakiem pokrywy śnieżnej – mówi Katarzyna Guzek, rzeczniczka prasowa polskiego Greenpeace.

Z danych IMGW wynika, że ostatnie 40 lat jest najcieplejszym okresem w historii obserwacji w kraju. Na większości obszaru kraju nastąpiła zmiana struktury opadów. – Znaczenie ma nie tyle zmiana ich wielkości, co charakter – zwraca uwagę dr hab. Jerzy Kozyra z Instytutu Upraw, Nawożenia i Gleboznawstwa (IUNG) w Puławach. - Problem susz narasta, w każdym roku mamy z nim do czynienia i zdarzają się częściej.

Temperatura powietrza stale rośnie. Jest cieplej, więcej wody paruje i nawet jeśli mamy tą samą ilość opadów, to pojawia się susza. A nasz kraj ma niewielkie zasoby wodne.

W ciągu ostatnich 60 lat naukowcy obserwują rosnącą częstotliwość susz. I tak w latach 1951–1981 na terenie Polski wystąpiły 6 razy, a w latach od 1982 do 2011 – 18 razy. W tym okresie susze wystąpiły praktycznie biorąc nieprzerwanie w rożnych regionach kraju. Od początku XXI wieku tj. w latach 2001–2011, susze wystąpiły dziewięć razy w różnych okresach roku.

- Zmiany klimatu mogą poważnie zagrozić także zasobom wodnym naszego kraju. Jego efektem może być brak wody pitnej i wody potrzebnej na potrzeby rolnictwa. Wzrost średniej rocznej temperatury spowoduje również pogorszenie jakości wody – wymienia rzeczniczka Greenpeace.

Ograniczona dostępność wody już teraz stanowi problem w wielu regionach Europy i sytuacja ta prawdopodobnie ulegnie dalszemu pogorszeniu. Do 2070 roku spodziewany jest w Europie wzrost powierzchni obszarów ubogich w wodę z 1 proc. w chwili obecnej do 35 proc.

Stres wodny w niektórych regionach Europy, Afryki i Azji będzie mieć wpływ na intensyfikację procesów  migracyjnych. Czyli należy spodziewać się zwiększenia liczby tzw. uchodźców klimatycznych.

Rośnie liczba dni, gdy opady deszczu są obfite a równocześnie zanikają tzw. opady ciągłe i małe (< 1,0 mm) oraz wydłużyły się okresy bezopadowe (susze). Np. w lipcu 2011 roku miesięczne sumy opadów w całym kraju przekroczyły normy opadowe nawet o 400 proc.. Tak deszczowego lipca nie obserwowano od roku 1997.

Jednocześnie badania wykazują, że roczne zróżnicowanie średnich sum usłonecznienia na obszarze Polski kształtuje się od około 1400 do 1700 godzin w roku. Naukowcy oczekują, że nastąpi wzrost usłonecznienia do 1800–1900 godzin w roku w niektórych rejonach kraju.

Kukurydza zamiast ziemniaków

W wyniku globalnego ocieplenia zmieniają się okresy plonowania, a także odmiany uprawianych roślin.

- Już dziś kukurydza powoli wypiera ziemniaki - tłumaczy dr Maciej Bukowski z Warszawskiego Instytutu Studiów Ekonomicznych.

- Rośliny ciepłolubne, jak kukurydza, soja, sorgo czy słonecznik, zareagują większym wzrostem plonów, nawet o 30 proc. Poważnie ucierpią jednak plony roślin zimnolubnych. Uprawy ziemniaków mogą się zmniejszyć nawet o 30-80 proc. - dodaje Katarzyna Guzek. - Przedłużające się okresy susz, lub dla odmiany powodzie i lokalne podtopienia, nie pozostaną bez wpływu na wysokość plonów, a te z kolei kształtować będą ceny produktów spożywczych.

Kolejnym problemem staną się choroby roślin i plagi szkodników, którym będzie sprzyjał cieplejszy klimat. Już teraz pojawił się w Polsce nowy szkodnik Szrotówek kasztanowcowiaczek, który przyszedł do nas z krajów bałkańskich i coraz agresywniej niszczy kasztanowce. A co gorsza, nie ma na naszym ternie naturalnego wroga.

Energetyka. Odcięcie od prądu

- Pierwsze symptomy tego jak może wyglądać przyszłość, jeśli nie podejmiemy działań mogliśmy odczuć już tego lata. Dotkliwa susza spowodowała straty w sektorze energetycznym. Jeśli nic się nie zmieni, w przyszłości ograniczenia w dostawach energii mogą dotknąć nie tylko biznes ale i odbiorców indywidualnych – ostrzega Katarzyna Guzek.

Mniejsze opady i fale upałów wpływają negatywnie na proces chłodzenia a tym samym wydajność elektrociepłowni.

Gdańsk pod wodą

Wyższe globalne temperatury mogą również doprowadzić do topnienia lodowców i w rezultacie do wzrostu poziomu oceanów. Według prognoz poziom Bałtyku podniesie się tak znacznie, że Półwysep Helski może stać się wyspą, a część Gdańska znajdzie się pod wodą – tak wynika z analiz prof. Macieja Sadowskiego. Najbardziej zagrożone jest wybrzeże Bałtyku - do 2080 roku poziom morza podniesie się nawet o 0,97 metra. Wtedy w niebezpieczeństwie znajdzie się Gdańsk, a w szczególności jego historyczna starówka. Około 900 hektarów powierzchni miasta leży zaledwie metr powyżej poziomu morza.

Stale rośnie częstotliwość sztormów na Bałtyku. Ekolodzy uważają, że zwiększy się także liczba wietrznych dni na polskim wybrzeżu. Z kolei zmiana temperatury wody i jej kwasowości odbije się na zasobach ryby, co będzie stanowić problem ekonomiczny dla wielu krajów.

Konsekwencje zmian klimatu będą szczególnie odczuwane w miejscowościach, utrzymujących się z turystyki, bo ludzie będą obawiać się wyjazdów nad morze ze względu na sztormy i złą pogodę. Natomiast w górach sezon zimowy stanie się znacznie krótszy. Styczeń może stać się cieplejszy średnio nawet o 5 stopni C.

Zagrożenie dla przemysłu

Ale jest i druga strona medalu. Źle skonstruowane porozumienie klimatyczne może zagrozić naszemu przemysłowi.

- Jeśli przyjmiemy cel według zaleceń UE, będzie to oznaczało dla szeregu branż groźbę utraty konkurencyjności. Z szacunków KIG wynika, że to utrata wielu setek tysięcy miejsc pracy - uważa prezes Krajowej Izby Gospodarczej Andrzej Arendarski.

Przedstawiciele energochłonnego przemysłu, jak papiernictwo, czy chemia wskazują także na ciągle nierozwiązany problem niestabilności odnawialnych źródeł energii.

Coraz więcej firm dostrzega jednak problem. W połowie października szefowie dziesięciu największych globalnych koncernów energetycznych, m.in. BP, Shell, Saudi Aramco, Total, Statoil i Eni ogłosili, że chcą walczyć z globalnym ociepleniem i wesprzeć państwa w tych działaniach. Firmy wezwały m.in. do zastąpienia węgla w produkcji energii gazem ziemnym.

Niemal w tym samym czasie prezesi 78 firm takich jak Siemens, HSBC, Accenture, BT Group, Dow Chemical, PepsiCo, Nestle, Unilever czy PwC wezwali do zawarcia ambitnego porozumienia w Paryżu, które przyspieszy wzrost gospodarczy i stworzy miejsca pracy. Domagają się nałożenia obciążeń finansowych na emitentów CO2 tak, by zmobilizować ich do inwestowania w niskoemisyjne technologie.

Koniec węgla?

Jednocześnie najbogatsze kraje świata rzucają wyzwanie węglowi – napisał niedawno na swoim blogu Andrzej Szczęśniak, ekspert ds. energetyki. Prezydent Obama w czerwcu 2013 r. zakazał finansowania zagranicznych projektów węglowych przez U.S. Export-Import Bank. A gdy ogłaszał w Białym Domu swoją nową inicjatywę "Clean Power Plan", akcje kilku spółek węglowych gwałtownie zanurkowały.

Również kraje skandynawskie, Holandia, Wielka Brytania i Francja zapowiedziały, że nie będą finansować wydobycia i spalania węgla. A miliardy dolarów wycofuje ze spółek opartych na węglu państwowy norweski fundusz naftowy.

Takich projektów nie zamierzają dalej wspierać także globalne instytucje finansowe, jak Bank Światowy, EBOiR oraz EBI. Także Royal Bank of Scotland, UBS, BNP Paribas, Societe Generale, czy Barclays Bank i ostatnio ING wycofały się z inwestycji w sektor.

Zamykane są też kopalnie w USA - między 2011 i 2013 rokiem – aż 264. W Europie trend jest podobny.

- Za dwa, trzy lata w Europie będą działały już tylko kopalnie w Polsce. Nie będzie już ani jednej w Wielkiej Brytanii, Niemcy kończą z nimi ostatecznie, Czesi też borykają się z problemem ich rentowności. W Europie w wyniku konstrukcji geologicznej przestaje to się po prostu opłacać i jest zbyt niebezpieczne dla górników - wyjaśnia Janusz Steinhoff, były wicepremier i minister gospodarki.

Dodaje, że trwa dyskusja nad polityką energetyczną Polski do roku 2050 i musimy odpowiedzieć na pytanie, jaki ma być nasz miks energetyczny, czy budujemy elektrownię atomową.

- Część energii powinna pochodzić od prosumentów – i te ruchy należy wspierać. Nie możemy abstrahować od stanu środowiska naturalnego – to jak twierdzą naukowcy, przyczynia się do zmian klimatycznych. - Dywersyfikujmy zatem źródła energii, ale nie zrobimy tego w ciągu 20 lat. Jedynym sposobem na ograniczenie emisji CO2 jest modernizacja istniejących bloków wytwórczych, te mają niską sprawność, bo mają nawet po 50 lat – uważa Steinhoff.

Andrzej Szczęśniak zwraca jednak uwagę, że Polska nie ma szans na nadrobienie killkudziesięcioletniego technologicznego zapóźnienia wobec zachodu. Dlatego powinniśmy pozostać przy węglu i szukać w tym obszarze niszy na rynku - przekonuje.

Mit: UE jest osamotniona w walce

Wiele osób wskazuje, że by walczyć ze zmianami klimatu potrzebny jest wspólny, globalny wysiłek, a obecnie podejmuje go jedynie Europa. To jednak mit. Przed konferencją w Paryżu ponad 170 krajów, odpowiedzialnych za ponad 95 proc. światowych emisji, przedstawiło już swoje zobowiązania do zwiększenia udziału energii ze źródeł odnawialnych. Wiele z nich zostało podjętych przez kraje rozwijające się, w których popyt na energię w najbliższych latach znacznie wzrośnie. Brazylia planuje zwiększyć udział OZE w konsumpcji energii elektrycznej z 41 proc. w roku 2012 do 45 proc. do końca przyszłej dekady. Boliwia, z PKB per capita pięć razy niższym niż Polska, planuje zwiększenie udziału OZE w sektorze energetycznym z 39 proc. do 79 proc. Indie ogłosiły czterokrotne zwiększenie zainstalowanej mocy w odnawialnych źródłach energii do roku 2022.

- Chiny w swojej strategii założyły, że po 2025 r. nie będą budować już żadnych elektrowni węglowych. A do 2030 r. zamierzają zredukować emisje o 30 proc. Sporo inwestują w elektrownie wiatrowe, fotowoltaiczne i jądrowe – dodaje dr Maciej Bukowski z Warszawskiego Instytutu Studiów Ekonomicznych.

Stany Zjednoczone nie ratyfikowały poprzedniego protokołu z Kioto, ale dziś prowadzą politykę stopniowego odchodzenia od węgla – w dużej mierze jest to możliwe dzięki rewolucji łupkowej. Latem tego roku gaz ziemny po raz pierwszy zastąpił węgiel jako główne źródło energii elektrycznej w USA. A wg amerykańskiej Agencji Informacji Energetycznej produkcja prądu z węgla spadła o ponad 5 proc. w porównaniu do lipca 2014. W sierpniu tego roku prezydent Obama ogłosił Clean Power Plan, który zakłada redukcję emisji CO2 z sektora energetycznego o 32 proc. do roku 2030 w porównaniu do roku 2005 r.

Technologiczny wyścig

Dr Andrzej Ancygier Hertie School of Governance w Berlinie zauważa, że energetyczna transformacja może być szansą a nie zagrożeniem dla naszej gospodarki.

- Transformacja energetyczna ze źródeł kopalnych do energii odnawialnych stwarza możliwości rozwoju w wielu dziedzinach. Biorąc pod uwagę różnorodność technologii OZE, jak również technologii towarzyszących, istnieje wiele nisz, w których polscy naukowcy i przemysł mogą zaistnieć. Jest to zatem świetna możliwość na pokonanie pułapki średniego wzrostu. To, że inni zaczęli badania nad tymi technologiami wcześniej, nie oznacza że wszystkie możliwości zostały już wykorzystane. Przykładem jest odkrycie przez Olgę Malinkiewicz możliwości wytwarzania elastycznych ogniw fotowoltaicznych na bazie perowskitów. Niestety obecnie technologia ta jest rozwijana głównie przez firmy japońskie i australijskie a nie polskie – mówi dr Ancygier.

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • Komentarze (11)

Dodaj Komentarz

Zaloguj się , aby dodać komentarz
Forum jest aktualizowane w czasie rzeczywistym
+0 nowe komentarze
marcin_piatkowski
A słyszeliście kiedyś o fotosyntezie i sztucznej fotosyntezie? Można by pozbyć się CO2 wyprodukować prąd i jeszcze tlen jako produkt uboczny! - No ale po co skoro lepiej jest płacić za handel powietrzem! ;)
  • 0
  • 0
  • zgłoś naruszenie
zamknij
ad64
Poziom mórz w ostatnich 10 tyś lat podniósł się około 15 metrów i nie jest to zasługa ludzkości podobnie jak powtarzające się epoki zlodowaceń . Jestem mieszkańcem Podkarpacia mamy czyste powietrze wodę ale jednocześnie masową ucieczkę młodych ludzi do pokrytych smogiem miast .
  • 0
  • 0
  • zgłoś naruszenie
zamknij
turn_on_the_thinking
a malutkie ludziki na planecie Ziemia myślą Ze mają wpływ na Zmiany klimatyczne i Ze mogą wpłynąć zeby było cieplej albo zimniej na Ziemi.....
  • 0
  • 0
  • zgłoś naruszenie
zamknij
johnnyHC
Jeżeli ktoś uważa, że wycinka lasów, trucie wód, gleby i wyziewy z fabryk nie mają żadnego wpływu na naszą planetę. To niech lepiej przetrze oczy. Chemikalia są już nawet w jedzeniu. Jeżeli nie obchodzi was los Ziemi, pomyślcie chociaż o ludzkości. Ziemia da sobie rade. My nie.
  • 1
  • 0
  • zgłoś naruszenie
zamknij
Paul 001
Ściema i wyciąganie dużej kasy przez ekoterrorystów. Po mroźnej zimie na chwilę cisza a potem od nowa nagonka na biedaków.
  • 2
  • 3
  • zgłoś naruszenie
zamknij
jozef_kletkiewicz
Światowy poziom emisji, napędzanej przez spalanie węgla, ropy naftowej i gazu w celu pozyskania energii, jest dziś o 143 proc. wyższy niż przed rewolucją przemysłową. 143 % ???? Zabrakło jeszcze zera albo może trzech :D
  • 1
  • 0
  • zgłoś naruszenie
zamknij
ad64
Marzy mi się w Polsce klimat śródziemnomorski .
  • 0
  • 2
  • zgłoś naruszenie
zamknij
marek_domagalazlz2
To... ruszaj zaraz na Bałkany, do Włoch, Francji czy Hiszpanii. Bo za kilkanaście lat ten klimat będzie już zjawiskiem historycznym, niespotykanym nigdzie na Ziemi.
Zastąpią go strefy suszy, co zresztą coraz bardziej widać w tych krajach.
  • 1
  • 1
  • zgłoś naruszenie
zamknij
ad64
do marka . Strefy suszy w tych krajach są i zawsze były zjawiskiem naturalnym wyjątkiem był czas epoki lodowcowej ale wówczas nawet ekolog nie przeżyłby na obecnych terenach Polski.
  • 0
  • 0
  • zgłoś naruszenie
zamknij

Zasady forum

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN24BiŚ nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Ustawienia

Zamknij ustawienia
Ustawienia zostały zapisane